21 października 2013

Part I: A gdyby to była prawda...?

Potraktujcie poniższy tekst z przymrużeniem oka. 
Ktoś mnie tutaj po cichutku mocno motywuje do pisania, 
za co z całego serca dziękuję! :)

***

Myśli... wiele myśli kłębi mi się w głowie. Podświadomie kieruję swoje kroki tam, gdzie mogę go spotkać. Czekam na ten szczery uśmiech, luźno rzucone „cześć”. Czuję, że moja twarz rozpromienia się w mgnieniu oka, zmęczenie mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Odwzajemniam uśmiech, odgarniam niesforne kosmyki włosów z twarzy i dziwię się, że ta chwilka, ten moment ciągle towarzyszy mi w ciągu dnia. Przewijam obrazy w głowie, jakby w zwolnionym tempie. Złudna nadzieja, zdziwienie, że może mi się AŻ tak dobrze z kimś rozmawiać. Więcej słucham, pytam i śledzę wzrokiem po jego twarzy, czekam na wybuch serdecznego śmiechu, któremu wtóruję po wysłuchaniu jakiejś śmiesznej anegdotki. Zachwycam się zdjęciami czworonożnego przyjaciela. Słucham, obserwuję i uśmiecham się. Czasem dużo za dużo. Lubię tę jego otwartość, swobodę, żarty, brak ograniczeń. Mimo że niewiele o nim wiem, wychwytuję istotne informacje… Przyjaciele stoją zawsze na pierwszym miejscu, nie można bać się wyciągnąć pomocnej dłoni w kierunku potrzebującego. Facet ideał? Widocznie i tacy chodzą po świecie, czasem nawet są bliżej niż myślimy. 

Nie pojawia się w moich snach. Może to i dobrze? Poprzednio obiekty westchnień w snach były mi bliższe od rzeczywistych postaci. Wyobraźnia działała na najwyższych obrotach, a potem nadchodził moment przebudzenia i totalne rozczarowanie, pogoń za nieosiągalnym. Teraz wolę nie ryzykować. Siedząc w autobusie i podziwiając mijane za oknem krajobrazy, słucham muzyki i kreuję dialogi, które mogłyby okazać się rzeczywistością. Gdybym tylko była odrobinę odważniejsza… Wiem, że jakiekolwiek hasło zostanie rzucone, on podejmie wyzwanie i rozwinie temat. Wesoła gaduła. Cechuje go optymistyczne podejście do życia. Ludzie lgną do takich postaci. Sama bym tak chciała. Nie chodzi o popularność, tylko tą łatwość w nawiązywaniu kontaktów, odpowiednie podejście do ludzi. No, ale w życiu nie można mieć wszystkiego, trzeba zacząć nad sobą pracować. 

Chciałam zapytać, czy jedzie na Woodstock. Może tam odważyłabym się być taką, jaką zawsze chciałam być, jaki obraz siebie kreuję w wyobraźni, w głowie, kiedy zaczynam myśleć, wyobrażać sobie te „nasze” rozmowy? Nie mam zielonego pojęcia, czy to jego klimaty. W końcu część ludzi podchodzi specyficznie do tej imprezy. Niektórym Woodstock kojarzy się tylko z ćpunami leżącymi na każdym rogu… Szkoda, bo samo przesłanie imprezy, dobra zabawa i muzyka to nieodłączna część tego wydarzenia. Nie miałam okazji zapytać, długo się nie widzieliśmy. Nawet przestałam o nim tyle myśleć. Ale to wszystko do czasu. Wiadomo, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, ale… Odzywają się we mnie dwa sprzeczne bieguny. Każde zafascynowanie drugą osobą tak się przejawia. Wiadomo, nic nie jest takie proste, gdy hormony szaleją, krew w żyłach szybciej płynie, a serce bije jak oszalałe… Aj, znowu uruchamiam te sfery w mózgu, które powinny sobie spokojnie odpoczywać, pozostać w stanie uśpienia, przynajmniej do kolejnego spotkania. 

Szkoda, że nie znam konkretnych dni, kiedy mogę go spotkać. To trochę jak w rosyjskiej ruletce. Dziś, jutro? Czasem już daję sobie spokój z tym oczekiwaniem, a tu nagle pojawia się Pan X i „już mi niosą suknię z weloneeem!”. A tak serio, to wiem, że muszę przestać roić sobie bzdury w głowie, bo on dla wszystkich jest jednakowo miły. Nic mnie spośród innych nie wyróżnia na tyle, żeby zawrócić mu w głowie. Smutne, ale prawdziwe.