Poprzednia część, ta poniżej i te, które jeszcze tutaj się pojawią to tylko fikcja. Pisane pod wpływem chwili, stety czy niestety nie mają pokrycia w moim życiu osobistym. Ale lubię i chcę czasem popuścić wodze fantazji.
***
Długo go nie widziałam. Nie wiem, gdzie jest, co robi.
Chciałabym zobaczyć, przekonać się czy jest tak samo spontaniczny i wesoły, jak
mi się wydaje. Poznać jego przyjaciół, podziwiać wspólnie wschody i zachody
słońca, spędzić razem dzień i noc. Obudzić się w pościeli obsypanej płatkami
róż… Jestem niepoprawną romantyczką? Wymarzyłam sobie Rycerza na białym koniu i
teraz ciężko jest mi przestawić się na „zwykłe” znajomości. A kim ja jestem,
żeby tyle wymagać? No nic, nie warto użalać się nad sobą i wierzyć, że ta
znajomość przeniesie się na inny poziom. Nie chciałabym pewnego dnia usłyszeć z
jego strony, że powinniśmy zostać tylko przyjaciółmi. To mogłoby zaboleć, nawet
bardzo. Lawirując pośród marzeń i rzeczywistości, nie dopuszczam do siebie
myśli o tym, że mogłabym stworzyć z kimś porządny, szczęśliwy związek.
Naprawdę. Chyba do tego nie dojrzałam. Widzę zakochane pary, pragnę dotyku jego
dłoni na skórze i cudownych pocałunków, słodkich słów, komplementów, ale nie
widzę siebie jako partnerki, dziewczyny, narzeczonej, żony? Powiedzieć komuś,
że go kocham? To nie dla mnie, jeszcze nie ten etap, nie to stadium. Boję się,
że przeoczę ten odpowiedni moment. Dopiero wtedy będę żałować tych straconych,
wspólnych chwil. Teraz wystarczy mi to, co mam albo czego nie mam i mieć nie
mogę. Śmieszą mnie rady podawane w gazetach, o tym, jak poderwać faceta, jak stać
się bardziej cool. Jeśli na co dzień taka nie jestem, to jak mogę ukryć się pod
taką maską, wejść w rolę, której ciężko będzie się później pozbyć? Jednego
wieczoru stanę się pewną siebie kocicą, przeistoczę się w kobietę ociekającą
seksapilem, żądną pochwał i spojrzeń wielu mężczyzn, a później zapali się
światło, promyki słońca rozrzedzą mrok nocy i… czar pryśnie. Znowu zamienię się
w szarą myszkę, miłą, pomocną, ot taką przyjaciółkę z sąsiedztwa. Męczy mnie
to strasznie. Z jednej strony chcę, pragnę tej odwagi, zmiany wizerunku, ale
wiem, że wtedy nie będę miała czasu na gorsze dni, nie zamknę się w pokoju i
nie odgrodzę od świata. Powrót do dawnego „ja” będzie zbyt prosty, zbyt
bezpieczny. Jest wiele opcji, które sprawią, że ludzie zaczną mnie postrzegać
inaczej. Wystarczy schudnąć, zacząć się modnie ubierać, bywać tu i tam. Nie
wiem sama, czy czekać aż ktoś pokocha mnie taką, jaka jestem, czy zacząć lepiej
dbać o wizerunek, który ludzie lubią, do którego lgną. Porządne buty, modna
torebka, mocniejszy makijaż, proste plecy i można iść przed siebie.