Wróciłam już jakiś czas temu. Nadal przeglądam fotografie, oglądam pamiątki, czuję górski zapach w powietrzu. Przywiozłam kilka rzeczy, albo one przywiozły się same. Siniak na prawym przedramieniu po bliskim spotkaniu ze schodami, zawieszki do kluczy dla przyjaciółek, śliczny kubek, z którego unosi się obłoczek parującej, malinowej herbaty. W głowie mnóstwo wspomnień i uśmiech, że było tak wspaniale. Krótko, ale w miarę intensywnie. Wakacyjne leniuchowanie, brak pośpiechu, krótki, urywany oddech, kiedy potrzebny był każdy kolejny krok, do pokonania zapory. Cudowne widoki, spokój, nocna cisza i rozświetlone gwiazdami niebo. Majestat gór i świadomość, że może uda się wrócić tutaj za rok. Mnóstwo zdjęć, oczy wystraszonej sarny, wracanie po zmroku przez nieoświetlone ulice. Stukot podeszew butów o beton, zabłąkany, szukający przyjaciela psiak. Pobliska plaża i smak gofrów z truskawkami. Rozmowy o wszystkim i niczym. Uczucie, że znajduję się w odpowiednim miejscu z odpowiednimi osobami. Bezcenne :)
I nadal po cichu marzę, że spełni się jedno z moich największych pragnień: własny domek nad brzegiem jeziora w otoczeniu majestatycznych, przepięknych gór. Widok jak z obrazka, który wzbudza tyle pozytywnych emocji i pobudza wyobraźnię do działania.
Szkoda, że tylko jedno zdjęcie :(
OdpowiedzUsuńJak spokojnie... :)
OdpowiedzUsuńChciałabym teraz pojechać nad jakieś jezioro albo w góry, trochę za tym tęsknię, brakuje mi tego klimatu. :) Śliczne zdjęcie!
OdpowiedzUsuńI tak powinny wyglądać wakacje! :)
OdpowiedzUsuń