Tata z Adasiem wzięli się do roboty i korzystając z ładnej pogody oraz odrobiny wolnego czasu, postanowili pomóc sąsiadce przy cięciu drewna. Sterta leżała przygotowana już od zeszłego tygodnia, więc wypadało uprzątnąć ten bałagan. Nie wiem, czy już kiedyś wspominałam, ale moje osiedle zamieszkuje bardzo wielu starszych ludzi. Średnia wieku duuużo powyżej pięćdziesiątki. Wiadomo, że przy tego typu pracach, hałas jest niesamowity. Naprawdę dźwięki, które wydobywają się z huczącej piły elektrycznej nie są niczym komfortowym.
Pani S. ucieszona, że będzie mogła sobie zrobić porządek w szopce z drewnem, nie przewidziała jednego. Starsi ludzie potrafią być upierdliwi. Chłopcy pochłonięci robotą, mieli okazję się o tym przekonać. Przylatuje druga sąsiadka, łzy w oczach, błagalne spojrzenie. "Zlitujcie się, myśmy chcieli dzisiaj mecz oglądać!". Godzina 15:00. Mecz (dla przypomnienia) rozpoczyna się chyba około 18:00. Już sama nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Jestem w szoku, naprawdę...
Żyję wśród prawdziwych patriotów! Teraz nie pozostało mi nic innego, jak czekanie na to, aż moje osobiste, osiedlowe "Jarzębiny" zaczną skandować pieśń kogutów.
"Ko-ko-ko-ko, Euro spoko!"