Moje poprzednie prace kręciły się wokół kosmetyków. Pamiętam, jak bardzo byłam przerażona, gdy ktokolwiek pytał mnie o cokolwiek, a ja ledwo w wieku 17 lat ogarniałam do czego służy tusz i puder. Potem z racji tego, że na mojej twarzy zaczęły dziać się dziwne rzeczy (trądzik, eksperymenty z kremami, które mnie zapychały, apteczne specyfiki...), skorzystałam z dobrodziejstw podkładów do twarzy. Boję się, że przesadzę z czymś, dlatego nigdy nie kładę więcej "papy" na twarz, aniżeli jedną pompkę podkładu, itd. ;) Ale o czym to ja chciałam pisać? Raczej nie o moich pierwszych doświadczeniach z kolorówką, och. Coś mnie jakiś słowotok ostatnio dopada... Idźmy więc za tytułem.
Praca w sklepikach/drogeriach kosmetycznych nauczyła mnie tego, że istnieją pojęcia, takie jak: zły i dobry klient. Pierwszy przychodzi, sam nie wie czego chce, a na pytanie: "Może mi Pani doradzić jakiś krem?", po przeprowadzeniu szybkiego wywiadu (jaki problem, jaki typ cery, czy ma na coś alergię) i poleceniu od najdroższego do najtańszego, słyszysz kolejne pytanie od sześćdziesięcioletniej klientki z cerą suchą, skłonną do zmarszczek: "A próbowała go Pani?", to może cię trafić szlag. Ależ oczywiście, bardzo lubię smarować swoją twarz specyfikiem przeznaczonym do wieku +60! Dlatego w wieku 19 lat, mam taką, a nie inną skórę...! Ja naprawdę rozumiem, że wydając pieniądze, chcemy je jak najlepiej zainwestować, ale wszystko ma swoje granice. Przynajmniej powinno. Tak samo pytanie o dobranie lakieru do paznokci. 12 szaf, w których każda ma kilkadziesiąt kolorów do zaoferowania. I bądź tu człowieku mądry i dobierz komuś ładny lakier do paznokci. Rozumiem pytanie typu: który ładnie kryje, jest trwały; szukam odcienia sinokoperkowego różu, itd. To słówko "jakiś" doprowadza mnie do szału ;) Zły klient lubi otwierać każdy tusz do rzęs, nowy, chociaż prosisz go, aby tego nie robił, bo wpompowywanie powietrza do środka kilkakrotnie w ciągu dnia, źle działa na produkt i potem tego nikt nie kupi. Nieee (następuje energiczne zaprzeczanie głową), zły klient wie lepiej, testera nie użyje, pootwiera sobie wszystko, jak chce. Bo On tu jest Panem i Władcą. Ty tam tylko pracujesz, masz usługiwać. Właśnie: usługiwać, a nie obsługiwać. Co jeszcze lubi robić zły klient? Otwierać zafoliowane masła do ciała i robić dziury w folii zabezpieczającej pod przykrywką. W jakim celu? Bo nie wie, jak pachnie to masło. Chociaż na opakowaniu czarno na białym tkwi informacja: O zapachu truskawki. Ciężko sobie wyobrazić, jak taka truskawka może pachnieć, prawda?
Dobry klient zadaje konkretne pytania, uśmiecha się, słucha, co do niego mówisz. Takich lubię najbardziej. Krótko, zwięźle i na temat. Trzyma się ulubionych produktów, doda coś od siebie i jeszcze podziękuje za poradę. I jeszcze są uroczy, zagubieni panowie wysyłani przez partnerki. Całkiem odrębna kategoria! Mają wszystko pięknie zapisane na karteczkach, są poinstruowani, gdzie co leży, a i tak przychodzą, ze wzrokiem Kota ze Shreka i nieśmiało proszą o pomoc. Fajni są. I przystojni... ;P
(CIĄG DALSZY NASTĄPI, żebyście się nie zanudzili ;))