14 lutego 2012

Peeling duszy.

Najtrudniej jest ruszyć, zacząć, napisać pierwsze zdanie. Miałam umieszczać posty kilka razy w miesiącu, a tu już luty. Czas biegnie, jak opętany. Tyle chwil marnuje na lenistwie, ciągle mi mało snu, odpoczynku. Co się dzieje? Organizm odbija sobie resztki stresu, życia w biegu, dni wypełnione obowiązkami, noce spędzone na ciągłym myśleniu o czymś. Nie wiem, za czym tak gonię... Nie chodzi o to, że jest mi źle. Tylko tak ciągle i ciągle myśli kłębią się w tej głupiej łepetynie i nie chcą ujrzeć światła dziennego. Nie mam siły na tą całą maturę, jestem pewna, że nie pójdzie mi tak, jak tego oczekuję. A winna będę sama sobie, skoro nie potrafię nawet kiwnąć palcem! Jak można sobie CODZIENNIE obiecywać poprawę i nie spiąć czterech liter w odpowiednim momencie? Zimo, idź już sobie! Weno nadejdź i przynieś ogromne pokłady energii! Rozpoczynam akcję "Orzechy" (potrzebna mi spora dawka wspomagaczy mózgu) i powolutku próbuję wrzucić ciało i duszę na wyższe obroty. Wish me luck! ;)