Dlaczego mi tutaj tak nie po drodze? Standardowo w głowie mam tyle myśli, które tak szybko ulatują. Denerwujące. Tora człapie uciążliwie, trąca nosem moje kolano. Chce na spacer. Wiosna w końcu. Ptaki świergolą, słońce świeci, ale jeszcze nie grzeje. A ja mam tą jedyną chwilkę dla siebie, kiedy chciałabym popisać, pocieszyć się samotnością, snuć się po domu w dresie i spożywać kilogramy niezdrowego jedzenia. Zero oznak depresji, naprawdę, po prostu dawno nie było takiego dnia nicnierobienia. A jedyne w czym jestem naprawdę, naprawdę dobra to właśnie nicnierobienie. Pewnie trzeba będzie się ruszyć. Człapanie jest coraz energiczniejsze. Wzdycha, sapie, trąca. I mnie, i kota.
Ostatnio więcej u mnie upadków, niż wzlotów. Wolę chodzić do pracy i wmawiać sobie, że zmęczenie jest dobrą wymówką do tego, aby olać cały system, nie uczyć się, odpuszczać wszystko jak leci. A to bardzo niedobrze. Bo za kilkadziesiąt dni będę znowu sobie pluła w twarz, czemu nie ruszyłam czterech liter wystarczająco wcześnie. Zanim jeszcze jest czas.
Kilka osób pytało mnie, po co podwyższam te wyniki z matury. Czy to takie złe, że człowiek ma marzenia? Chce się uczyć? Włożyć trochę wysiłku w swoją przyszłość? Kto wie, może będę kiedyś sprzątała chodniki w Londynie z tytułem magistra w kieszeni. I co z tego? Nikt mi nie odbierze tego, że się udało. O ile się uda, oczywiście. Tęsknię za fotoblogiem. Jednak brak sprzętu jest wystarczającym powodem, aby odpuścić kolejne bezproduktywne zajęcie, które pochłonie mnie na chwilkę. Nie wiem, skąd u mnie tyle słomianego zapału. Chyba rzeczywistość daje o sobie znać. I znowu to cholerne stanie na rozdrożu. Spróbować zawsze można, prawda? Tyle, że ja już sama nie wiem, czego chcę. Czy tego chcę. Wysiłku, starań, zamartwiania się. Ja nie wiem, ale Tora zaraz chyba okno balkonowe wyważy. Chociaż ona wie, czego chce. Idę :)