O naszych domowych zwierzakach usłyszycie jeszcze nie raz, takie już są uroki zaglądania na blogi właścicieli czworonogów! ;) Odkąd tylko pamiętam w moim mieszkaniu buszowały jakieś zwierzaki. Jednak to dłuższa opowieść, taka, którą można czytać przy ciepłej herbacie i ciastkach owsianych. Kto oglądał za młodego "Kotopsa", ręka do góry! Ja właśnie takowy misz - masz mam w domu. Dzisiaj część pierwsza. Poznajcie dumną przedstawicielkę persów...
Daisy to czarno-biała kotka, która wielbi podawaczy jedzenia i swoją panią, a moją Siostrę. Całe dnie śpi, jak zabita. Pojawia się tylko na charakterystyczny dźwięk, poruszających się w miseczce chrupków. Domowa arystokratka spożywa swojego ukochanego Whiskasa w krysztale*, jak na prawdziwą damę przystało. Z racji tego, że imię, które wybraliśmy jakoś do niej nie przemawia, została w warunkach domowych przechrzczona na Bibi. [Jednak imię Daisy nadal figuruje w książeczce zdrowia i niech tak pozostanie.] I tu, ku zdziwieniu wszystkich, reaguje dość przyzwoicie, gdy Siostra strudzona, wraca z pracy i od progu woła tę swoją Bibi.
Co jeszcze trzeba wiedzieć, o tym małym potworze? Znalazła się u nas przez przypadek. Według zapewnień Siostry miała być malutkim kociakiem w kolorze siwo-niebieskim... Państwo, które ją znalazło i chciało oddać w dobre ręce, zaufało zapewnieniom mojej Siostry, że zadbamy należycie o jej potrzeby i oto mamy. Bibi :) Początki były trudne, schowała się w łazience i nie chciała stamtąd wyjść. Później wizyta u weterynarza, rozpoznane zapalenie płuc, strach o nowego członka rodziny... Później było już tylko lepiej i lepiej!
Upodobała sobie spanie w środku łóżka rodziców, gdy nie umiemy jej znaleźć, wystarczy podążać za... odgłosem chrapaniem. Persy niestety mają to do siebie, że ich spłaszczone noski nie pozwalają na prawidłowe oddychanie i dźwięki, które uwalnia podczas snu kicia, napawają czasem przerażeniem. Kociej astmy nie ma, Pan Weterynarz nas o tym zapewnił! Odkryliśmy, że Daisy reaguje nienawiścią wobec innych kotów, które zapalczywie obserwuje przez szybę okna, zawzięcie próbując bronić swojego terytorium (skacze po parapecie, prycha, syczy, czasem spada i znów na fotel, stamtąd na parapet...), czasem zachowuje się naprawdę niegrzecznie, knuje plany wydostania się do ogródka i charczy zawzięcie i prycha, gdy ją ewakuujemy z murku tarasowego. Na szelkach na spacery nie chce chodzić, opanowała do perfekcji uwalnianie się z tego dziadostwa i znów - myk - w krzaki! Jakieś myśli uciekinierki ją nawiedzają czasem, ale ogólnie jest grzeczną kicią. Z charakterkiem. Uwielbia być noszona na rękach i drapana po brzuszku. Ma włosy, nie sierść (!). Zastanawiamy się gorąco, jakby przeżyła (albo raczej on...) starcie z reproduktorem. No, bo czyż nie jest śliczna? A nam się marzą takie mikro Bibulinki.
Nadchodzą w życiu naszej kotki magiczne dni, kiedy pała miłością do wszystkich i wszystkiego (począwszy od krzeseł, skończywszy na doniczkach z kwiatkami). Tak, moi drodzy, ten okres w życiu kotów, zwie się rują. Wtedy kicia rozkosznie mruczy i czasem zachowuje się jak ladacznica, błagając, żeby ją tylko głaskać... Kotka podczas rui? Koszmar! ;) Jeszcze nigdy nie widziała, żeby ktoś się tak rozkoszował turlaniem po podłodze, trzymając dwoma przednimi łapkami za jedną nogę krzesła...
"Porno" i duszno z udziałem krzesła w roli głównej! ;)
Bibi kocha wszelkie piórka i sznurek zawiązany na końcu drapaczki do pleców. W ramach litości, żeby właściciele się cieszyli, pobiega za kuleczką z papieru. Na nic zdało się wydanie kasy na specjalny drapak i różowe posłanko, dla prawdziwej księżniczki. Tej damie nie przegadasz! Ostrzy zawzięcie pazury na koszu wiklinowym, mości się wygodnie na fotelu i w to mi graj. Czasem lubi, czasem nienawidzi kolejnego członka mojej rodziny - Torę, wyżła niemieckiego. Zależy od nastroju i stopnia zaawansowania radości "Shakiry"**. Lubi wymiotować w koszyku w drodze do weterynarza... Jakoś zawsze zdarza jej się to wtedy, kiedy w pobliżu jest jakiś Kościół i nie pozostaje nam nic innego, jak zakasać rękawy i sprzątać "smakowite kąski". Uwielbia ponadto udawać cierpiętnicę podczas takich podróży. Jęzor do ziemi, a jak ją błagamy, żeby troszkę wody się napiła, to twardo odmawia... Uparte kocisko! Po wizycie u kociej fryzjerki wygląda jak... kurczak. Tak było za pierwszym razem, musieliśmy pozbawić jej praktycznie większości włosów z powodu kłaków, których miała mnóstwo.
O, wiem o czym zapomniałam! Po zrobieniu tego, co Bibi zrobić musi do kuwety, wybiega jak Cowboy z Saloonu, zostawiając całe, otwarte na oścież drzwi. Jakby się bała, że to, co zrobiła, mogłoby ją zaatakować...
Tyle na dzisiaj! :)
Bibi jako syrena.
*Kryształ miał być kiedyś popielniczką Taty, ale siła wyższa! Bibi pragnie, Bibi ma! ;)
**Tora, w chwilach prawdziwej radości trzęsie zadkiem na prawo i lewo, nie ma niestety całego ogonka, bo w hodowli jej przycięli i wtedy, jak tak się trzęsie z radości jak osika, tańczy nie gorzej od Shakiry.
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?"
Mark Twain

Urocza jest. Fajnie się tak czytało ten post. Ciekawy, pełen Twojej pasji w tym :). Ja mam kilka kotów, ale akurat za kotami to ja nie przepadam :>
OdpowiedzUsuńWywiad z tym chłopakiem? Jest u mnie w komputerze gdzieś ^^. O, tak - muzyka potrafi czasem zdziałać cuda. Dziękuję. Wiele to dla mnie znaczy, dzięki :)
Nie, w ogóle ich nie znam, wiesz, ja za dużo reggae nie słucham, ale z chęcią sprawdzę. :)
Tajemnicza, zmienna, zna swoją wartość - dama w każdym calu! Do tego taka piękność, że można wpaść w kompleksy :D
OdpowiedzUsuń"Kotopsa" nie oglądałam, dopiero parę minut temu dowiedziałam się, że takie coś w ogóle powstało :P.
OdpowiedzUsuńPrześliczna kocica! Zdjęcia też słodkie, zwłaszcza to pierwsze. Moja też ma dłuższą sierść, no i charakterek uparty jak nie wiem co :). Wszystko musi być na jej warunkach - nawet głaskanie dokładnie w takiej ilości, jak sobie zażyczy, bo łapka idzie w ruch.
Lepszy koto-kurczak niż sierść pełna kłaków... :D
Ja jakoś nie przepadam za kotami. Osobiście wolę psy i sama psa posiadam (albo on posiada mnie)...
OdpowiedzUsuńŚliczny kocur :) Ale nie tylko persy chrapią ;P Mój dachowiec chrapie jak opętany ;d
OdpowiedzUsuńUwielbiam koty, są nie samowite ... w te wakacje miałam okazję pogadać z prawdziwą lwicą, słuchała mnie dokładnie tak samo jak moja kotka :-)
OdpowiedzUsuń