23 czerwca 2012

Projekty wakacyjne - czas zacząć.

Ileż to ja miałam ambitnych planów i ciekawych projektów, o których mogłabym tutaj pisać... Och, zeszły tydzień dał mi w kość. Lubię wakacyjne lenistwo, ale można i z tym przedobrzyć. Po tym jak krążyłam od lodówki do komputera trochę czasu minęło, moje ciało i dusza zyskały nowy status. Już nie byłam Leniwcem, ale jakimś niezidentyfikowanym Bytem, który czasem dawał o sobie gdzieś znać. I nagle nadszedł dzień, w którym trzeba było z poziomu 0 przeskoczyć na wybitną 8. No, ale do rzeczy, bo tak gadam i gadam, a nie wiadomo, o co mi naprawdę chodzi. Już mówię - rzuciłam się w wir pracy. Dzisiejszy wolny dzień to jak balsam dla mojej duszy! :) Powoli się wkręcam w nowe obowiązki, próbuję przełamać tę cholerną nieśmiałość i wyjść do ludzi. Oj, ciężko, nie powiem, że nie! Dlatego wciąż mnie tu tak mało, nad czym ubolewam, ale powoli odzyskuję moje życie. Jest dobrze. Były dni mroku i ciemności, czas na dni radości! ;) Od przyszłego tygodnia ruszam z tym, co wymyśliła moja głowa. Efekty powinny być widoczne, o ile wszystko sprawnie pójdzie. Mam zamiar wszystko sobie ładnie dokumentować, żeby nie zapomnieć o tych Najlepszych Wakacjach Życia. Najlepsze, bo najdłuższe? Się okaże! :) Zniknęłam trochę z sieci... Usunęłam konta na sławnych portalach internetowych, jedno z przyczyn niezależnych ode mnie - jakieś wirusy się wkradły i nie umiem się dziadostwa pozbyć, a rozsyłać tego w eter też nie chcę. Już. Zaraz chyba jakiś mecz leci? Hiszpania dzisiaj, to podobno warto zobaczyć. :)

8 czerwca 2012

Osiedlowe szaleństwo!

Tata z Adasiem wzięli się do roboty i korzystając z ładnej pogody oraz odrobiny wolnego czasu, postanowili pomóc sąsiadce przy cięciu drewna. Sterta leżała przygotowana już od zeszłego tygodnia, więc wypadało uprzątnąć ten bałagan. Nie wiem, czy już kiedyś wspominałam, ale moje osiedle zamieszkuje bardzo wielu starszych ludzi. Średnia wieku duuużo powyżej pięćdziesiątki. Wiadomo, że przy tego typu pracach, hałas jest niesamowity. Naprawdę dźwięki, które wydobywają się z huczącej piły elektrycznej nie są niczym komfortowym.
Pani S. ucieszona, że będzie mogła sobie zrobić porządek w szopce z drewnem, nie przewidziała jednego. Starsi ludzie potrafią być upierdliwi. Chłopcy pochłonięci robotą, mieli okazję się o tym przekonać. Przylatuje druga sąsiadka, łzy w oczach, błagalne spojrzenie. "Zlitujcie się, myśmy chcieli dzisiaj mecz oglądać!". Godzina 15:00. Mecz (dla przypomnienia) rozpoczyna się chyba około 18:00. Już sama nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Jestem w szoku, naprawdę...

Żyję wśród prawdziwych patriotów! Teraz nie pozostało mi nic innego, jak czekanie na to, aż moje osobiste, osiedlowe "Jarzębiny" zaczną skandować pieśń kogutów.

"Ko-ko-ko-ko, Euro spoko!"