Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeszłość. Pokaż wszystkie posty

25 października 2013

Garść pięknych słów.

Nie nadaję się do picia kawy. Albo sobie wmawiam, albo jakimś cudem kofeina sieje takie spustoszenie w moim organizmie, że nie śpię po nocy. Niby tak to powinno działać, ale znowu bez przesady! Zerkam na zegarek i wierzyć mi się nie chce, że tyle by mnie to kawowe ożywienie trzymało. No nic, Adaś odtransportowany do Krainy za górami, za lasami, spędza czas z Ukochaną, a ja mogę walczyć z bezsennością tak, jak lubię i korzystając z okazji, przeglądam stare pliki w komputerze. Natrafiłam na jakiś przedwieczny dokument z kilkoma cytatami. Wydaje mi się, że już je tutaj kiedyś umieszczałam, ale tak mi się podobają, że muszę je mieć zapisane, nawet jeśli się powtarzam – z góry przepraszam. Kilka lat temu miałam nawet zeszyt z cytatami, ale nie potrafię go znaleźć. Mam nadzieję, że za jakiś czas gdzieś na niego natrafię, fajny był.  

Tak dla odświeżenia szarych komórek, co tam mi kiedyś w duszy grało!

*** 
"Tylko idiota nie czuje strachu. Prawdziwa dzielność polega na tym, by przezwyciężyć swą bojaźń."

"Bo żyć z pragnieniem, by wyglądać inaczej, to chyba najstraszniejsza z piekielnych mąk. Jak to musi człowieka wyniszczać!"

"Bardziej się lękam chłodu w twoich oczach,
Niż zimnych kling dwudziestu wrogich mieczy!
Ciepłe spojrzenie starczy mi za pancerz."
(Romeo&Juliet)

"Gdy kobieta mówi do ciebie - słuchaj tego, co mówią jej oczy." (W. Hugo)

"Patrz, tam na ławce chłopiec z dziewczyną siedzą objęci.
I na nich księżyc rzuca odpryski astralnej rtęci." (J. Brzostowska)

"Wiadoma to w Rumunii rzecz, że po miejscu, na którym wytarza się koń nie wolno chodzić. Kto by zlekceważył wiedzę przekazywaną na ten temat musi liczyć się z przykrymi konsekwencjami. Konie biegają nocami swobodnie po górach, bywa, że dopadane są przez demony, czasem ociera się o nie sama śmierć. Tarzając się rankiem, chcą się oczyścić, lecz kalają w ten sposób ziemię, po której nie wolno w tym miejscu stąpać człowiekowi."

"Coś ci powiem, Dickie. Dobrze to zapamiętaj. Nikt nikogo nie może uwolnić z klatki, nawet lwa. Najważniejsze, żeby nie patrzeć na kraty, a tylko między kratkami. Bo jeżeli będziesz patrzył na kraty, to nigdy niczego nie dokonasz i nigdy nie będziesz szczęśliwy." (Stado, W. Wharton)

 "Że przez to mieli zwichrowane dusze i pokrętne serca..."


21 grudnia 2011

Archiwum '07

Czy na serio sprawdza się miłość od pierwszego wejrzenia?

Pewnego dnia byłam na weselu mojej cioci. Bardzo długo na to czekałam :) No i były zabawy i w ogóle... Wszystko tak fajnie. Gdy szłam z siostrą do kibla na parterze, spotkałyśmy taką dziewczynę - Izę, baaardzo zwariowaną. No pogadałyśmy chwilę i potem ,,przez nią'' poznałyśmy Kamila i Niko. Normalnie nie wiem jak to opisać... Zwracam się w szczególności do dziewczyn: znacie to uczucie ,,miękkich kolan'' albo ,,motylków'' w brzuchu? Lub czegoś podobnego? Ja miałam tak jakby mi ktoś obuchem w głowę przywalił (serio!), po prostu popatrzyłam na Kamila i zdałam sobie sprawę, że takiego chłopaka w życiu nie spotkałam... ani nie spotkam... Szczery, miły, zabawny... No po prostu nie z tej ziemi! A można powiedzieć, że oprócz cech charakteru, to wyglądał jeszcze lepiej niż bosko... No dobra może przesadziłam, ale był baaaaardzo przystojny..... No i tak gadaliśmy i gadaliśmy (wszyscy) tzn. ja, Olka, Izka, Marcysia, Kamil, Nikoś, Adaś i Krzyś. Zaczęłam sobie zdawać sprawę, że coraz bardziej GO lubię... Potem tańczyliśmy poloneza (ja z Olą, żeby nie było!) no i... mogę z całą pewnością stwierdzić, że to była przelotna, ale moja miłość od pierwszego spojrzenia... Jak tak o tym myślę... To zdaję sobie sprawę, jaka ja byłam głupia zamiast poprosić go o nr komórki czy cokolwiek... Ale ja siedziałam cicho... Teraz żałuję. Ale może w moim życiu pojawi się ktoś inny? O Kamilu za często staram się nie myśleć. Ale myślę, że on też w pewnym sensie mnie jakoś tam zapamięta. Pewnie spytacie skąd to wiem albo ,,idiotka nadzieje sobie robi'', ale jeden fakt, a właściwie kilka słów podnosi mnie na duchu. Bowiem wierzcie czy nie... Gdy ,,bawiliśmy się'' wszyscy w zapamiętywanie imion czy każdy każdego pamięta, to on zapomniał jak się Ola i Adam nazywają, a moje imię pamiętał (Izę i całą resztę znał, bo to są jego kuzyni i kuzynki)!

Impreza u Julki

Jak wszyscy wiecie byłam dzisiaj i wczoraj u Julki na imprezce. Było zajegąbczaście! Na serio! Była Nicole (kuzynka Julki), Magda, ja, Julka i jeszcze Justysia Sz. (jak zawsze prały się z Madzią o byle co!). Po filmach trochę gadałyśmy i poszłyśmy się przebrać. No i potem jadłyśmy hamburgery (Julka pochłonęła moje mięsom niech Bóg jej to wynagrodzi w dzieciach. Popstrykałyśmy parę fotek. Później grałyśmy w rzeźnika, Magda raz się z Justysią zamieniła i miała do tortur pół talii. Chyba 3 razy zaczynałyśmy od początku, bo ona ruszała ręką. Było fajnie. Potem gadałyśmy, gadałyśmy i... gadałyśmy. Dowiedziałyśmy się kilku baaaaaardzo interesujących nowości! Tak za dwadzieścia dwunasta Magda zaczęła pożerać Tic Taci. Maniaczka!

Potem Nicole padła. Magda wryła się na moje łóżko. Poszłam do Julki i oglądałyśmy zdjęcia, super na nich powychodziła. Madzia miała do nas wąty, za to, że się do niej nie odzywałyśmy, ale ona spała, Justysia też padła :) Ja i Julka poszłyśmy spać (a raczej usiłowałyśmy zasnąć) od 4:45 czy coś koło tego. No i teraz przejdę do Nicole. Ona była po prostu świetna... Zasnęła, a potem nagle jak w transie zaczęła zapierniczać po niemiecku! Przez sen!

Historia 3 świrusek, czyli... mnie, Julki i Madzi!

Bedzie to historia naszej przyjaźni, jakby inaczej. Wszystko zaczęło się od Zielonej Szkoły. Pewnego dnia bawiłysmy sie w agentki (MAZS Mali Agenci Zielona Szkoła), nasza misja miala bardzo szlachetny cel. Pomimo tego, iż chodziłyśmy do dwóch rożnych klas (ja do 3B, a dziewczyny do 3A) to i tak nasza przyjaźń przetrwała. Naszym miejscem spotkań przeważnie były klasy i tosterek w kibelku u dziewczyn!

Było to na zalewie. Pojechałyśmy tam na tzw. wysepkę... Gadałyśmy o chłopakach, grałyśmy w siatę. Ja jak zwykle miałam baaaardzo inteligentny pomysł i powiesiłam bluzę na słupie. a potem nie umiałam jej zdjąć. Miałyśmy wielką ochotę wleźć na konia nad zalewem i na misia, który się okazał... świnią!

Moje urodziny - byłyśmy na spacerze, doszłyśmy do stadniny koni. Madzia dostała histerycznego śmiechu i zamiast oglądać śliczne koniki musiałyśmy uspokajać tego dzikuska! Na moich 13 urodzinach to robiłyśmy chrzest Petroneli (żabie) i Bolusiowi jeśli się nie mylę. To ślimak był, chrzest odbył się nad stawem, poza tym to gadałyśmy, podziwiałyśmy łabędzie i podpisałyśmy sie na ambonie. Boska zabawa!

Majówka

Dzisiaj byłam z Julka i Magda na zalewie. Robiłyśmy fotki, jadłyśmy ,,stare’’ lody, Madzia wylała na mnie i Julkę oranżadę. Sama chciała zjechać głową w dół do zalewu. Ja siedziałam na koniu. Nie wiem czy zdążyliście się dowiedzieć, ze nasza zwariowana przyjaciółka (Magda), zrobiła piłkę ze swetrów i grałyśmy w ,,króla’’ na betonowym boisku. Na horyzoncie nie było żadnych przystojniaków, wiec mogłyśmy wygłupiać się do woli! Potem te dwie wariatki się ze mnie śmiały, bo siedziałyśmy (a raczej opalałyśmy) się na wysepce no i zobaczyłam łabędzia. No, ale z przypływu radości oczywiście coś musiałam pokręcić i powiedziałam: ,,Bocian płynie!’’ A one się ryły jak wariatki! Co w tym śmiesznego… przecież się każdemu łabędź z bocianem może pomylić, nie? Jak jechałyśmy taka ścieżka w drogę powrotna to Madzia stwierdziła ze my jesteśmy jak Aniołki Charliego. Na co Julka dodała ze Aniołki, ale bez Charliego! Potem Magda rzuciła tekst w stylu ,,Ja jestem jasnym promykiem słońca w szare dni’’...

Pławniowice

Dzień pierwszy.

Jak wiadomo, wyjechaliśmy w czwartek o wczesnej godzinie. Jechaliśmy do Pławniowic około 30 min. W aucie było ok., nie za ciepło, nie za zimno. Dojechaliśmy, no i mama poszła wykupić miejsce na campingu. Początkowo miało być tak, że my stawiamy nasz namiot, a rodzice swój, ale tata zlitował się i mogliśmy iść od razu nad wodę. Oczywiście, po drodze zapomnieliśmy wziąć piłki, poszłam na plażę sama, ale miałam niestety problem, ponieważ nie wzięłam okularów i Olka (pomysłowa) stała na plaży i do mnie machała, a ja po jakiejś minucie się zorientowałam, że to ona. Przylazłam do namiotu, graliśmy w ,,makao’’ i jakieś inne gry. Większości (czyli mnie, Oli i Gabrysiowi) chciało się spać, ale Adasiowi zaś odstrzeliła szajba i się non stop śmiał. Po (chyba godzinie uciszania) zasnął. Tak minął pierwszy dzień :)

Dzień drugi.

Wstałam z bólem w szyi i karku, ale potem okazało się, że było to niegroźne. Po prostu śpiwór mi się trochę przekręcił i jakimś cudem spałam na samych karimatach. Zjadłam śniadanie, poszłam się myć i przebrać w kostium kąpielowy i ruszyliśmy na Małą Plażę, ale postanowiliśmy iść nie od ,,naszej strony’’ tylko od strony mola. I co? Okazało się, że słusznie poszliśmy tamtędy – mniej wodorostów, niższy poziom i cieplejsza woda. Tylko droga trochę dłuższa, ale co tam! Dłuuugo pływaliśmy (jakieś 3godz.), pograliśmy w piłkę, poopalaliśmy się. Opuszczały nas powoli siły, no ileż można tak pływać i pływać? Olka i mama opalały się wyczynowo, tata z nami pływał i nurkował, Adaś mnie wkurzał, a Gabryś ćwiczył swoją ,,strzałkę’’. Czyli jeden ze sposobów pływania. Wyjazd jak najbardziej udany!

Dzień trzeci.

Koło naszych namiotów rozłożyła się jakaś paczka przyjaciół (2 dziewczyny i 2 chłopaków). Z tego co wiem to mieli na imiona Ania, Leszek, Krzyś i Iza. Opowiadali straszne historie.

Dzień czwarty

Przy obiedzie było nieźle. Za nami siedziało przy stoliku 2 chłopaków z rodzina i jakaś laska w wieku Adama, który założył się ze mną, że wsiądzie do takiego helikoptera dla dzieci. Byliśmy jeszcze na plaży, zakopaliśmy Adasia w piasku, potem przyjechali rodzice Gabrysia i pojechaliśmy na zamek do Pławniowic, kopiłam sobie trochę pocztówek. Byliśmy na kawie, lodach (Kitkaty górą!) w takiej fajnej knajpce. Potem na zamek do Toszka, na wieżę i do Gabriela na herbatę.

TG i reszta

Dzisiaj byłam z Kserówkami i Madzią na TG. Łaziłyśmy po sklepach, gadałyśmy, `Barcelonę` odwiedziłyśmy, park na Wyspiańskiego, `Conieco` i mnóstwo sklepów. Alutka miała fazę i `U Chińczyka` chodziła z torebkami - styl Paris Hilton, po sklepie. Magda dała nam fajne smycze z RCHP :) Rozwaliła mi się torba, a Podlech pożyczył agrafek :) Dałyśmy pozdrowienia w `Conieco`. Kupiłyśmy przypinki, Alutka nawet o Fafule nie zapomniała, kupiła w zoologicznym psie chrupki w serduszka.

Kserówkowa nocowanka

Umówiłyśmy się pod Gim-Budą o 16. Najpierw byłam ja, potem Julka, Kserówki i Madzia. Pojechałyśmy daleko, ale w miłym towarzystwie, Madzie pędziły jak szalone. Dojechałyśmy, wypiłyśmy po szklance wody i Tymbarka, odpoczęłyśmy chwilkę i grałyśmy w siatę, potem dołączyła do nas Ania (siostra Magdy i Ali), zbierałyśmy się na pączki, no ale badminton zwyciężył. Zresztą każda chyba po tych km miała dość. Wcześniej jeszcze wybierałyśmy pizzę z Pizzerii `Batman`. Filmy, które obejrzałyśmy to: `Diabeł ubiera się u Prady`, `Hannibal`, `Demon: Historia prawdziwa`, `Droga bez powrotu`, `Czerwony Kapturek`.
Powiem tak. Pierwszy był ok, ale za powolna akcja, drugi fajny (ale trochę przegięli z policzkami), 3-ci niezły (dużo analizowania, momentami straszny), niestety Alutka – nasze domniemania się nie sprawdziły, 4-ty za te `potworki`oberwiecie!

O 6. rano grałyśmy w badmintona – w piżamach i początkowo bez kapci – najbardziej rzucała się w oczy Madzia P.! Czemu??? Ilu nieznanym osobom nastolatka mówi "Dzień dobry"? Albo "Hejka!" co w wykonaniu Alutki jest nie do przebicia!

Basen, plac zabaw, pogaduchy, burza

Od czego by zacząć?... Może od tego, że rano Olka wparzyła mi do pokoju i wydarła się, że ja w ogóle nie sprzątam? To chyba nie najlepszy początek, ale niestety prawdziwy. No, ale streszczając się – z Asią na basenie,spotkałyśmy dużo człowieków. Dalej... Asia, ja i plac zabaw. To się nazywa full wypas. Grałyśmy w paletki (ja na boso), huśtałyśmy się, i gadałyśmy do oporu. Rodzice trochę się złościli, bo pogoda była nie najlepsza, a ja miałam być o 20:00, jak przyjechałam było przed 21. Jak przyszłam do domu była burza. Powiedziałam, że to się więcej nie powtórzy i takie tam!

Nowe fotki, mnóstwo słodyczy, Olka z wyimaginowanym wyrostkiem!

Ok., zacznę od tego, że pogoda jest do bani, ale jakoś to przetrwam. W sobotę byliśmy całą rodziną u rodziców Gabriela na grillu, fajnie było. Jak w tytule - wczoraj i dzisiaj zjadłam tyle słodyczy, że starczy mi chyba na pół roku. Olkę wczoraj bolał brzuch i z jednej strony jej napuchł, mama powiedziała, że to chyba wyrostek, więc pojechali do TG do szpitala. Lekarz stwierdził, że to na pewno wyrostek, ale oni nie mogą operować osób poniżej 18. roku życia, no to musieli jechać do Chorzowa. Po dokładnych badaniach okazało się,że to wcale nie wyrostek robaczkowy tylko coś innego. I tym o to sposobem moja siostrzyczka mogła iść pod skalpel. I jak tu wierzyć lekarzom?! Adasia dzisiaj naszło na wymyślanie przezwisk i wyszło: Olka – Ymmy, Adaś – Jimmy, a ja – Gymmy.

Bijemy rekordy

Byłam na WF u chłopaków z Asią i Justysią W. Mieli na dworze. Chłopcy grali w siatkę plażową (totalny odpał), pani M. powiedziała im, że jak będą się przezywać, przeklinać to dostaną kapy. Odbyła się taka rozmowa:

-Ja pierniczę! (Filip)
-Filip masz jedynkę. (pani M.)
-Za co? (Fifi)
-Ty dobrze wiesz za co. (pani M.)
-Za ja pierniczę?! No nie, no. (Filip)

"Śpiewam i tańczę i jem... mandarynki"

Wczoraj była dyskoteka, na którą nie poszłam. Z tegoż powodu dostałam opieprz, od wielu osób, ale OBIECUJĘ na następną pójdę. Na belgijskim, w czwartek, Asia była obojniakiem, ja partnerką. Normalnie cud, miód i malina.
Na przystanku, wczoraj, Filip i Kuba machali różnym tirom. A w autobusie liczyli kto jest bardziej popularny, wyszło że Kuba. Filip miał 4 'odmachnięcia', a Kuba 8. Na apelu jak dyra gadała coś tam, że niektórzy robią sobie w kiblach - ''bar'', to Filip zaczął mi gadać jak to wygląda. Jednym słowem: niesmaczne.