Stukam sobie nieśmiało w klawisze, sprawdzam, co tam na świecie słychać. Zapełniam minuty oczekiwania. Muszę poprawić lakier na paznokciu, przykleił mi się tam jakiś paproch. Myślę o tym, czy wykupić karnet na basen, czy się w to nie bawić. Słucham muzyki, a wczoraj wieczorem tak intensywnie starałam się odegnać od siebie pewne myśli, że popsułam słuchawki (za głośno!) i ta nocna cisza zdawała się być przytłaczającą. Tak jest, gdy leżysz w łóżku, wszyscy w domu już śpią, pogrążeni w sennych marzeniach, a Ty przewracasz się z boku na bok, żeby tylko nie przymknąć powiek i nie mieć pewnych obrazów, twarzy przed oczami, nie słyszeć rozmów, głosów, dźwięków. Nigdy nie medytowałam, ani nie ćwiczyłam jogi, ale zawsze zastanawia mnie to, czy można tak naprawdę odlecieć.
Wsłuchać się w siebie,
stać się lżejszym od podmuchu wiatru, zniknąć...?
Wsłuchać się w siebie,
stać się lżejszym od podmuchu wiatru, zniknąć...?
Zrobiłam porządek w szafie, wyrzuciłam stertę ciuchów. Już nie łudzę się, że kiedyś jeszcze wejdę w mniejszy rozmiar. Skoro przez długi czas jakieś spodnie leżały na półce i jedynie niepotrzebnie zajmowały miejsce, to znak, że trzeba się ich pozbyć. Jak schudnę, kupię jakieś fajne, nowe, w nagrodę za wysiłek włożony w pracę nad sobą i własnym ciałem. A takie składowanie "przydasiów" na nic się nie zda.
Jeszcze nie czas na robienie podsumowań roku, ale już powolutku zbliżam się do tego, aby stworzyć Plan Idealny. Skupić się na pewnych sprawach, które są dla mnie ogromnie ważne, a chęci do nich zgubiłam gdzieś po drodze. Potrzebuję motoru napędzającego do działania, motywacji, silniejszej od wszystkiego i odrobiny zmian w filozofii życiowej.
Kopnie mnie ktoś w cztery litery, jak będzie trzeba?
Kopnie mnie ktoś w cztery litery, jak będzie trzeba?