Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenki. Pokaż wszystkie posty

29 listopada 2012

Od skrajności w skrajność.

Jak w tytule, tworzę wachlarz wspomnień. Pomału schodzę z wysokich obrotów na rzecz chwili odpoczynku. Tylko czy to dobrze w moim przypadku? Już się włącza tryb leniuszka. Ta moja kanapowa natura przytwierdza czasem do podłoża. Potrafię przez długie godziny nic nie robić. Relaks pełną parą. Skończyłam kurs na prawo jazdy i oblałam pierwszy egzamin na łuku. Uwierzycie, że Majowa siedzi za kierownicą? W lutym będę już legalnie jeździć po szosach, taki mój cel i tak to widzę, drugie podejście zakończy się sukcesem, nie ma innej opcji! ;) O samym kursie i  egzaminie pewnie jeszcze napiszę, ale teraz... Teraz będzie o czymś innym. Czasami zapominam jak to jest się wyspać, dobrze zjeść. Będąc w ciągłym ruchu, przyzwyczaiłam się do niedopuszczania do siebie myśli, że jestem zmęczona. No, bo jak to można być zmęczonym, jak jeszcze tyle pracy i obowiązków człowieka czeka w ciągu dnia? Nie można, taka jest prawda! ;)
Czy nie macie czasem wrażenia, że jako ludzie jesteśmy odrobinę nienormalni? Jeszcze nie tak dawno, siedziałam zamknięta w pokoju, milcząca, zadumana, załamana, wyłam w poduchę kilka nocy z rzędu. Bo coś mi w życiu nie wyszło. A teraz? Ledwo siebie poznaję, w domu jestem gościem, zmęczenie daje mi się we znaku, ale nie mam, tak naprawdę, zbyt wielu powodów do narzekań. Nie chcę stawiać się na piedestale, nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że jestem arogancka i zarozumiała, ale... gdybym mogła porozmawiać z kimś, komu sypią się plany i wydaje mu się, że już nic nie warto, chciałabym powiedzieć, że to guzik prawda! Chcieć znaczy móc. Tylko trzeba wystawić nos z dziupli, ruszyć zacne cztery litery i wykorzystywać szanse. I słuchać Jamala! On wie, co dobre! ;)

"Właśnie wstał nowy dzień,
jeszcze raz do zdobycia cały świat,
o tym wiem."

PS W głowie rodzi mi się nowy pomysł. Ktoś chętny na wyprawę do Nepalu? ;)

21 grudnia 2011

Archiwum '08

"Powiem ci, jak daleko jest stąd do raju bram..."

W końcu, trzeba powrócić do trybu szkolnego i wstawania o 6. Ale daliśmy wszyscy radę, chociaż niektórzy byli jakby otumanieni po tych świętach. Chciałyśmy iść na SKS, a sprzątaczka nie chciała nas wpuścić! A jak spotkałam Julkę na przystanku to mówiła, że pani P. była wściekła, że tylko 11 osób było! Filip udawał zakonnicę i zrobił sobie sztuczny biust z bluzki,a na głowę dał mundurek, nieźle to wyglądało. Jeszcze mi się przypomniał tekst pani G. z kółka teatralnego, to leciało mniej więcej tak: ,,Za 25 lat to ja będę wąchać kwiatki od spodu/dołu!’’. A to wzięło się stąd, że miałyśmy mówić jak sobie wyobrażamy nasze życie za 25 lat.

Pocałunek wymyślili mężczyźni, aby kobietom wreszcie zamknąć usta."

Tytuł jest chyba tylko potwierdzeniem tego, co powiedziałam kilku osobom na temat całowania. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że cytat pochodzi od kobiety.
Niejakiej Magdaleny. Więc drodzy mężczyźni, strzeżcie się! Bo będzie źle. Ewentualnie strzec się powinny moje dwa Ekscesy. Ale to już od nich zależy.
Nie wiem czy mój plan na ,,aktywny’’ tydzień wejdzie w stan realizacji. Wszystko zależy od stanu mego zdrowia. Tylko Książę na białym rumaku do szczęścia potrzebny! Ale cóż. Jeszcze nie widać na horyzoncie.
Hmm... Zebrało mnie dzisiaj na czytanie opowiadania. Normalnie extra! O lustrze, dziewczynie, chłopaku i takich dziwnych rzeczach. Ale wciągające na maxa. Chyba najbardziej z tej całej historii podobało mi się zdanie: ,,Każdy kiedy przygląda się swojemu odbiciu zostawia w nim część siebie.’’

Błędy młodości?

Jakoś tak mnie zainspirował ten temat. Przeczytałam o nim na forum. Opowieści użytkowników były super! Niekiedy nie wiedziałam, czy śmiać się czy płakać. Czy ktoś z was zrobił coś czego żałował? Chodzi mi o te lata wstecz.
Ja mam kilka takich ''wpadek''. Na przykład: sama obcięłam sobie grzywkę (w podstawówce, w którejś klasie) - skutek - wyglądałam jak ,,niepowiemco''. Obiecałam sobie, że już nie tknę nożyczek. Co dalej... W wieku 8 lat przeczytałam jakiś horror, w rezultacie uruchomiła się moja wyobraźnia, a w szafie zamieszkał stwór, chcący mnie pożreć. Jakimś cudem zatrzasnęłam się w w/w szafie, podczas zabawy w chowanego. Zakończyło się to moim płaczem i strachem przed ciasnymi pomieszczaniami (klaustrofobia). Przed odpustem wychwyciłam w radiu informację, że kończyny słynnych lalek Barbie są robione z palców dzieci. Słysząc to, ogromnie się przeraziłam i stwierdziłam, że już na nie nie spojrzę.

Tatuaże, sobota, koniec ferii.

Jakie jest wasze zdanie na temat tatuaży? Nie chodzi mi o totalne wytatuowanie się, bo moim zdaniem to jest mega głupie i szpetnie to wygląda. Moim zdaniem niektóre, takie fajne wzory są ok. Ostatnimi czasy mam jakieś pogięte sny, ale to się wytnie. Byłam dzisiaj na zakupach, w Tesco. Spotkałam Madzię. Wczoraj patrzyłam na jakiś film... ''Anakonda'' albo jakoś takoś. Powiem tak, kiedyś pewnie z chęcią wybrałabym się pozwiedzać dżunglę. Nie jest to jakiś podtekst do Tarzana, ale po prostu takie nieznane miejsca mnie pociągają. Jak byłam mniejsza to zawsze mówiłam, że wybiorę się w podróż dookoła świata. Teraz chyba najgorszy fakt, jaki istnieje. Kończą się ferie... Szczerze? Nie chce mi się iść do szkoły. Za przerwami tęsknię, owszem, ale za całym tym pozostałym tokiem szkolnym, to ani trochę. Dzikie, lecz prawdziwe.

Ach, ta niepewność!

Czy Was też czasami wkurza, że nie macie zielonego pojęcia o co cho jakiemuś ''wielkiemu'' poecie? No, mnie wtedy normalnie szlag trafia... Na polskim omawiamy ,,Niepewność'' A. Mickiewicza. Powiem szczerze, że ogółem wiersz jest spoko oko, ale miejscami to mnie normalnie krew zalewa! Na przykład... sam początek.

,,Gdy cie nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę
Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę!''

Sory, jak dla mnie to jest beszt na całego! Jakbym była tą całą adresatką to focha strzelić takiemu... Brnąc w dalsze wersy...

,,Sam nie pojmuję jak w twe zajdę progi''

Rozumiecie coś z tego? Ja totalnie nic... Słowami Ali: fatal error. A najbardziej rozbroiło mnie to zdanie:

,,Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem''

Nie przesadzajmy! Jakaś żądza to na pewno istniała. Że nie była śmiała to... no cóż, no cóż, no cóż... Och... często mam wrażenie, że niektóre wiersze ONI pisali pod wpływem... Muszę ochłonąć. A nawiasem mówiąc, wy sobie nie myślcie, że ja mam uprzedzenia do wierszy. Tylko czasem... ''niepewność mnie jakaś owionie''!

"Onomatopeiczne, paranormalne paranoje we dwoje"

Nareszcie piątek... Normalnie ten tydzień nie był taki zły! Np. dzisiaj tylko 2 lekcje, do tego łączone. Lajcik! Był belgijski, extra po prostu, wszystko mnie bolało, ale było bosko, więc i warto. Ogólnie to ''stan moich uczuć'' nie jest znany. Dziko mi. Skończyłam czytać Harr'ego i normalnie... inaczej sobie wszystko wyobrażałam, ale perspektywa taka jaka jest, też może być. Nie będę tego robić czytającym, bo pewnie by było ze mną źle, przytaczając te fakty.
Po szkole też było fajnie. No nie wiem czy ucieczka w krzaki należy do przyjemności, ale nie było źle. Paczka chusteczek wylądowała w bliżej nieokreślonym miejscu [czyt. sedes]. Ale Bo to był rzut między kabinami, no i tragedia.

Tempa szczała, skutki ściągania, wzrok Bazyliszka i ''wody mi odeszły''

Co się tyczy naszego ,,zadania klasowego’’ z chemii, jak to dumnie nazywa pani K. to powiem tylko, że niech ona się kopnie, jak ma zamiar ciągle przy nas stać i nawet nie mamy kiedy wykorzystać wiedzy z kieszeni [czyt. ściąg]. Miało być tak pięknie! Dzień wcześniej pełna uczucia beztroski przygotowałam sobie mnóstwo ściąg, z dumą szłam na lekcję przekonana, że z pomocą Kopary i reszty z ostatniej ławki, zdam ten sprawdzian śpiewająco. I co? Pstro. I wielka PAŁA! Tego jestem pewna. Wprawdzie to Marcie się oberwało i to ona musiała pisać z II grupy, ale w ten sposób nie miałam jak przelać wszystko na kartkę. Bo to ona była mózgiem w tej ekipie. Mam pewną kapę. Tak lałam wodę, że chyba bardziej nie szło. Przy pytaniu: Co to są okresy w układzie okresowym? Napisałam coś w tym stylu: Są tam pierwiastki, które ułożone są w poziome szeregi. Jak ona mi to uzna, to ja się ze szczęścia powieszę. Seryjnie. Takiej pustki w głowie nie miałam od… dłuższego czasu.

I w ogóle, wszystko mnie wkurza. Szkoła, nawet Smyruś! Tworząc insynuacje na przerwie o Asi i pewnym kimś, przypomniała mi się piosenka, a konkretniej taki fragment:

,,Intelektu siła słabnie, gdy mnie wzrokiem łowisz,
nie ma mocy, która twoje zmysły oswobodzi.
Spod uroku kobiecego kształtu i zapachu,
ciężkie piżmo, słodkie szepty prosto z serca kwiatu!’’

Nie przejmując się mym zrytym głosem, przytoczyłam tenże tekst. Na co, jednoznacznie, Wiewióra próbowała zabić mnie wzrokiem, co rozumiem. Sama pewnie bym się chciała zamienić w Bazyliszka, słysząc taki tekst i to jeszcze o TEJ nieśmiałej, aczkolwiek miłej osobie płci męskiej.

PS Tak za pamięci, wiedzieliście, że chcąc się ,,uwolnić’’od Kanarów trzeba stanąć na końcu autobusu krzycząc ,,Wody mi odeszły!’’ Ponoć wypróbowane...

''On kiedyś przypadkowo spadnie ze schodów!''

Miałam makabrycznie krwawy sen.

Dwie dziewczyny w łazience stoją. Jedna bierze żyletkę i kaleczy sobie całe podniebienie. Podaje tą zakrwawioną żyletkę tej drugiej. Ona robi to samo. Nagle zaczynają pluć krwią. Potem odwracają się i taki uśmiech w moim kierunku. A przez szpary w zębach im ta krew płynęła.

A ten tytuł to tekst Wiewióry. Zaczynam się bać normalnie. Biedny ON... Strzeż się posiadaczu fajnych oczu, bo będzie z Tobą źle! Mówię to, bo znam Asię. Ona jest do tego zdolna. Angela, musimy się pilnować, bo będzie potrójny mord jeszcze.
I właśnie. Wszyscy mają zastrzeżenia do tego ''odejścia wodów'' w wykonaniu Tomka. A ja nie. No bo kto usiłował przekonać przechodniów na TG, że Kasia go molestuje?

''Shibuya was rozbuja''

Po dniu pełnym wrażeń, niestety niezbyt wesołych, ale nie chcę o tym pisać, usiadłam przed telewizorem i zaczęłam słynne w moim wykonaniu skakanie po kanałach, które moich rodziców doprowadza do szału, ale ja na to nic nie poradzę. Miałam ogromną nadzieję, że na Disney Channel albo innych tego typu programach poleci coś ciekawego. No, ale moje pragnienie się nie ziściło, bo leciała Myszka Miki Cafe, czy jakoś tak, a za tym niespecjalnie przepadam.
W końcu pojawiło się coś, powiedzmy, godnego uwagi. Była to ''Shibuya''. Nie wiem czy kojarzycie. Ale mniejsza z tym. Chciałam Wam po prostu uświadomić, że JURY albo było pozbawione słuchu albo zostali przekupieni. Śpiewały 3 dziewczyny. W komisji siedział Liroy, Wiśniewski i Andrzejewicz. Myślałam, że padnę. Czemu? Ano, bo Gosia strzeliła tekst do jednej z uczestniczek:
-Ale zdecydowanie mogłaś się inaczej ubrać!
Laska na nią taki zonk, a 2 pozostałych z Jury w brecht... A innej powiedziała, że się wydziera. Podsumuję to tylko pisząc: No cóż, no cóż, no cóż! A pały pozostaną pałami.

Manamana, czyli genialnie, oryginalnie i niebanalnie

I już po wszystkim. Tzn. walentynkach, mojej chorobie, urodzinach Madzi, Podlesia i Ali, wizycie Asi u mnie. Te pierwsze wiadomo, fajne są z zasady i w miłym towarzystwie spędzane, więc gitarka. Z opcji numer dwa się cieszę. Po jaką chorobę być chorym? Wprawdzie to dość świeże jeszcze. Pizzeria, Kaufland, film i dużo jeszcze innych rzeczy. Najlepsze było to, że miałyśmy własną dekorację. 2 kaktusy podbiły świat! :) To ostatnie miało się opierać praktycznie na dostarczeniu zeszytów, ale powiedzmy sobie szczerze. Nie taki cel wizyty, no nie?
Ok, chyba wszystko. Krótko i trochę dziko, ale to tylko tak dziś :P

Słońce świeci nad nami! Czyżby wiosna?

Wszystko się zieleni, słońce świeci, ptaszki ćwierkają. Mówiąc krótko – ŁAŁ!
Najlepsza pora na spacery, a ja siedzę ,,zamknięta wśród czterech ścian’’.
Nie wiem, czy mam pecha do święta takiego jak Walentynki, czy co. Ktoś zapyta czemu?
Bo zapewne przegapię 2 w całym moim gimnazjalnym życiu kartkowe święto.
Wiecie jakie to jest okropne uczucie, jak tak wyobrażacie sobie, że te słońce do Was gada? Uruchomcie wodze fantazji i sami zobaczycie jakie ono potrafi być perfidne. Ja słyszę mniej więcej coś takiego: ,,Ach, jak tu ciepło! Normalnie jak na plaży...’’

Woda, słońce, piasek, opaleni chłopcy, mega ratownicy,siatkówka i inne takie. W razie czego mamy z Olką (znaczy się ona już nie, ale dawniej – 1.5 roku temu to tak) miałyśmy opanowane do perfekcji ,,topienie na zawołanie’’. Wiem, to było głupie, ale wiecie jak to jest fajnie? Zabawa na maxa, o ile serio się nie zaczniesz topić, a wtedy wszyscy pomyślą, że to żart i ci nie pomogą. Ale niestety musiałyśmy zrezygnować z tego, bo mama zrobiła nam fotki tego rzekomego tonięcia i wyglądałyśmy jak ostatnie korki. Było minęło. Czasem się zastanawiam po cholerę my tak szybko rośniemy? Po co to komu? Mnie jest dobrze jak jest i chętnie pozostałabym w mym wieku.

Buba i inne, dzięki którym żyje się lepiej!

Dzisiaj zaczęły się rekolekcje. Tak mi się nie chciało iść, że myślałam, iż zginę marnie. Takiego lenia nie miałam dawno. Ale ileż w domu można siedzieć? Na pewno nie dłużej niż tydzień. Lubicie kabarety? Niektórzy odpowiedzieliby: No ba! Inni: Nie. A ja odpowiem, że bez tego nie byłoby życia. Wczoraj siedziałam dla odmiany przed kompem i prawie ze śmiechu zleciałam z krzesła. ,,Buba'' mnie rozbraja. Totalnie. ,,Dla pana mogę zrobić Sharon Stone!'', a wczoraj obejrzałam jeszcze tę nową wersję. ,,Wersja dla młodszych - FlinStone!''.

Co się dzieje, gdy ''ktoś'' odwiedza szkołę?

Ano wszyscy szaleją. Dosłownie. Nasze gimnazjum odwiedził chłopak, który wyjechał do Anglii. I od razu wszyscy zaciekawieni i hasła typu:
-Ale on urósł! (niedowiarki)
-Pakerek przyjechał i się rządzić będzie. (zazdrośnicy)
-A przystojny się zrobił??? (zaciekawieni)
-Kto to jest??? (zdezorientowani)
-Patrzy się na mnie? (podrywaczki/zakochane)
Ludzie patrzą na niego jak na UFO. A czym on się różni od nas? Och. Wybaczcie! Zapomniałam! Fakt, nie było go w Polsce i teraz jest sensacja.
Oprócz tego dzisiaj było dość ciekawie. Na WF (prawie) nikt nie miał stroju, więc pani M. zrobiła nam lekcję o skoliozach i innych takich. ,,Modelami'' do demonstracji [bez koszulek :D] byli Michał, Łukasz i Darek. Znaczy się tylko Łukasz bez koszulki, reszta ubrana.

Wiosna w lutym

Jak pewnie większość zauważyła, prawie nadeszła wiosna. Z tego powodu możemy zacząć skakać ze szczęścia. Jak w tej pieśni: ,,Skaczemy do góry ludzie!'' Oczywiście skorzystałam z tego i poszłam na spacer. Z nieodłącznym aparatem!
Mata z psychologiem/pedagogiem. Dowiedziałam się, że będę przewodnikiem chusteczek... Na polskim znów łączenie i znów z II D, Asia okazała się prawdziwą ''sex bombą''. Ilu ich tam było, co? Wiem już jak śpią wieloryby. I że żaba może głodować rok. Fajnie nie? A te wieloryby/kaszaloty śpią z gębą przy powierzchni. Tak pionowo. Tyłki mają w wodzie. Tak przynajmniej na tym filmiku było pokazane.
Jeszcze tylko taki fragment z książki, który utknął mi w pamięci.
,,Czasami czuję się jak narkomanka. W jednej chwili wydarza się coś, od czego dosłownie fruwam. W następnej spadam na łeb, na szyję. A kiedy już mam uderzyć z impetem w ziemię, znowu coś podrywa mnie do lotu...''

Oznaki wiosny. Żywym bądź. Wyginam śmiało ciało. Miłość rośnie wokół nas...

Objawy, że nadchodzi wiosna? Wiele ich. Wszystko rośnie, rozkwita i się budzi. Także nasze instynkty samozachowawcze. Jedni oglądają bajki (ja), jedni się trzepią o zeszyty (Asia i Kasia), inni na tych zeszytach siedzą (ja), jeszcze inni robią Sharon Stone i mają przy tym doping (Tomek i Marek), następni tłuką wszystko (Ala), inni się nie wysypiają (Magda), są tacy, którzy śpiewają ''Miłość rośnie wokół nas!'' - fałszując niemiłosiernie (ja), ewentualnie Rolnika. A np. nauczyciele albo się drą, albo planują wycieczki, albo robią nam sprawdziany, albo każą nam robić za ''rzeźby'' (wiem, wiem; ta w moim wykonaniu była piękna, cóż tu dużo mówić).
A moja fryzura odczuwa to tak, jak kiedyś Olka sprecyzowała. Mianowicie:
,,Jak siedzę w domu to jest spoko oko, piękna fryzurka i gitarka. Można by powiedzieć: No ba! A jak wychodzę na dwór to moje włosy robią sobie surfing na wietrze i wychodzi z tego misz masz. Ewentualnie nieokiełznany fryz. A jak zacznie padać deszcz to jest dopiero masakra! Wtedy mam push-up na głowie. I wyglądam jak uciekinier z Alcatraz.''

Upendi i wyjce w akcji!

W czwartek po sprawdzianie z maty, szłam na k. teatralne totalnie przywalona/przybita. Na zajęciach było świetnie. ,,Bitwa na miny'' i tak dalej. Bosko, naprawdę. W domu nie było już tak kolorowo. Bo kurka wodna, siedziałam prawie do 23. nad jakąś durną kukiełką, a i tak mi wszystko się porozlatywało. Zrobiłam taką głowę dziką. Asi lalka zyskała sławę. Okazała się ,,szczygulą'', a Angeli była bardzo słodka. Tylko, że pan K. zasugerował Wiewiórze, że powinna wypchać ją w okolicach biustu. Faceci to tylko o jednym...
Po szkole od razu na komputer. Jakoś mnie natchnęło i oglądałam filmiki na youtube. Zaczęłyśmy z Olką słuchać piosenek różnych. Tych z bajek i takich zwykłych. A potem samo tak wyszło, że włączyłyśmy karaoke i śpiewałyśmy ile wlezie. Rzecz oczywista, nie obyło się bez zbiorowego fałszu i nagrania tego wszystkiego. Fajnie jest tak sobie wyć i się nie przejmować, że ktoś będzie się brechtać, że taki fałsz.
Sławę zdobyła pieśń ''Upendi'' z Króla Lwa ;)

''Wszystko ucieka gdzieś, wszystko krąży gdzieś i zanika''

Na historii:
-Pił pan kawę? - głos z klasy
-Nie... - pan K.
-Pewnie mamusia nie zrobiła! - Mateusz
-Pan się sam czesze i sam pije kawę! Nie potrzebuje mamusi! - Kuba
-Wyciągamy karteczki. - Pan K.

Na chemii (po kartkówce):
-To ma taki malinowy kolor... - pani K.
-Chyba różowy! - Ktoś
-Mnie się to kojarzy z wdziankami od biskupów. - pani K.

Gadałyśmy z Angelą jeszcze i chyba idziemy do szkoły wojskowej. Po pierwsze jesteśmy dziewczynami, więc możemy zgrywać takie ''zagubione owieczki''. Ewentualnie oni mogą nam pomóc przy przełażeniu przez te całe takie dziwne rzeczy.
Chyba, że będą głupkami i będzie sytuacja w stylu: wywaliłam się, a jakiś typ leci przede mną i tylko powtarza jak papuga: ''Szybciej, szybciej!'' Nieczułe potwory! Poza tym, faceci w mundurach mają to COŚ. Stwierdziłyśmy z Olką [jednoznacznie], że jakby taki żołnierz bez munduru przeszedł, to pewnie byśmy na niego nie spojrzały...

No ileż można?! Dłuuugo i namiętnie...

Na gegrze oglądaliśmy slajdy, no i oczywiście nasze genialne kołki klasowe odwaliły piękne scenki z cieniami. Szczególnie dobrze wypadła ta ''Godzilla'' Michała. Nazwa tytułu notki wzięła się z rozmowy pani S. i Michała właśnie.
Na przerwie opowiedziałam Angeli o tych palcach, co i jak. Na blogu Marty, jest to bardziej opisane. W każdym razie, Karolina to usłyszała i leciała mierzyć palce wszystkim chłopakom... Później Darek (jak się kapnęli o co biega) stwierdził, że się staczam i jestem zbereźnik. Im tylko coś powiedzieć. Ach! Najlepsze było to, gdy chłopcy nie wiedzieli o co cho i utworzyli taki krąg i zaczęli te ręce wyciągać! Myślałam, że ze śmiechu umrę!

Dziwactwa duże i małe

Zapewne każdy z Was ma jakieś swoje dziwactwa. Ja i mój kot też się do tego grona zaliczamy! Otóż, Olafek je chipsy. Uwielbia cebulowe, gardzi paprykowymi. Dla udowodnienia zrobię mu fotkę, jak tylko dorwę aparat. I chipsy...
Natomiast ja...? Boję się wiertarek. Jednoznacznie kojarzą mi się z dentystą i wierceniem w zębach. Brr...! Nie boję się czytanych horrorów. Opowiadanych bądź oglądanych...? Oj, tak! Jak byłam mniejsza to chciałam zostać murarzem. Mama się ze mnie śmiała, a ja już snułam plany, mej murarskiej kariery.
Mam jakiś szczególny sentyment do Chin. Pewnie łączy się to z tym, że ONI jedzą ryż i mają Mur Chiński. Kiedyś tam pojadę. Jak powiedziałam mamie, kim zostanę to zrobiła wielkie oczy i zapytała, czy przyślę jej pocztówki(to nie ma związku z murarzem).
Nie cierpię cyrków. Dla mnie... to jest dziwne. I tyle... Jak mam porządek w pokoju i ktoś mi cokolwiek przestawi to nie wiem czemu, ale strasznie się wściekam. To chyba (nie)normalne? Jestem bliska wpadnięcia w szał, gdy mam poprzestawiane książki na półce. Masakra, ale jednak.

Średniowieczne tortury

Tak sobie myślę o tych średniowiecznych torturach. No i z ciekawości, poszukałam trochę w necie i znalazłam dziką stronkę. Tam jest na oko 12 opisanych tortur. Niektóre dość przerażające. Większość tylko tak niewinnie się nazywa. Przykładowo – hiszpańskie łaskotki. Byłam pewna, że kładą osobnika na stole i zaczynają go łaskotać aż rozwali mu przeponę.
Oto, czym są te łaskotki:
Nieszczęśnika rozkładano na drewnianej ławie. Następnie przeciągano mu po plecach wałkiem uzbrojonym w kolce. Razy, jakie mu zadawano były wprost niewyobrażalne, aby spotęgować ból oskarżonego, w rany wcierano sól (jeśli niewyobrażanie sobie tego bólu to spróbujcie posypać sobie kiedyś sól na rozcięty palec i pomnóżcie ten ból 10x). Reszta tych tortur to przykładowo: zgniatacze kciuków,topienie, krzesło czarownic..

Lany Poniedziałek

Co oni mają z tym brutalnym budzeniem szklanką zimnej wody, hm? Tata stwierdził, że to na szybsze obudzenie. Dzisiaj znów napadało śniegu, więc nie ruszam się z domu, bo po co? Jak w poprzednim roku wyszłam na spacer to mnie przywitał kubeł wody. I to jeszcze przez jakichś nieznanych chłopaków. Jechali autem, otwarli drzwi, chlust i pojechali. Milusie... Ciekawe jak my (płeć piękna) się mamy zemścić, co?

Wiosenna szajbka

Na biologii F. walnął Ł. w tyłek, zeszytem. Poszkodowany prawie poleciał na biurko pani B. więc wiecie... Odgłos był, że tak powiem nieziemski. Asia nie widziała tańczącego kurczaka. Nieładnie! Co tam jeszcze się działo...? Aha. F. chciał demonstrować swoje mięśnie na fizyce. Bo pan B. nie chciał mu uwierzyć, że jego mięśnie tyle ważą! A tak poza tym, chyba mi coś w krzyżu strzeliło. Rzucałyśmy lekarską. Ach! Adaś mi tu wyje jakąś pieśń. Coś podobnego, do Józina z Bazin...

Najlepszy dzień tygodnia

Uwielbiam piątki! Lekcje takie w miarę i tylko do 12, wolny czas po południu i ta wspaniała myśl, która mówi mi tak: ,,Przed tobą jeszcze 2 kolejne dni słodkiego lenistwa! Korzystaj mądrze!''. Około 16, poszłam na plac zabaw z A., A. i J. Siedziałyśmy i czekałyśmy na te pałki, które miały dojechać wraz z panem X, którego w zasadzie nie znałyśmy. Ale już znamy. Potem okazało się, że mamy iść na boisko, bo IM się nie chce na plac zabaw przyjść. A. i J. poszły na zwiady, miały czekać w krzakach, ale nie wyszło.

Przypływ energii

Odgórnie narzucone przez mamusię, że muszę się ruszać z domu. Z tego powodu, plac zabaw o 16. z Podtekstem. Dzisiaj Dzień Nauki i taka siara z tym śpiewaniem, że uhu! Świat tętniący życiem. Wystarczy tylko ruszyć swoje 4 litery na ławkę i już widać wielkie zmiany. Mianowicie: słońce grzeje, Olka chętna do rozmowy, Wikusia drepcząca w stronę pani M., babcia sadząca kalafiory, Adaś zalatany, ptaszki ćwierkające, wiatr wiejący, sąsiadki, sąsiedzi pogrążeniu w swoich myślach... No mówię wam! Istne szaleństwo! W moim pokoju, to słyszę tylko własne myśli odbijające się od mózgu.

Powiedziane dzisiaj:
-No i sypło się... - chłopak pokazujący szklanego bączka :P

,,Znowu budzisz się rano styrana''

Sobota w miarę udana. Pobudka o świcie (8.00 rano!), wyjazd na TG, no i oczywiście bunt Adasia, że chce żelki, Olka usiłująca mi coś powiedziećna migi (do tej pory nie wiem o co cho) i mama, która co chwilę mówiła, że jak się nie uspokoimy to nas wyrzuci na najbliższym przystanku - nie podziałało! ;)

Niedziela świetna! Przyjechał wujek ze swoją rodzinką, pojechaliśmy wszyscy do ZOO do Kokotka. Adaśko mi wygrał pierścionek! A wcześniej grałam z A., G. i O. w siatkę. No prawie, bo piłka twarda. Tam były takie pogięte pawie, które siedziały na drzewach. A ja byłam pewna, że tam siedzą pawiany, a nie pawie! A tu Olka mnie oświeciła! Siostrzyczki się czasem na coś przydają. Kuzyni biegali ciągle w prawo i w lewo, więc wiecie. Miałam ograniczoną możliwość uczenia się. W sobotę mi się nie chciało, rzecz jasna.

Poniedziałek... pożal się Boże! Jedyna myśl, która utrzymuje mnie przy życiu to jutrzejsza scenka. I od Asi ,,chodu!''! Tak mnie wszystko boli, że uhu! Z maty spr [bez komentarza], z chemii kartkówka. Niech się wypcha... Dekiel. Oczywiście znowu mnie wrobili. Porwali mi książkę z chemii i ją odzyskałam, bez jednej kartki...

Luz, blues

Jak mijają wam te cudowne, całkiem wolne, dni beztroski? Mnie pozytywnie.
Dosłownie przed chwilą, przeczytałam artykuł w gazecie, o dziewczynie i chłopaku, którzy wzięli ślub, kiedy mieli po 18 lat. Co o tym sądzicie? Moim zdaniem to fajnie, że są na tyle odważni, aby w tym wieku podjąć tak ważny krok jak małżeństwo. Jednak moja opinia jest jedynie kroplą w morzu. Bo czymże jest zdanie totalnie niedoświadczonej nastolatki, od jakichś starszych, dojrzalszych kobiet, które twierdzą, że to paranoja, żenić się w tym wieku. No cóż, nie po to mamy prawo do wyrażania własnych poglądów, opinii; aby z niego nie korzystać.
Olka odkryła w sobie pociąg do zdobienia paznokci i stworzyła mi dziś francuski manicure. Nie wygląda to nawet tak źle... Mam krótkie paznokcie, więc z tego wynika moja niechęć do ich malowania.

,,Miłość pokona największe zło'' - Nici z...

To tak, nici z wyjazdu do dziadków, bo tatuś 3 noc z rzędu musi jechać pilnować, żeby pożar w lesie się nie rozprzestrzeniał... Już jest zdecydowanie za późno, żebym zdążyła się wkręcić na czuwanie. No, ale ok. Pojadę następnym razem. Zawsze musi być ten pierwszy raz, no nie?
Ocen z angola możecie nam zdecydowanie pozazdrościć. Z góry do dołu same kapy, plus 3 trójki ( w tym moja). Nie wiem, czy zaglądał ktoś z was do KWG , czy jakoś tak. Są tam nasze prace i zdjęcia: Klaudii, Asi i moja.

PS Gadaliśmy na sztuce o renesansowych tańcach i pani tłumaczyła nam jakie stroje mieli. Jak chłopcy usłyszeli, że laski musiały nosić gorsety to zaczęli swoje wywody na temat tego, że fałdki z brzucha przechodziły do biustu. Wyszło na to, że te, które były przy tuszu, musiały wozić tenże biust na taczkach, bo pewnie ważył z 50 kg...

...nawet mil tysięcy sto nie zmieni tego, co zapisane w księdze życia zostało...

Ta piosenka z tytułu mnie prześladuje. Z radosnych informacji mam takie, że wcale nie żałuję, że nie pojechałam na czuwanie, bo Asia i Angelika wszystko odtwarzają tak realnie, że wiecie. Następnie (wiem, że to zabrzmi egoistycznie), dostałam 6 z mapy Europy z gegry!!! Wczoraj się przez to praktycznie poryczałam, bo nic mi nie wchodziło do głowy i w ogóle. Już normalnie myślałam, że się zaliczam do tych całkiem tempych szczał. Wiecie jak wygląda dog? Filip przez całą biologię mi to tłumaczył, a i tak nie wiem. Poza tym opowiadał jeszcze jak zabija mrówki. Bezlitosna bestia. No i mówił jeszcze o Papi - psie yorku. Pogoda dla jednych cudowna, dla innych straszna zapewne. Dla mnie to jest niepojęte, że ten pożar w lesie, chyba dalej jest! Jakieś korzenie się zapaliły czy coś. Masakra...
No, ale z słoneczka to ja się cieszę. Świeci, świeci i oczywiście przypomina o wakacjach. Już blisko! Co sądzicie o parach, które chodzą ze sobą do jednej klasy? Wczoraj jakoś tak gadałyśmy o tym z Angelą, no i przytoczę fakt, że to jest dzikie. Być ciągle obserwowaną przez tego jedynego. Na lekcji nawet się skupić nie da, bo wpatrują się w ciebie te jego oczy (cudne i pełne miłości, a jak), na punkcie których wręcz oszalałaś! Wyobraźcie to sobie.

Urodzinowo

Dokładnie 15 lat temu, w miejscowości TG, w szpitalu; na świat przyszła mała kulka. Ważyła około 3600 g, miała kilka blond loczków, jeśli tak to można nazwać. Na twarzy rodziców pewnie gościł uśmiech. Później nastąpiła pierwsza poważna decyzja. Jak tej kulce dać na imię? Krążyło między Sylwią i Justyną. Wybrali Justynę. I jak widać z tej kulki, o której większość mówiła, że będzie pewnie niska i przy kości wyrosło to, co wyrosło. Zapewne to coś jest najszczęśliwsze na świecie. Czemu? Z powodu mych ukochanych kołeczków! :):*

Pierwsza dopadła mnie Olka, następnie był rzut Kasi od progu szkoły, a potem jakoś tak samo poszło z tymi życzeniami i prezentami. Wyściskana, szczęśliwa i uśmiechnięta od ucha do ucha udałam się o 16.00 na spotkanie z Angelą i Asią, robiłyśmy zdjęcia rzecz jasna; potem grałyśmy w siatkę i w ogóle. Dołączyli jeszcze - Justysia, Darek i Fara. Mam zanik pamięci krótkotrwałej.
W każdym razie, było mnóstwo śmiechu, deszczu, zimna, plotek, błagania, gonienia dzieci i... już nie pamiętam... chyba powiązań romantycznych/erotycznych jak sądzę. A zaczęło się od Patrycji o wymiarach 90-60-90, przez zamkniętą stodołę, dziewictwo M.B. i coś tam jeszcze. Wręcz wyśmienita zabawa! :) Ale było trochę mokro. Dach przeciekał. Na sam koniec były jeszcze prezenty w domu od mamusi i tatusia i ogólne uściski.

PS Czuję się taka stara... Scenariusz który mi ułożyli na angielskim - za niedługo 30 ci strzeli i już 10 dzieci! A potem same wnuczki i trumna! Dzięki...

Zaczęło się niewinnie, a ...

pozostaje tylko i wyłącznie wzdychanie... Czasem siebie podziwiam za tą wciąż towarzyszącą mi durnowatą naturę, naprawdę. O co mi chodzi? Ano o to, że chyba naczytałam się zbyt wiele romansideł, bo pod pojęciem ''miłość'' kryje się (jak dla mnie) mnóstwo znaczeń. Ale może od początku...
W niedzielę byłam na Komunii u Krzysia, kuzyna. No i przed kościołem stało to najwspanialsze cudo świata, czyli ,,Kamil z wesela''. Oprócz tego, że (cytuję słowa Olki) ,,fajna d*pa z twarzy'' to... tylko wiem, że się Kamil nazywa. Nazwiska oczywiście nie pamiętam, miejscowość była coś na ''I'', no i tu kończą się moje wszelkie informacje... A szkoda, będę wzdychać w ukryciu ;)
Oprócz tego to zabawa na Komunii świetna. Mnóstwo jedzenia (muszę zaopatrzyć się w hula hop z Tesco), dużo zdjęć, miłe towarzystwo.

''I tak nie spotkamy się więcej i tak
I tak nie będziemy się więcej już znać...''
- Happysad

Rajd po sklepach

Wchodzę do autobusu i od razu w oczy rzuca się sobowtór Johnny'ego Deppa. Zaczyna się dobrze, więc spokojnie kontynuujemy z Olką wyprawę na zakupy. No i wiecie, te ekscytujące kupowanie itd. Słuchałyśmy jak ''Bocian'' gra na bębnach. Na Hali próbowałyśmy zrobić zdjęcie ochroniarzowi, ale nie wyszło, bo taka wredna baba się na nas gapiła. Ogółem to nabyłam: ciuchy, skarpetki, jakieś żele do twarzy, pachnidła, trampki i coś tam jeszcze.
W autobusie, w drodze powrotnej zaś jechał taki facet i on jest taki trochę nie teges. Ostatnim razem jak Oli zleciały chusteczki i się musiała schylić to jej się tak na tyłek gapił, że weź... Masakra. Naprzeciw mnie siedziało brązowookie (prawie) cudo.

''Mieliśmy wiecznie trwać, na jednej z dzikich plaż''

Powoli szkolna harówka zamiera, a pozostaje błogie odliczanie do wakacji... Nic tylko się zachwycać! Moja siostrzyczka zagłębia się w fabułę tasiemcowych seriali, jakby to Asia określiła. Wiecie, trochę się zdziwiłam, gdy przeprowadziła taką rozmowę z babcią:

Olka: A jak tam ta Marina?
Babcia: No zamknęli ją w trumnie i się skończył odcinek.
Olka: A ta blondyna?
Babcia: Wyszła za tego Czucho...

Trzydniowy rajd w Sudetach

Ogółem powiem, że mi się podobało. Fakt, z pokojami była trochę porażka. Byłam z Asią, Angeliką, Martą i Daisy. Przewodników dzikich mieliśmy, nie? Pierwszy - daltonista, strasznie gadatliwy i zachwycający się Szklarską Porębą, drugi - cicho gadał, a trzeci - zakręcony, ale ujdzie. Z takich dzikich rzeczy, co się działy to chyba najbardziej rozmowy o szydełku, męskości D., pączusie, Esmeralda i szalone gołębie, które upodobały sobie Koparę. Te: ''Chyba pada'' nie zapomnę do końca życia. I herbatoholizm Alutki. Aha, no i najgłupsze rzeczy, które tam widziałam to: ''Głaskanie psa - 1 zł'' oraz ''Korzystanie z WC - 5 zł''. Bernardyna było mi strasznie szkoda. I zostałam ''tłustym batonem''.
- Tłusty baton. (Błażej)
-Sam jesteś tłusty baton. (Ja)
-Nie przejmuj się, ja jestem grzybem. (Podleś)

Idę z głową w chmurach...

Wczoraj byłam u dziadków, jeździłam na quadzie kuzyna. Jakie to było dzikie! A potem jakoś tak wyszło, że dotarłam na dni Myszkowa i NEFRE miał występ, ale Olka mówiła, że mamy iść do domu już. Dzień spędzony z mężczyznami mojego życia dał mi dużo do myślenia. Z Marcina (4 lata) się mędrzec zrobił. A było to tak:
Adaś: Kurczę, też bym chciał sobie takiego quada kupić...
Marcin: Ale przecież ty marzyłeś o motorynce.
Adaś: No, trudno.
Marcin: Trudno, życie jest okrutne.

''Złe zdanie mam o ludziach, fatalne o sobie''

W poniedziałek nareszcie wyrwę się na prawdziwe łono natury i będę mieć całkowity spokój od wszystkiego przez tydzień. Można by rzec, że coś się zaczyna dziać.
Naprawdę, ja tego nie potrafię zrozumieć. Czemu jak już wszystko jest dopięte na ostatni guzik, musi wyskoczyć jakieś niespodziewane ALE, które całkowicie psuje moją harmonię ducha? Zaczynam mieć głęboko gdzieś wszystkie te kontakty międzyludzkie, które przecież każdemu przychodzą z taką łatwością. Guzik prawda. Wystarczy jedna krzywo położona cegła i cały budynek runie. Myślę, że tak jest też z moim życiem. Wszystko jest dobrze, bo jakby inaczej, nie należę do tych osób, które jeden problem potrafią analizować przez pół wieku. Ale do jasnej cholery, czy musi być zawsze tak, że ktoś się wtyka? Do jasnej Anielki, po co?! Nienawidzę ludzi, którzy wsadzają nos w nie swoje sprawy! Doprowadza mnie to do białej gorączki.
Czego jeszcze nienawidzę? Olewania, oczywiście. Wątpię, czy jakakolwiek zapytana osoba przyznałaby się, że to lubi. Ale to już inna bajka i nie mam zamiaru przytaczać żadnej z zaistniałych sytuacji. Po co? I tak mi to nie polepszy humoru i w ogóle. Masakra.
Aktualne plany też wzięły w łeb, więc pewnie nigdy nie uda mi się robić w życiu tego, co naprawdę chcę. A wystarczyłoby czasem dać się ponieść emocjom i powiedzieć niektórym, co się naprawdę sądzi na ich temat. No i oczywiście muszę się przyznać do tego, że znów się okazuje, że jestem najgorsza i nic nie potrafię. Normalka, można by powiedzieć, że do niektórych rzeczy człowiek łatwo się przyzwyczaja. Później nie wydaje się to takie straszne, jak powinno być.

Wieści o dzikiej treści.

Męczący tydzień pracy na szkółce mam już za sobą. Ta ''praca'' sama w sobie nie była zła. Najgorsze okazało się wstawanie. Ja zdecydowanie nie nadaję się do fizycznych robót. Po wysiłku chciało mi się tak jeść, że w przerwach dzwoniłam do mamy pytać się o obiad. To, co ostatnimi czasy słyszy się w radiu to totalna porażka. W Rosji zakazali amerykańskim rodzinom adopcji swoich młodszych obywateli, bo te dzieci nie miały okazji ujrzeć już światła dziennego. Najnormalniej w świecie zostały zamordowane. Jednym słowem - horror!

Allegrowy show.

Poprawiam sobie nastrój czytając wszystkie te oferty turystyczne i relacje z podróży innych ludzi. Może to dziwne, ale wyobrażając sobie takie miejsce i lazurowe wybrzeża, rafy koralowe, słońce, plażę, opalonych przystojniaków… robi mi się cieplej na duszy i nie narzekam aż tak bardzo na tę pogodę. Ponadto, Ola zapełnia mi czas wolny. I tak przykładowo wczoraj: ,,gadałyśmy’’ po angielsku, oglądałyśmy ,,Boski Żigolo w Europie’’ i ,,Nowy’’, robiłyśmy głupie zdjęcie… Niby mało, ale na kilka godzin zajęcie miałam! Co wcale nie znaczy, że nie tęsknię za ludźmi ze szkoły, rowerowymi wypadami, posiedzeniami na placu zabaw i w ogóle...
A tak w ogóle to jestem brązowa. Znaczy się mam na głowie zawartość szamponu koloryzującego. Nie jestem już ciemną blondynką! Tylko, że ze mnie jak zwykle jest imbecyl i kupiłam tylko jedno opakowanie, także z ledwością mi starczyło na całą głowę. Mam dzikie prześwity. Przesiaduję na allegro w poszukiwaniu jakiś fajnych promocji czy coś. I tak oto nabyłam kolejną część Sagi o Ludziach Lodu.

Powrót, guziki, żubry - czyli to i owo z tygodnia spędzonego poza domem.

Wypoczęta (prawie), uśmiechnięta, bogata o dodatkowe kilogramy (kuchnia cioci; nawet mi guzik od jednych spodni odleciał...) i doświadczenia (mnóstwo ich było; i nawet wiem jak się omlet robi). Było naprawdę świetnie! Mnóstwo zwiedzania: Ogrodzieniec, Złoty Potok, Rancho Piekła, Brama Twardowskiego, Leśniów i jak zawsze - Mirów i Bobolice. Były jeszcze chwile spędzone na placu zabaw z chłopakami, Zielona Noc w wykonaniu wujka i nocne wstawanie, żeby zmyć tą pastę i piankę z głowy i twarzy. A woda była lodowata, także wyobraźcie sobie, co tam musiało się dziać. No i jeszcze zakupy z ciocią, czyli totalny rajd po sklepach.
Interesująca rozmowa między Marcinkiem a Olką:
O: Marcin, zobacz! Baranki tam są! (wskazując na stado baranów/owiec)
M: To nie są baranki, to są żubry!
Mój pięcioletni kuzyn ma ''żonę'' - Nataszkę i ona jest słodziutka. I jeszcze było: ''Zostańcie z nami na wieki'' oraz ''Fajnie jest mieć tak dużo dzieci''.

Początek i koniec.

No i skończyło się to co dobre, a zaczęło to co... mniej dobre. Dużo znajomych twarzy, uśmiechów i tak dalej. Początek był radosny, koniec będzie zapewne płaczliwy. Cóż... ''Trudno, życie jest okrutne''. Ta perspektywa i tak wydaje się okropna. Dziwne jest to, jak ludzie potrafią się zmienić. Nie chodzi mi o wygląd, bo to jest rzecz normalna, mam tu na myśli bardziej charakter i zachowanie. Czasem wydaje mi się, że chyba tak naprawdę nie poznałam danej osoby tak zupełnie. Smutne, ale prawdziwe.

Już za parę dni... za dni parę... (GWARKI 2008!!!)

Kocham przerwy. Naprawdę. Są super, choć trochę krótkie. Jak to stwierdziła Ala - teraz jest ok, ale potem jak będziemy testy/sprawdziany pisać to będzie masakra. Chyba wszyscy się z tym zgodzą. Już w sobotę GWARKI! Nie mogę się doczekać. Dżem, Perfect i Łowcy.B! Będzie zajemegafantastycznie. Wiem, bo przyjeżdża jeszcze ekipa z Jury krakowsko-częstochowskiej.
Ostatnio nie mam zbyt dobrego zdania na temat teledysków. Wszystko jedno jakich, bo w większości Viva i MTV serwują tylko i wyłącznie pop. Moim zdaniem to wszystko jest tak przesiąknięte seksizmem, że się w pale nie mieści. Tak samo jak ta reklama MOBIL KING. Nie jestem feministką, ale wiecie. Trochę to wszystko męczące. No i po raz kolejny, nie ma czego oczekiwać po polskich muzykach. Sami powiedzcie, czy Feel już się wszystkim nie przeżarł. Mimo tego, że wielokrotnie starałam się unikać jego piosenek, to i tak napierały na mnie. Wystarczyło tylko włączyć radio, a tam już na wstępie ''Jak anioła głos...'' i wyją. Masakra!
Prześladuje mnie ''kulej dropsa'' i ''niech się bluknie''. ^^ I robale. Owocówki na wybiegu i w polonistycznej. Chłopcy na angielskim śpiewali ''Będę brać cię...''. Dziwne było to, że Kuba śpiewał to do Łukasza, jeśli się nie mylę... Sekretny romansik?

Szybka poprawa nastroju i miedziowanie.

Bardzo lubię te spotkania z misjonarzami. Uwielbiam słuchać opowieści o innych krajach, kulturze, etc. Dlatego też, czułam się ogromnie szczęśliwa, że mogliśmy wysłuchać prezentacji ks. Mazura. Lekcje minęły w miarę spokojnie, oprócz tego, że nadal nie mam pojęcia jak tą chemię trzeba rozumieć (stara śpiewka, wiem). Poza tym to strasznie mnie wkurza, jak ktoś karze mi decydować za innych. Staram się unikać takich sytuacji, a dzisiaj myślałam, że mnie rozwali. No, jak ktoś się dowiaduje po 3 latach, że ''siedzi, jak mysz pod miotłą i został zdominowany'' to sorry... W każdym razie, koniec tematu.
Sytuacja z dnia dzisiejszego:
M: A gdzie masz miecz?
F: (pokazuje na spodnie)
M: Sztylecik?
A ja jutro na przedstawieniu jestem Miedzią. Ale będzie siara, jak tekstu zapomnę... Trudno, raz się żyje!

Kraków i sobotnie odpały.

Powrót do rzeczywistości nie jest tak fajny, jakby mogło się wydawać. Kraków... cóż tu dużo mówić o tym mieście. Jest z pewnością piękne. Wygłupy na rynku też mi się podobały. Atak na Rycerza nie przeszedł, niestety. Wczoraj było świetnie. Madzia P. miała rację - nie można dawać Ali kotów. Prychają na nią.

Mania fotografowania.

Przeglądając profile osób na naszej klasie rzuciło mi się w oczy przede wszystkim to, że większość dziewczyn usilnie próbując sobie zrobić ''seksi'' zdjęcie. Robi to w ten sposób, że aparat trzyma nad głową i gapi się spod przysłowiowego byka. Też tak czasem robię, ale nie po to, aby uzyskać efekt 'słodkiej minki' tylko raczej po to, żeby samodzielnie pstryknąć sobie fotkę. Niestety, niekoniecznie wychodzi to tak, jak powinno... Z reguły wyglądam tak, jakbym miała dostać oczopląsu, co wychodzi kiczowato i daremnie, więc daję sobie z tym spokój.
Moim skromnym zdaniem, najlepiej niech te dziewczyny usiłujące uchwycić swą twarz, postawiły aparat na biurku ustawiając samowyzwalacz (tak, istnieje coś takiego i łatwo można z tego skorzystać, naprawdę) i szybko rzucą się przed oblicze obiektywu i już! Po kilku migotaniach takiej czerwonej/żółtej lampki jest gotowe, a nie tak spod byka.
Wspominając krótko: urodziny Angeliki strasznie mi się podobały, a Sylwusia mnie rozbraja po prostu. W Inwałdzie było super, park miniatur świetny, no i oczywiście trzeba wspomnieć o Łodzi Pirata, gdzie po 2 razach większości chciało się wymiotować, a także o labiryncie, który ''mieliśmy przejść bez przeszkód'', a ''Malina wpuścił nas w maliny''.

''Czuję się irie, irie, irie'' - a krew pulsuje w żyłach!

Czuję się mentalnie zaspokojona. To chyba dobrze. Dzień Kota, czyli tak naprawdę ,,Pasowanie na Ucznia’’ jak najbardziej udane. Konkurencje niebagatelnie pomysłowe. Ale jak ten jeden się do mleka przyssał, normalnie… Nie wiem co!

"So kiss me" - z życia wzięte.

Od chwili, w której obejrzałam "Klik i robisz, co chcesz" ciągle prześladuje mnie piosenka The Cranberries - Kiss me. Świetna jest. Ogólnie film dość ciekawy był. Uzmysłowił mi przede wszystkim to, co chyba jest dla wszystkich jasne - nie powinno się podążać ślepo za karierą. Skutki mogą być opłakane. Co do samych łez, to przy końcówce się wzruszyłam, jeśli można to tak nazwać. W każdym razie - chusteczki poszły w ruch! Dostałam właśnie fleszem po oczach od Adasia i widzę mroczki. To jest normalnie tempa szczała. Zapomniałam chyba ostatnio wspomnieć, że pani J. nas zamknęła w klasie. Na wieść o uczynionym przez siebie występku rzekła: ,,To nie moja wina!''. Bezczelność?

Arabeska

Przystanek - czekamy na busa, żeby dojechać do Radzionkowa. Czekamy, czekamy, no i się doczekałyśmy. W autobusie niby spoko, wszystkie uśmiechnięte, dopóki nie podjechaliśmy pod Dom Kultury. Stoimy sobie za sceną i czekamy, aż nas wywołają. Znów to czekanie. Na rozluźnienie była piosenka ''Wlazł kotek na płotek...'', ale w pewnym momencie zapomniałyśmy dalszych zwrotek i zaczęła się gra w słynne ''Flamse, adamse''. W końcu nas wywołali... Normalnie masakra, mówię Wam :P Pełno dymu (efekt specjalny), nic nie widać, światła świecą, połowa niewykorzystanej sceny, bo my ćwiczymy tylko na holu, a tam miejsca, jak nie wiem co... No, ale bądź co bądź wyszło całkiem przyzwoicie. Konkurencja była w tym roku dziwna. Wybrali na wyróżnienie 1 stopnia same dzieciaczki, no ale niech im będzie. Jednym z jurorów był Kamil Guzy (''You can dance''). Mnie się podobało. Szkoda, że w przyszłym roku pojadę tylko popatrzeć. No, ale liceum się zbliża wielgachnymi krokami, a w profil dziennikarski zaczynam wątpić. Jakoś to będzie, mam nadzieję ;) Nam się dostało wyróżnienie 3 stopnia. Nie byłoby tak źle, gdyby tych wyróżnień nie było aż tyle. No, ale i tak się cieszę.

Warsztaty 2008

Tak naprawdę to my jechaliśmy ''w ciemno''. Nie wiadomo było, czego będą dotyczyć te warsztaty, ani gdzie będziemy mieszkać. Najgorsze było chyba to, że wszystko okazało się bezpłatne, na co większość kręciła głową. W dzisiejszych czasach, dzieje się coś bezpłatnie? Ano działo się i było naprawdę genialnie. O czym warto wspomnieć? O prowadzących - Ewelinie i Agacie, które okazały się świetne, choć na początku nikt nie chciał przejść z formy grzecznościowej ''pani'' na ''ty''. Jakoś nam się to udało. W końcu, my jesteśmy zdolne dzieci, a co! Mieszkaliśmy w blokach - normalnie full wypas, nawet nam szczoteczki do zębów i czepki dali. Choć większość próbowała sobie te czepki wsadzić na głowę i paradować w ubraniu pod prysznicem (Karolina). Przez te 3 dni zjadłam monstrualną ilość ciasta, nauczyłam się wiele o komunikacji, pracy w grupach, dowiedziałam się, że jestem typem C (chyba, bo mi się te typy strasznie mylą...), tworzyłam wyspę Dzikiej Karoliny, dużo się śmiałam, również dużo smarkałam, dusiłam się w nocy (w sensie, że kaszlałam), okazało się, że najlepiej sprawuję się jako dusza zespołu, miałam ochotę przywalić Klaudii za te jej ''Komputery do biblioteki''... Świetnie odegrała swoją rolę, ale to było naprawdę cholernie wkurzające, tylko te komputery i komputery! ^^
Jak się okazuje, zwykłe zabawy (most, ciuchcia), mogą wiele dać jeśli się na nie popatrzy z punktu widzenia ''Co mogę z tego wyciągnąć? Jakie wnioski?''. Spodziewałam się, że będziemy siedzieć i ciągle dyskutować, a my non stop coś robiliśmy. Jak nie plakaty, to chwila dyskusji, śniadanie, pójście na miasto, podpisywanie się na teczkach... A najlepsze były filmy. ''Lejdis'' i ''Mama mia!'' mi się podobało, chociaż to drugie oglądałyśmy na laptopie i były niewygodne krzesła. Aha - rozwaliłam kolczyk.

Święta w innych krajach.

W Anglii praktycznie nie robią nic ciekawego, oprócz tego, że jedzą indyka, mają ostrokrzew jako postrach dla elfów, pudding i kartki świąteczne. W Słowacji mają opłatek z czosnkiem, symbolem Bożego Narodzenia są szopki albo choinki, w Indiach wszyscy kupują... nowe ubrania, malują wzory na podłogach. Fajnie jest w Hiszpanii, bo opłatkiem jest chałwa, w Meksyku już 15 grudnia wiesza się pod sufitem piniatę (naczynie wypełnione słodyczami), jedzą dorsza, owoce i słodycze.
Nie lubię świątecznych porządków, bo jest mnóstwo zamieszania i każdy się drze, ale po ogólnym uspokojeniu się jest nawet w miarę dobrze. Uwielbiam za to stroić choinkę. Kolędy w radiu, a my naokoło sztucznego drzewka i obwieszamy je bombkami, łańcuchami, światełkami... Czuje się wtedy tą prawdziwą magię świąt. Adaś w tym roku przystroił sobie łóżko światełkami. Powiedział, że czuje się jak prawdziwy cesarz!



Święta, święta i po świętach.

Najbardziej w świętach Bożego Narodzenia lubię to, że tak długo trwają. Przygotowania do nich są zazwyczaj dość gorączkowe, występują nawet tu i ówdzie jakieś kłótnie, ale w końcu z czasem to mija, wszyscy przywołują na twarze uśmiechy i przygotowują się do powitania Pana Jezusa. Kocham rodzinną atmosferę, uczucie błogiej nostalgii, uśmiechy bliskich, prezenty, kolędy... Praktycznie wszystko, co wiąże się z nastrojem świątecznym. Zwykle punktem kulminacyjnym świąt w mojej rodzinie jest choinka, dzielenie się opłatkiem i... czekanie aż zwierzęta przemówią ludzkim głosem. Tegoroczne święta (chyba za często powtarzam słowo ''święta'', ale... raz się żyje ^^), spędziłam w innej ekipie niż dotychczas. Mianowicie pojechaliśmy do rodziny taty.
Nie obyło się bez kupy śmiechu, cudownego 'obżarstwa' i widać było, że ciocia Basia jest w swoim żywiole. Gdy tylko zobaczyła wielki, rozstawiony stół, zaczęła wszystko podgrzewać i doprawiać, dbać o to, czy nikomu niczego nie brakuje... Istny anioł! Mnie też się strasznie spodobał ten ogromny stół zastawiony jedzeniem. Jak to się często wujek śmieje - jakby dla wielodzietnej rodziny. Prezenty w tym roku były skromne, ale to nie było jakoś nadzwyczajnie istotne. Wszyscy się cieszyli, że jesteśmy razem i tylko to się w tamtym momencie liczyło. Najlepsze były rózgi, które dostaliśmy na początku. Marcinek podniósł lament, że on nie chce, bo przecież był grzeczny. Krzysiu wczołgał się pod choinkę i usłyszeliśmy radosne: ''Ja cię! Ile prezentów!''. Chyba musicie wiedzieć, że zostałam w te święta obdarowana kolejnym kuzynem. Tym razem trafiło na Jakuba Jerzego. Ania będzie świetną mamą, nie mam co do tego wątpliwości, choć tak bardzo liczyłam, że na ''górce'' wreszcie będzie jakaś mała dziewczynka... Ale dobry i Kubuś!
Smutno mi było tylko wtedy, gdy pomyślałam o tym, że dziadkowie ze strony mamy są praktycznie sami. Zostali tylko w czwórkę... babcia, prababcia Marysia, dziadek i Jola. Ale za to przez dwa dni pod rząd, ich mieszkanie nawiedzała cała rodzinka, a więc ciocia Małgosia, wujek Jarek, Ania z Piotrkiem, Kasia z Damianem, Agatka, wujek Grzesiu, ciocia Danka, Agnieszka, Wojtek, Krzysiu z Olką i Kubusiem, my (w piątkę)... Tabuny ludzi, myślę, że było to takie ''odpokutowanie'' za Wigilię :)
Co do jedzenia - zupa mi smakowała, sernikiem się objadłam po wszystkie czasy i okazało się, że marchewka z cukrem może być bardzo dobra do ziemniaków i krokieta. Strasznie nie lubię, gdy na Mszy Św. jest zamiast kazania jakiś list/orędzie. Nudzi mnie to i nie umiem się połapać, o co chodzi. A na hasło: "Jutro zapraszamy na Eucharystię z winem...'', Olka i Adaś (ja siedziałam w środku), tak na trzy-cztery do mnie ''Z winem? Po co z winem?'' :P Chyba tyle. Jestem szczęśliwa, najedzona po wsze czasy i jutro idę na spacer i kulig, bezzwłocznie! Ciekawa jestem, jak mi wyjdzie w tym roku lista postanowień noworocznych. Ile ich trzeba zrobić? 12 czy ile się chce? Czytam sobie ''Kiedyś na pewno'' i myślę, czy Alutka pożyczy mi ''Baśnie barda...'' ;) Widziałam dzisiaj ''Ellę zaklętą'' i muszę przeczytać książkę. Świetna ekranizacja!