18 września 2013

Wystarczy wykonać pierwszy krok.

Chyba wystarczająco mocno trzymaliście kciuki i wysyłaliście mnóstwo pozytywnej energii, bo poszło lepiej niż się spodziewałam! A wszystko rozchodziło się o... nową pracę. Jeszcze czeka mnie szkolenie i kilka rozmów, ale już się tak nie boję, jak przed tą wczorajszą. Nie wiem jak będzie, czego się spodziewać, ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że...
 everything's gonna be alright!

Trochę wyhamuję z dotychczasowym tempem pracy, za to przyłożę się konkretniej do nauki, która na razie leży w powijakach. Jesienna depresja jeszcze mnie nie dopadła, ale nie powiem, że nie chciałabym się zakopać pod kocem w takie szaro-bure dni. Kilka spraw muszę załatwić na dniach, a poranny leń nie pozwala. To uczucie, kiedy otwieram oczy i ta odpowiedzialna część mnie mówi, że czas wstawać, bo tyle dzisiaj do zrobienia, przegrywa z tą okropną, która dopinguje mnie, gdy myślę tylko o tym, że przecież jeszcze tylko na minutkę zamknę oczy... Tak jak w zeszłym tygodniu, minutka zamieniła się w bieg na autobus, poranne szaleństwo z przerażoną Babcią na czele, która miała przyjemność mnie obudzić i powiedzieć, że na zegarku już nie 8:00 tylko 10:00 i jak to ja teraz dojadę taka spóźniona. Oj, chyba nigdy nie uporałam się tak szybko z poranną toaletą jak tamtego felernego poranka... A faceci mówią, że kobiety zawsze się guzdrają.

Miłego dnia!

PS Wiecie co to jest "zrywka"?