Jak tam postanowienia noworoczne? U mnie do końca niesprecyzowane, ale realizuję, co się da. Oddałam dzisiaj krew i nie zemdlałam. Pękam z dumy! Tak mnie straszyli tą igłą, że mi żyłę rozwali, że będzie tak bolało, że się słabo robi, że... A jak było? Miło, sympatycznie i tylko lekko szczypało, jak się pani Pielęgniarka wkłuła. Jeszcze 151 razy i pokonam pana, który w tym momencie jest rekordzistą w oddawaniu krwi w moim szpitalu. Ciekawy dzień w sumie. Troszkę mi się spać chce i troszkę za dużo myślę o tym, że muszę iść przebadać tarczycę, bo tak mi powiedziano, ale co tam! A na głowie mam dzisiaj taki kosmos, że szkoda gadać, nie wiem, co się dzieje z moimi włosami ostatnio. Już po studniówce, cudnie było. Tańce do białego rana i powroty z Lubym we mgle. Uśmiech mi nie schodzi z twarzy.
Magia miłości...? Ach, co ci faceci potrafią z nami, kobietami zrobić, to się w głowie nie mieści! Nie śpimy, nie jemy, oddychamy gorącym od namiętności powietrzem, uśmiechamy się częściej i szerzej niż dotychczas i jeszcze nam ludzie mówią, że jakoś tak ładniej wyglądamy, że te oczy takie błyszczące, że twarz rozpromieniona, że tracimy na wadze w oczach, że takie jakieś szczęśliwe i w ogóle! ;) A w głowie jakoś tak więcej pozytywnych myśli...
Czytałam ostatnio ciekawy artykuł w... "Wysokich Obcasach" (chyba). Autor zachwycał się tym, że zakochanym jest zawsze cieplej w dłonie.
Ja - największy zmarzluch świata - mogę się z tą dziką teorią zgodzić. ;)
Jak to się dzieje, że palce zakochanych uprawiają swoją własną, osobistą gimnastykę i zawsze jest ciepło, mnie nie pytajcie.
Ja - największy zmarzluch świata - mogę się z tą dziką teorią zgodzić. ;)
Jak to się dzieje, że palce zakochanych uprawiają swoją własną, osobistą gimnastykę i zawsze jest ciepło, mnie nie pytajcie.