27 marca 2013

"Gdy zamykam oczy swe, to czuję się jak w bajce."

A ja znowu w świecie magii i marzeń. Kubek w dłoń, filmik o opalaniu natryskowym Agnieszki z USA się ładuje, nie wspominając już o najnowszych odcinkach "Glee" i "Grey's Anatomy". Tak mi ciepło, tak radośnie tylko w domu, bo za oknem wietrzysko hula. Obudzona w nocy przez kota, który usiłował wydostać się z mojego pokoju i pobuszować w okolicy lodówki, ze zdziwieniem odkryłam, że mój kalendarz ścienny zatrzymał się na lutym. Żałuję odrobinę, że nie kupiłam ślicznego kalendarza z National Geographic, ponieważ ten, który aktualnie zdobi moją ścianę przedstawia smutne sceny i tak mi później źle i niewyraźnie, że tyle zła na świecie, a ja nic z tym nie robię... Ten "straszny" dostałam od Babci, bo nie zdążyłam sama go kupić, gdy do kaplicy zawitali ojcowie - misjonarze. Wiem, że to taki kalendarz - uświadamiacz, ale i tak mi przykro, gdy czasem na niego zerkam...
Pokrzepiona lekturą "Goniąc marzenia, czyli podróż poślubna dookoła świata" Moniki i Michała Przybyszów, znowu marzę i śnię o podróżowaniu. Ta książka nie ma w sobie tyle uroku i czaru, co poprzednie podróżnicze lektury, które udało mi się przeczytać, ale zawsze to jakiś jasny promyk nadziei w mojej głowie, że skoro im się udało, to czemu ma się nie udać mnie? Ale to plany na kiedy indziej... ;)
Próby dotarcia wiosny do mojej miejscowości przebiegają na razie marnie, ale myślę, że będzie dobrze. Buszuję po sklepach w poszukiwaniu butków. Może jak kupię jakąś zakręconą parę trzewików, to Pani Wiosna w końcu łaskawie zapuka w okienko i radośnie oznajmi trelem słowików tudzież innych Wróbelków Elemelków, że już jest, że tak, jak najbardziej mogę ruszać na wiosenne wojaże rowerowe i błądzić myślami tu i tam? Słońca mi trzeba, endorfin, ciepła i zieleni! Wystarczy tego dygotania na przystankach na mrozie.
Mam ambitny plan... Taaaak, aż zacieram rączki ze szczęścia. Jak wróci moja świta przydomowa, zamierzam ogarnąć pokój. W końcu tam posprzątam, bo jak jest energia to trzeba ją spożytkować!
Może co nieco przemebluję? Jeżdżenie meblami po całej "wielgachnej" powierzchni mojego pokoju zawsze sprawia frajdę, a silne, męskie ramiona moich dwóch domowych Herkulesów powinny pomóc w tym przedsięwzięciu. Jeszcze tylko stracę 10 minut na przeglądanie portali plotkarskich i do roboty. Kto ma dostęp do czytania magazynu "Coaching", polecam jak najbardziej. Ciekawy artykuł o McDonaldzie, Danone i o tym, jak to się w ogóle zaczęło.

PS Dodać do listy - do zmywania lakieru z paznokci nadaje się zmywacz, a nie zdzieranie go zębami!

6 marca 2013

Niezdecydowanie.

Dlaczego mi tutaj tak nie po drodze? Standardowo w głowie mam tyle myśli, które tak szybko ulatują. Denerwujące. Tora człapie uciążliwie, trąca nosem moje kolano. Chce na spacer. Wiosna w końcu. Ptaki świergolą, słońce świeci, ale jeszcze nie grzeje. A ja mam tą jedyną chwilkę dla siebie, kiedy chciałabym popisać, pocieszyć się samotnością, snuć się po domu w dresie i spożywać kilogramy niezdrowego jedzenia. Zero oznak depresji, naprawdę, po prostu dawno nie było takiego dnia nicnierobienia. A jedyne w czym jestem naprawdę, naprawdę dobra to właśnie nicnierobienie. Pewnie trzeba będzie się ruszyć. Człapanie jest coraz energiczniejsze. Wzdycha, sapie, trąca. I mnie, i kota.
Ostatnio więcej u mnie upadków, niż wzlotów. Wolę chodzić do pracy i wmawiać sobie, że zmęczenie jest dobrą wymówką do tego, aby olać cały system, nie uczyć się, odpuszczać wszystko jak leci. A to bardzo niedobrze. Bo za kilkadziesiąt dni będę znowu sobie pluła w twarz, czemu nie ruszyłam czterech liter wystarczająco wcześnie. Zanim jeszcze jest czas.
Kilka osób pytało mnie, po co podwyższam te wyniki z matury. Czy to takie złe, że człowiek ma marzenia? Chce się uczyć? Włożyć trochę wysiłku w swoją przyszłość? Kto wie, może będę kiedyś sprzątała chodniki w Londynie z tytułem magistra w kieszeni. I co z tego? Nikt mi nie odbierze tego, że się udało. O ile się uda, oczywiście. Tęsknię za fotoblogiem. Jednak brak sprzętu jest wystarczającym powodem, aby odpuścić kolejne bezproduktywne zajęcie, które pochłonie mnie na chwilkę. Nie wiem, skąd u mnie tyle słomianego zapału. Chyba rzeczywistość daje o sobie znać. I znowu to cholerne stanie na rozdrożu. Spróbować zawsze można, prawda? Tyle, że ja już sama nie wiem, czego chcę. Czy tego chcę. Wysiłku, starań, zamartwiania się. Ja nie wiem, ale Tora zaraz chyba okno balkonowe wyważy. Chociaż ona wie, czego chce. Idę :)