Potraktujcie poniższy tekst z przymrużeniem oka.
Ktoś mnie tutaj po cichutku mocno motywuje do pisania,
za co z całego serca dziękuję! :)
***
Myśli... wiele myśli kłębi mi się w głowie. Podświadomie
kieruję swoje kroki tam, gdzie mogę go spotkać. Czekam na ten szczery uśmiech,
luźno rzucone „cześć”. Czuję, że moja twarz rozpromienia się w mgnieniu oka,
zmęczenie mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Odwzajemniam
uśmiech, odgarniam niesforne kosmyki włosów z twarzy i dziwię się, że ta
chwilka, ten moment ciągle towarzyszy mi w ciągu dnia. Przewijam obrazy w
głowie, jakby w zwolnionym tempie. Złudna nadzieja, zdziwienie, że może mi się
AŻ tak dobrze z kimś rozmawiać. Więcej słucham, pytam i śledzę wzrokiem po jego
twarzy, czekam na wybuch serdecznego śmiechu, któremu wtóruję po wysłuchaniu
jakiejś śmiesznej anegdotki. Zachwycam się zdjęciami czworonożnego przyjaciela.
Słucham, obserwuję i uśmiecham się. Czasem dużo za dużo. Lubię tę jego
otwartość, swobodę, żarty, brak ograniczeń. Mimo że niewiele o nim wiem,
wychwytuję istotne informacje… Przyjaciele stoją zawsze na pierwszym miejscu,
nie można bać się wyciągnąć pomocnej dłoni w kierunku potrzebującego. Facet
ideał? Widocznie i tacy chodzą po świecie, czasem nawet są bliżej niż myślimy.
Nie pojawia się w moich snach. Może to i dobrze? Poprzednio obiekty
westchnień w snach były mi bliższe od rzeczywistych postaci. Wyobraźnia
działała na najwyższych obrotach, a potem nadchodził moment przebudzenia i
totalne rozczarowanie, pogoń za nieosiągalnym. Teraz wolę nie ryzykować.
Siedząc w autobusie i podziwiając mijane za oknem krajobrazy, słucham muzyki i
kreuję dialogi, które mogłyby okazać się rzeczywistością. Gdybym tylko była
odrobinę odważniejsza… Wiem, że jakiekolwiek hasło zostanie rzucone, on
podejmie wyzwanie i rozwinie temat. Wesoła gaduła. Cechuje go optymistyczne
podejście do życia. Ludzie lgną do takich postaci. Sama bym tak chciała. Nie
chodzi o popularność, tylko tą łatwość w nawiązywaniu kontaktów, odpowiednie
podejście do ludzi. No, ale w życiu nie można mieć wszystkiego, trzeba zacząć
nad sobą pracować.
Chciałam zapytać, czy jedzie na Woodstock. Może tam
odważyłabym się być taką, jaką zawsze chciałam być, jaki obraz siebie kreuję w
wyobraźni, w głowie, kiedy zaczynam myśleć, wyobrażać sobie te „nasze” rozmowy?
Nie mam zielonego pojęcia, czy to jego klimaty. W końcu część ludzi podchodzi
specyficznie do tej imprezy. Niektórym Woodstock kojarzy się tylko z ćpunami
leżącymi na każdym rogu… Szkoda, bo samo przesłanie imprezy, dobra zabawa i
muzyka to nieodłączna część tego wydarzenia. Nie miałam okazji zapytać, długo
się nie widzieliśmy. Nawet przestałam o nim tyle myśleć. Ale to wszystko do
czasu. Wiadomo, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, ale… Odzywają się we
mnie dwa sprzeczne bieguny. Każde zafascynowanie drugą osobą tak się przejawia.
Wiadomo, nic nie jest takie proste, gdy hormony szaleją, krew w żyłach szybciej
płynie, a serce bije jak oszalałe… Aj, znowu uruchamiam te sfery w mózgu, które
powinny sobie spokojnie odpoczywać, pozostać w stanie uśpienia, przynajmniej do kolejnego
spotkania.
Szkoda, że nie znam konkretnych dni, kiedy mogę go spotkać.
To trochę jak w rosyjskiej ruletce. Dziś, jutro? Czasem już daję sobie spokój z
tym oczekiwaniem, a tu nagle pojawia się Pan X i „już mi niosą suknię z
weloneeem!”. A tak serio, to wiem, że muszę przestać roić sobie bzdury w
głowie, bo on dla wszystkich jest jednakowo miły. Nic mnie spośród innych nie
wyróżnia na tyle, żeby zawrócić mu w głowie. Smutne, ale prawdziwe.