22 sierpnia 2012

Wspominam.

Zeszłoroczne wakacje były świetne. Ciągłe wyjazdy, śmiechy, mnóstwo zdjęć. Magiczne chwile pozostały w głowie. Jakoś tak... czas płynął wolniej, apetyczniej. Odkurzam albumy, przywołuję historie, uśmiecham się sama do siebie.
Nie mogę uwierzyć, że te wakacje, które miały być najlepsze w moim życiu (bo najdłuższe, bo szkoła się skończyła, zaczną się przygotowania do trybu studenckiego, ech...) nie mają w sobie nawet odrobiny tego czaru, mgiełki uroku, co poprzednie. Też jest dobrze, ale nie fantastycznie. Zbyt wiele niepewności, znaków zapytania, smutków, nerwówki, uczucia zawodu. Część spraw zostawiam za sobą, mam wrażenie, że odcinam od siebie przeszłość i niektóre postacie, które nie okazały się na tyle wytrzymałe i prawdziwe, jak myślałam. Czasem trzeba odpuścić, prawda? Zdawkowe uśmiechy, próba zainteresowania się czyimś życiem, chociaż tak naprawdę wiesz, że Cię to nic nie obchodzi. I tej drugiej osoby też. Trwam przy swoim, uodparniam się psychicznie. Jeszcze nie jeden raz dostanie mi się od życia. Nie odgradzam się murem, po prostu czekam na rozwój wypadków. Co będzie, to będzie.
Otwieram pudełko ze stertą nieuporządkowanych zdjęć. I marzę, żeby chociaż odrobinkę cofnąć czas...


13 sierpnia 2012

Naleśniiiiki!

Cześć!

Co macie dzisiaj na obiad? Ja, jak widać po tytule, jestem w naleśnikowym raju. Gęba mi się śmieje od rana. Już chyba z 5 sztuk pochłonęłam, a wiele przede mną! Taki miły akcent na "zakończenie" urlopu. Jutro do pracy rodacy! Zaraz zbieram swój big odwłok i maszeruję żwawo na spacer. Pewnie później zrobię edycję i dodam zdjęcie dania, które wprawia moje podniebienie w osłupienie... ;)


Miłego poniedziałku!

2 sierpnia 2012

Domowe rozrabiaki: Daisy

O naszych domowych zwierzakach usłyszycie jeszcze nie raz, takie już są uroki zaglądania na blogi właścicieli czworonogów! ;) Odkąd tylko pamiętam w moim mieszkaniu buszowały jakieś zwierzaki. Jednak to dłuższa opowieść, taka, którą można czytać przy ciepłej herbacie i ciastkach owsianych. Kto oglądał za młodego "Kotopsa", ręka do góry! Ja właśnie takowy misz - masz mam w domu. Dzisiaj część pierwsza. Poznajcie dumną przedstawicielkę persów...


Daisy to czarno-biała kotka, która wielbi podawaczy jedzenia i swoją panią, a moją Siostrę. Całe dnie śpi, jak zabita. Pojawia się tylko na charakterystyczny dźwięk, poruszających się w miseczce chrupków. Domowa arystokratka spożywa swojego ukochanego Whiskasa w krysztale*, jak na prawdziwą damę przystało. Z racji tego, że imię, które wybraliśmy jakoś do niej nie przemawia, została w warunkach domowych przechrzczona na Bibi. [Jednak imię Daisy nadal figuruje w książeczce zdrowia i niech tak pozostanie.] I tu, ku zdziwieniu wszystkich, reaguje dość przyzwoicie, gdy Siostra strudzona, wraca z pracy i od progu woła tę swoją Bibi.


Co jeszcze trzeba wiedzieć, o tym małym potworze? Znalazła się u nas przez przypadek. Według zapewnień Siostry miała być malutkim kociakiem w kolorze siwo-niebieskim... Państwo, które ją znalazło i chciało oddać w dobre ręce, zaufało zapewnieniom mojej Siostry, że zadbamy należycie o jej potrzeby i oto mamy. Bibi :) Początki były trudne, schowała się w łazience i nie chciała stamtąd wyjść. Później wizyta u weterynarza, rozpoznane zapalenie płuc, strach o nowego członka rodziny... Później było już tylko lepiej i lepiej!


Upodobała sobie spanie w środku łóżka rodziców, gdy nie umiemy jej znaleźć, wystarczy podążać za... odgłosem chrapaniem. Persy niestety mają to do siebie, że ich spłaszczone noski nie pozwalają na prawidłowe oddychanie i dźwięki, które uwalnia podczas snu kicia, napawają czasem przerażeniem. Kociej astmy nie ma, Pan Weterynarz nas o tym zapewnił! Odkryliśmy, że Daisy reaguje nienawiścią wobec innych kotów, które zapalczywie obserwuje przez szybę okna, zawzięcie próbując bronić swojego terytorium (skacze po parapecie, prycha, syczy, czasem spada i znów na fotel, stamtąd na parapet...), czasem zachowuje się naprawdę niegrzecznie, knuje plany wydostania się do ogródka i charczy zawzięcie i prycha, gdy ją ewakuujemy z murku tarasowego. Na szelkach na spacery nie chce chodzić, opanowała do perfekcji uwalnianie się z tego dziadostwa i znów - myk - w krzaki! Jakieś myśli uciekinierki ją nawiedzają czasem, ale ogólnie jest grzeczną kicią. Z charakterkiem. Uwielbia być noszona na rękach i drapana po brzuszku. Ma włosy, nie sierść (!). Zastanawiamy się gorąco, jakby przeżyła (albo raczej on...) starcie z reproduktorem. No, bo czyż nie jest śliczna? A nam się marzą takie mikro Bibulinki.


Nadchodzą w życiu naszej kotki magiczne dni, kiedy pała miłością do wszystkich i wszystkiego (począwszy od krzeseł, skończywszy na doniczkach z kwiatkami). Tak, moi drodzy, ten okres w życiu kotów, zwie się rują. Wtedy kicia rozkosznie mruczy i czasem zachowuje się jak ladacznica, błagając, żeby ją tylko głaskać... Kotka podczas rui? Koszmar! ;) Jeszcze nigdy nie widziała, żeby ktoś się tak rozkoszował turlaniem po podłodze, trzymając dwoma przednimi łapkami za jedną nogę krzesła...
"Porno" i duszno z udziałem krzesła w roli głównej! ;)


Bibi kocha wszelkie piórka i sznurek zawiązany na końcu drapaczki do pleców. W ramach litości, żeby właściciele się cieszyli, pobiega za kuleczką z papieru. Na nic zdało się wydanie kasy na specjalny drapak i różowe posłanko, dla prawdziwej księżniczki. Tej damie nie przegadasz! Ostrzy zawzięcie pazury na koszu wiklinowym, mości się wygodnie na fotelu i w to mi graj. Czasem lubi, czasem nienawidzi kolejnego członka mojej rodziny - Torę, wyżła niemieckiego. Zależy od nastroju i stopnia zaawansowania radości "Shakiry"**. Lubi wymiotować w koszyku w drodze do weterynarza... Jakoś zawsze zdarza jej się to wtedy, kiedy w pobliżu jest jakiś Kościół i nie pozostaje nam nic innego, jak zakasać rękawy i sprzątać "smakowite kąski". Uwielbia ponadto udawać cierpiętnicę podczas takich podróży. Jęzor do ziemi, a jak ją błagamy, żeby troszkę wody się napiła, to twardo odmawia... Uparte kocisko! Po wizycie u kociej fryzjerki wygląda jak... kurczak. Tak było za pierwszym razem, musieliśmy pozbawić jej praktycznie większości włosów z powodu kłaków, których miała mnóstwo.
O, wiem o czym zapomniałam! Po zrobieniu tego, co Bibi zrobić musi do kuwety, wybiega jak Cowboy z Saloonu, zostawiając całe, otwarte na oścież drzwi. Jakby się bała, że to, co zrobiła, mogłoby ją zaatakować...
Tyle na dzisiaj! :)

Bibi jako syrena.

*Kryształ miał być kiedyś popielniczką Taty, ale siła wyższa! Bibi pragnie, Bibi ma! ;)
**Tora, w chwilach prawdziwej radości trzęsie zadkiem na prawo i lewo, nie ma niestety całego ogonka, bo w hodowli jej przycięli i wtedy, jak tak się trzęsie z radości jak osika, tańczy nie gorzej od Shakiry.


"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?"
Mark Twain