28 lutego 2014

Nie mam zielonego pojęcia, co jest nie tak.

Chciałabym dać upust emocjom. Nie potrafię. Dlaczego jest tak, że mnie coś denerwuje i aż się we mnie gotuje ze złości, a ja nic. Zero. Null. Komuś udało się poluzować we mnie ten korek emocjonalny i już jest lepiej niż było, ale nadal nie jest idealnie. Gdy nie żyjemy w zgodzie z samym sobą, nie potrafimy dogadać się z otoczeniem. Słucham jakiejś durnej piosenki. 
Nie śpię. Myślę, porównuję, stukam ze złością w klawisze. Zaglądam z obrzydzeniem w głąb własnej duszy i zastanawiam się, o co mi do cholery chodzi? To nie jest normalne, że nie jestem w stanie zasnąć przez natłok myśli. Złych, niedobrych myśli. 

Nie wiem sama, skąd we mnie ta skłonność do wyolbrzymiania nieistniejących problemów? Powinnam zacząć ćwiczyć jogę, porozciągać odrobinę te nieruchliwe ciało, oddychać głęboko i uporządkować wszystkie sprawy w głowie. Gdzieś słyszałam o metodzie "szufladkowania". Wyższa szkoła jazdy. Złe myśli do jednej szuflady, dobre do drugiej. Opanować sztukę lawirowania pomiędzy dobrymi a złymi. Nie umiem się na niczym skupić. Wszystko mnie nudzi. Zaczynam czytać książkę i łapię się na tym, że gdzieś w połowie strony nie wiem, co czytam. Wczoraj miałam trzy podejścia do jednej lektury, przewertowałam z dwadzieścia babskich gazet w nadziei, że jakikolwiek artykuł mnie zachwyci, zaczęłam rozwiązywać krzyżówkę i bach... Zniechęcenie. Nuda. Rozproszenie. 

I to cholerne pytanie w głowie - o co mi tak naprawdę chodzi???

6 lutego 2014

Sleepless night.

Wcinam rurki z nadzieniem kakaowym i myślę intensywnie o wielu sprawach. Z głośnika tym razem pozytywne brzmienie reggae. Nie potrafię zasnąć, jak człowiek, o przyzwoitej godzinie, tylko siedzę po nocach i myśli krążą mi gdzieś tam po głowie. Okulary na nosie... Ciężko się przyzwyczaić, ale już nie chcę męczyć wieczorem oczu soczewkami. Przeglądam stare zdjęcia, wspominam i kombinuję, jak odzyskać zaufanie. Przeraża mnie myśl, że nawaliłam na całego. Nie cierpię niedomówień. Kiedy nie było tych cholernych telefonów, komputerów, itd., człowiek potrafił ruszyć te spłaszczone od siedzenia cztery litery i wyjść naprzeciw drugiego. Zabiegać, starać się, żeby porozmawiać, przeprosić. A teraz? Wszystko zwala się na te elektroniczne sprzęty. Ktoś nie odpisał, nie odebrał telefonu, to po co się starać i próbować jeszcze raz? Przecież ma na mnie wyje*ane. A skąd możesz wiedzieć, czy to prawda? 
Mętlik, mętlik, mętlik. 

Zostałam wczoraj pełnoprawną tutorką/wolontariuszką w programie "Akademia Przyszłości". Pierwsze spotkanie z chłopcem, z którym mam się widzieć przez  godzinkę raz w tygodniu, przebiegło chyba w miarę sprawnie i spokojnie. Muszę się przyzwyczaić do tego, że to ja pociągam za sznurki w tym duecie! Mam nadzieję, że razem osiągniemy niejeden sukces. Małymi krokami, cały czas do przodu. Pewnie za jakiś czas będę pisać o zwycięstwach i porażkach, zobaczymy jak to będzie, ile uda nam się osiągnąć i czy sprawdzę się w tej nowej roli.

Wypłynął temat wakacji i to skłoniło mnie do rozmyślania o tym, co dalej? Plan jest taki, że wybieramy się gdzieś, gdzie jest słońce, plaża, woda i nie robimy kompletnie nic, oprócz smażenia się całymi dniami i odpoczywania. Wiadomo, przede wszystkim muszę skupić się na tym, czy mnie będzie stać na taki wyjazd. Po drugie jest jeszcze kwestia pracy, szkoły, rekrutacji na studia, pracy po powrocie i tego programu, w który się zaangażowałam. Do rana jeszcze daleko, także jak mi się uda poukładać to wszystko w głowie, to już będzie jakiś powód do radości.

3 lutego 2014

Sztuczki psychologiczne wśród potoku myśli, słów i serca przepełnionego tęsknotą.

Podobno się zmieniłam. Na lepsze. Czy tak jest? Nie wiem, nie potrafię tego ocenić. Chciałabym znaleźć w sobie wytrwałość w dążeniu do spełnienia wszystkich marzeń, której ostatnio mi brakuje. W czwartek czeka mnie spotkanie, na które czekam niecierpliwe, aczkolwiek z nutką niepokoju. Mam nadzieję, że odnajdę w sobie wystarczająco dużo pokładów dobrej energii i pierwsze lody zostaną przełamane. Wskazówka zegara zbliża się do magicznej godziny drugiej. Słucham Lady Punka i "włóczę" się po sieci. Chłód na dworze wyczynia straszne rzeczy z moimi dłońmi. Muszę kupić jakiś porządny krem do rąk, bo nie cierpię tej szorstkości. Miałam zamiar wstać rano i pozałatwiać kilka spraw na mieście, ale słabo widzę tę pobudkę. Zostawię to na środę. 

Podobno mózg człowieka można w miarę łatwo oszukać. Chodzi mi o pozytywne wykorzystanie tego aspektu. Zamiast ciągłego używania słowa "nie", można formułować zdania tak, abyśmy nie odebrali tego negatywnie i udało nam się dostosować do danej prośby, do wykonania jakiegoś konkretnego zadania bez poczucia obowiązku czy wręcz przymusu, czy to wewnętrznego, czy zewnętrznego. Wiem, że wielu ludzi uważa, że te wszystkie gierki psychologiczne to jedna wielka bujda, ale ja lubię sprawdzać niektóre z nich w praktyce. Słowa mają ogromną moc, taka jest prawda. Warto o tym pamiętać, zanim wyrządzi się drugiemu człowiekowi krzywdę, mówiąc coś, co sprawi przykrość. 

Powinnam w końcu ogarnąć bałagan w pokoju. Kupić korektor pod oczy. Wyczyścić umorusane buty. Dążyć do małych sukcesów i powoli zbliżać się do tego jednego, konkretnego, wymarzonego. 
Czuję w kościach, że zbliża się wiosna. Dwa udane spacery w promieniach słońca. 

I świadomość, że ktoś jest obok. 

Do Walentynek zostało mało czasu, jeszcze nie mam w głowie konkretnego planu, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Moje pierwsze święto zakochanych, jestem podekscytowana jak przedszkolak, ale co tam! Kto mi zabroni? W końcu 14 lutego nie będzie dla mnie kolejnym, zwykłym dniem i pomimo tego, że każda spędzona z Nim chwila jest magiczna, to naprawdę się cieszę, że podaruję kartkę komuś, kto tak wiele dla mnie znaczy.