Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli nieokiełznane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli nieokiełznane. Pokaż wszystkie posty

6 lutego 2014

Sleepless night.

Wcinam rurki z nadzieniem kakaowym i myślę intensywnie o wielu sprawach. Z głośnika tym razem pozytywne brzmienie reggae. Nie potrafię zasnąć, jak człowiek, o przyzwoitej godzinie, tylko siedzę po nocach i myśli krążą mi gdzieś tam po głowie. Okulary na nosie... Ciężko się przyzwyczaić, ale już nie chcę męczyć wieczorem oczu soczewkami. Przeglądam stare zdjęcia, wspominam i kombinuję, jak odzyskać zaufanie. Przeraża mnie myśl, że nawaliłam na całego. Nie cierpię niedomówień. Kiedy nie było tych cholernych telefonów, komputerów, itd., człowiek potrafił ruszyć te spłaszczone od siedzenia cztery litery i wyjść naprzeciw drugiego. Zabiegać, starać się, żeby porozmawiać, przeprosić. A teraz? Wszystko zwala się na te elektroniczne sprzęty. Ktoś nie odpisał, nie odebrał telefonu, to po co się starać i próbować jeszcze raz? Przecież ma na mnie wyje*ane. A skąd możesz wiedzieć, czy to prawda? 
Mętlik, mętlik, mętlik. 

Zostałam wczoraj pełnoprawną tutorką/wolontariuszką w programie "Akademia Przyszłości". Pierwsze spotkanie z chłopcem, z którym mam się widzieć przez  godzinkę raz w tygodniu, przebiegło chyba w miarę sprawnie i spokojnie. Muszę się przyzwyczaić do tego, że to ja pociągam za sznurki w tym duecie! Mam nadzieję, że razem osiągniemy niejeden sukces. Małymi krokami, cały czas do przodu. Pewnie za jakiś czas będę pisać o zwycięstwach i porażkach, zobaczymy jak to będzie, ile uda nam się osiągnąć i czy sprawdzę się w tej nowej roli.

Wypłynął temat wakacji i to skłoniło mnie do rozmyślania o tym, co dalej? Plan jest taki, że wybieramy się gdzieś, gdzie jest słońce, plaża, woda i nie robimy kompletnie nic, oprócz smażenia się całymi dniami i odpoczywania. Wiadomo, przede wszystkim muszę skupić się na tym, czy mnie będzie stać na taki wyjazd. Po drugie jest jeszcze kwestia pracy, szkoły, rekrutacji na studia, pracy po powrocie i tego programu, w który się zaangażowałam. Do rana jeszcze daleko, także jak mi się uda poukładać to wszystko w głowie, to już będzie jakiś powód do radości.

3 lutego 2014

Sztuczki psychologiczne wśród potoku myśli, słów i serca przepełnionego tęsknotą.

Podobno się zmieniłam. Na lepsze. Czy tak jest? Nie wiem, nie potrafię tego ocenić. Chciałabym znaleźć w sobie wytrwałość w dążeniu do spełnienia wszystkich marzeń, której ostatnio mi brakuje. W czwartek czeka mnie spotkanie, na które czekam niecierpliwe, aczkolwiek z nutką niepokoju. Mam nadzieję, że odnajdę w sobie wystarczająco dużo pokładów dobrej energii i pierwsze lody zostaną przełamane. Wskazówka zegara zbliża się do magicznej godziny drugiej. Słucham Lady Punka i "włóczę" się po sieci. Chłód na dworze wyczynia straszne rzeczy z moimi dłońmi. Muszę kupić jakiś porządny krem do rąk, bo nie cierpię tej szorstkości. Miałam zamiar wstać rano i pozałatwiać kilka spraw na mieście, ale słabo widzę tę pobudkę. Zostawię to na środę. 

Podobno mózg człowieka można w miarę łatwo oszukać. Chodzi mi o pozytywne wykorzystanie tego aspektu. Zamiast ciągłego używania słowa "nie", można formułować zdania tak, abyśmy nie odebrali tego negatywnie i udało nam się dostosować do danej prośby, do wykonania jakiegoś konkretnego zadania bez poczucia obowiązku czy wręcz przymusu, czy to wewnętrznego, czy zewnętrznego. Wiem, że wielu ludzi uważa, że te wszystkie gierki psychologiczne to jedna wielka bujda, ale ja lubię sprawdzać niektóre z nich w praktyce. Słowa mają ogromną moc, taka jest prawda. Warto o tym pamiętać, zanim wyrządzi się drugiemu człowiekowi krzywdę, mówiąc coś, co sprawi przykrość. 

Powinnam w końcu ogarnąć bałagan w pokoju. Kupić korektor pod oczy. Wyczyścić umorusane buty. Dążyć do małych sukcesów i powoli zbliżać się do tego jednego, konkretnego, wymarzonego. 
Czuję w kościach, że zbliża się wiosna. Dwa udane spacery w promieniach słońca. 

I świadomość, że ktoś jest obok. 

Do Walentynek zostało mało czasu, jeszcze nie mam w głowie konkretnego planu, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Moje pierwsze święto zakochanych, jestem podekscytowana jak przedszkolak, ale co tam! Kto mi zabroni? W końcu 14 lutego nie będzie dla mnie kolejnym, zwykłym dniem i pomimo tego, że każda spędzona z Nim chwila jest magiczna, to naprawdę się cieszę, że podaruję kartkę komuś, kto tak wiele dla mnie znaczy.

26 stycznia 2014

"I tylko w Twoje oczy spojrzę..." - próby ogarnięcia tego, co nieuniknione.

Marznę, chociaż wiem, że będzie warto. Opycham się słodyczami, chociaż wiem, że za chwilkę tego pożałuję. Jestem przewrażliwiona, chociaż zdaję sobie sprawę, że z tymi demonami nie mam siły już walczyć. Rozprasza mnie wiele rzeczy, myśli, słów, gestów. Czekam aż dwa kochane Potwory wrócą z Krainy Wiecznej Miłości. Słucham muzyki i myślę o tym, że dzień po dniu uczę się czegoś nowego. Dzisiaj miły ktoś pomógł mi rozpracować tajniki obsługi pralki. Nie obyło się bez zawału serca, gdy wyskoczył "error", ale sytuacja opanowana, kurtka wyprana, pralka cała i wszyscy szczęśliwi.

Próbuję odnaleźć się w plątaninie ścieżek i wskazówek. Intensywnie myślę o tym, że za kilka miesięcy będę musiała w końcu wybrać, określić się konkretnie, co chcę w życiu robić. Zegar nieubłaganie tyka, a ja mam wrażenie, że nie mam planu na życie. Priorytety odrobinę się pozmieniały. W moim sercu zamieszkał ktoś, bez kogo nie wyobrażam sobie życia. Teraz już jest mniej miejsca na "ja", więcej na "my". Staram się to ogarnąć i znaleźć słuszne rozwiązanie. Prawda jest taka, że wielkiego wpływu na swoje wybory nie mam, bo nie wiem, czy ten rok wystawi mnie na próbę i dostanę się na sinologię, a tym samym czekają mnie ogromne zmiany w życiu, czy znów się okaże, że jednak mnie tam nie chcą. Dlatego konkretne wyjście awaryjne przyda się jak najbardziej.

Podoba mi się to, że ostatnimi czasy mniej myślę, a więcej robię. Dużo małych kroczków i cały czas do przodu. Oby jak najdłużej i oby jak najdalej! ;)

17 września 2013

"So take a deep breath!"

Nigdy nie byłam mistrzem podejmowania dobrych decyzji. Dzisiaj czeka mnie ważna rozmowa i nadal nie wiem, czy to, co chcę zrobić jest adekwatne do tego rodzaju zmian, które chcę osiągnąć. Żołądek kurczy się niemiłosiernie, w głowie więcej myśli niż mogłabym sobie wyobrazić. Próbuję wcisnąć w siebie trochę owsianki, ale opornie mi idzie. Znalazłam złoty środek czy chcę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu? Mam nadzieję, że będzie dobrze, musi być. Boję się, że pochopnie podejmuję decyzję, ale w razie czego mogę przecież odmówić, tak? Zrezygnować. Nie mogę trzymać się jak rzep psiego ogona jednej sprawy i wmawiać sobie i innym, że tak jest dobrze, nikt mnie do niczego nie zmuszał. Oprócz siebie samej. Czyżbym zamieniła się w jakiegoś filozofa od siedmiu boleści? Całą drogę będę teraz kombinować jak ubrać myśli w słowa, a pewnie i tak palnę coś, jak to mam w zwyczaju. Nie mogę podchodzić do tego, aż tak emocjonalnie. To tylko rozmowa. Czysta formalność. Rozmowa... Jak ja nie lubię rozmawiać. Wolę słuchać. To jedna z tych umiejętności, które wychodzą mi najlepiej. 

Muszę oddać książki do biblioteki, bo znowu jestem po terminie... Dzisiaj znowu wygrało lenistwo, z tysiąca rzeczy do załatwienia skupiłam się na jednej - śnie. Pada, wieje, szaro, buro i ponuro, ale to nic. Dopiero 9:09 na zegarku, czas zaprzątnąć głowę czymś innym, zanim będę musiała przeprowadzić tę Rozmowę.

Dzisiaj będzie dobry dzień.

31 sierpnia 2013

''Life's a game made for everyone." (Wake me up)

Stukam sobie nieśmiało w klawisze, sprawdzam, co tam na świecie słychać. Zapełniam minuty oczekiwania. Muszę poprawić lakier na paznokciu, przykleił mi się tam jakiś paproch. Myślę o tym, czy wykupić karnet na basen, czy się w to nie bawić. Słucham muzyki, a wczoraj wieczorem tak intensywnie starałam się odegnać od siebie pewne myśli, że popsułam słuchawki (za głośno!) i ta nocna cisza zdawała się być  przytłaczającą. Tak jest, gdy leżysz w łóżku, wszyscy w domu już śpią, pogrążeni w sennych marzeniach, a Ty przewracasz się z boku na bok, żeby tylko nie przymknąć powiek i nie mieć pewnych obrazów, twarzy przed oczami, nie słyszeć rozmów, głosów, dźwięków. Nigdy nie medytowałam, ani nie ćwiczyłam jogi, ale zawsze zastanawia mnie to, czy można tak naprawdę odlecieć. 

Wsłuchać się w siebie, 
stać się lżejszym od podmuchu wiatru, zniknąć...? 

Zrobiłam porządek w szafie, wyrzuciłam stertę ciuchów. Już nie łudzę się, że kiedyś jeszcze wejdę w mniejszy rozmiar. Skoro przez długi czas jakieś spodnie leżały na półce i jedynie niepotrzebnie zajmowały miejsce, to znak, że trzeba się ich pozbyć. Jak schudnę, kupię jakieś fajne, nowe, w nagrodę za wysiłek włożony w pracę nad sobą i własnym ciałem. A takie składowanie "przydasiów" na nic się nie zda.

Jeszcze nie czas na robienie podsumowań roku, ale już powolutku zbliżam się do tego, aby stworzyć Plan Idealny. Skupić się na pewnych sprawach, które są dla mnie ogromnie ważne, a chęci do nich zgubiłam gdzieś po drodze. Potrzebuję motoru napędzającego do działania, motywacji, silniejszej od wszystkiego i odrobiny zmian w filozofii życiowej. 

Kopnie mnie ktoś w cztery litery, jak będzie trzeba?

12 czerwca 2013

Majowy sukces i o porażkach ani słowa.

Właśnie przeczytałam sobie komentarz M. pod moim ostatnim postem i przypomniało mi się, że teraz wszędzie o pornografii słyszę. W gazecie o tym, że kobiety zaczynają uznawać to za przejaw sztuki, koleżanka skacząc po kanałach odkryła program o kulisach kręcenia porno. Czyżby pornografia stała się teraz modna? 
Wiecie coś na ten temat, może jestem do tyłu z trendami 2013?;) 
Już nawet nie pamiętam, kiedy tutaj ostatnio zajrzałam. O Waszych wpisach nie wspominając... Wstyd i hańba. Zagubiłam się gdzieś pomiędzy. Gdybym na wykresie miała zaznaczyć poziom swoich pozytywnych i negatywnych uczuć, moja linia byłaby zbliżona do tej, którą mogłaby namalować kobieta w ciąży. Huśtawka nastrojów niezła, naprawdę. O przykrych rzeczach pisać nie chcę, zaśmiecać myśli głupotami tym bardziej. Czekam niecierpliwie na wyniki matury, rejestruję się na uczelnie i staram się optymistycznie nastawić do tego wszystkiego. A jeśli się nie uda? Plan B, nad którym powinnam posiedzieć i porozmyślać, jeszcze w głowie nie rozkwitł, liczę na jakieś wskazówki. Możliwości jest kilka, ale potrzebne mi do tego pieniądze i dość spora dawka odwagi. A tymczasem... dołączyłam do szczęśliwców i mogę już legalnie szusować autkiem po polskich drogach! Jednak maj to mój miesiąc na spełnianie marzeń. 
Oprócz tego stałam się zagorzałą fanką piłki nożnej. Taa, też w to nie wierzę. A było to tak, że po jednym meczu nawet mi się spodobało i teraz zamiast siedzieć w domu i zajmować się czymkolwiek, jeżdżę wszędzie tam, gdzie grają. I nie zaprzeczę, jeśli zapytacie, czy czyjeś urocze spojrzenie mnie zauroczyło. ;) Standardowo nie wierzę, że cokolwiek z tego wyjdzie, ale wyobraźnia działa i chociażbym miała pozostać tylko w Krainie Marzeń i Snów, nikt mi tego nie odbierze.
Dopadło mnie jakieś choróbsko, a miałam zamiar zacząć serię z moich "sportowych" postępów. Z racji tego, że rozpoczęłam dwudziesty rok życia, a kondycyjnie czuję się jak stulatka, choć pewnie i ona miałaby więcej werwy i ochoty do biegania niż ja, postanowiłam, że to wstyd i już nawet nie po to, żeby wyglądać jak Seks-Bestia, ale dla własnego zdrowia i zmuszenia organizmu do jakiejkolwiek pracy nad sobą, zarządziłam ruch co drugi dzień (na początek). Nawet dobrze mi szło, dopóki nie przyszła Pani Grypa. Tabletki i stos chusteczek higienicznych to moja deska ratunkowa w ostatnich dniach. 

Dziś wolne od pracy, więc korzystam i idę zajrzeć do Was, a potem utonąć w objęciach Morfeusza, o ile przestaną wiercić za ścianą... Lato to czas remontów w moim sąsiedztwie, aż mnie kusi, żeby też odświeżyć swoje cztery kąty.

24 kwietnia 2013

Kalejdoskop uczuć.

Nadal więcej upadków niż wzlotów u mnie. Powinnam była cieszyć się szczęściem, które miałam, a zawsze kiwałam tylko na to lekko ręką. Tak jak było, być przecież powinno, inna myśl do głowy nie przychodziła. Jednak... jedziemy cały czas do przodu. Próbuję przełączyć się na tryb: zapominam o przeszłości, żyję teraźniejszością. Staram się. Zawsze myślałam, że jestem człowiekiem czynu, akcji, a tu kiszka. Zmieniam się, jeszcze bardziej poważnieję. Straszne to, naprawdę. Szaleństwa, trochę pogody ducha mi trzeba. Jak tak dalej pójdzie, to zostanę starą, zgorzkniałą panną, której wiecznie źle i wiecznie pod górkę. Czas poszerzyć horyzonty, znaleźć inne perspektywy, alternatywy. Nie mogę liczyć ciągle na jeden plan, trzeba mieć jakieś awaryjne w zanadrzu. Realne awaryjne, a nie takie, które niby są, a których tak naprawdę nie ma. Wiecie o co chodzi? Jedyne czego mi potrzeba, to znowu uwierzyć, że chcieć znaczy móc.

Macie dla mnie jakieś złote rady odnośnie egzaminu na prawo jazdy? Nie radzę sobie ze stresem, a wypadałoby to w końcu zdać. W maju moje ostatnie podejście*, także potrzeba mi dużo siły, wsparcia i wskazówek.

Takie "rozkminy" ostatnio mi tutaj powstają, że głowa boli.
Pomimo dziwnego akcentu dzisiejszego wpisu dużo słońca i uśmiechu życzę!

*kończy mi się ważność "starej teorii" i jeśli tym razem nie zdam, to daruję sobie to całe prawko.

31 października 2012

Dobry i zły klient 2

Czasem było też zabawnie. Starszy Pan przyszedł z wnuczkiem na zakupy, deszczowy dzień, chyba chcieli ukryć się przed ulewą. Kłaniają mi się pięknie, ja rosnę w piórka, że nadal na świecie żyją tacy dżentelmeni, co to i kapelusza potrafią uchylić. Mały blondynek biega w tę i z powrotem, co chwilę pyta: "A co to?". W pewnym momencie zaczyna coś trajkotać ucieszony. "Dziadku, dziadku puściłem bąka, puściłem bąka!". I tak w kółko. Dziadek chyba miał kłopoty ze słuchem, bo dopiero po jakimś czasie się zorientował, co też mały blondynek podśpiewuje. Nie zapomnę do końca życia, tego przepraszającego wzroku i "Co ty tam opowiadasz, Adasiu... Chodź, bo nas Pani zaraz wyrzuci ze sklepu.". ;) Mały psotnik przynajmniej szczery! Najbardziej chyba w szoku byłam nie samym incydentem, ale radością blond bestii. Chłopczyk naprawdę był wniebowzięty... ;)

A czasem miałam wrażenie, że w XXI wieku dzieci nie zdają sobie za bardzo sprawy z zagrożeń, które na nie czyhają. Pani w zaawansowanej ciąży robi zakupy, przygląda się półce z kremami na rozstępy (już mam ochotę podejść i powiedzieć, żeby w aptece szukała kremu Fissan, bo jedyny skuteczny), wpada do sklepu mały chłopiec z jakimiś ciastkami. "Skąd to masz?" - pyta mama. "Jakiś pan na ulicy mi dał...". "Czyś ty zwariował, co ja ci mówiłam o braniu jedzenia od obcych?!" - widać, że ciśnienie przekracza normę. Błagam Boga, żeby mi tu ta Pani zaraz rodzić nie zaczęła. "No... ja właśnie zapomniałem, mamo. Ale Patryk też wziął!". Tak, najlepiej papugować po Patryku... Na miejscu tej mamy chyba bym z miejsca w tyłek dała...

***
A tak poza tymi moimi wspomnieniami... Co u Was? Cierpię na niedosyt świata blogowego. Chętnie bym wpadła poczytać, co tam w trawie piszczy, pozachwycać duszę przemyśleniami, posuszyć zęby do monitora, ale mnie życie pochłania... W głowie tysiące pomysłów i palce aż się rwą do klawiatury, ale komputer musiał pójść w odstawkę. Priorytety, moi mili, priorytety zawładnęły moim światem! Mówcie tak po prostu, co tam słychać w wielkim świecie, po drugiej stronie kabla? ;) 

15 maja 2012

Das ist leichter gesagt als getan.

Korzystam z chwili, kiedy nie wisi nade mną żadna hiena żądna dostępu do Internetu i nie dyszy mi zapalczywie w kark, żebym już zeszła jej z komputera. Mój mózg świruje od dwóch dni. Jutro nadejdzie moment prawy... Matura z rozszerzonego j. niemieckiego coraz bardziej mnie przeraża. Nie przyłożyłam się do nauki, tak jak należało i zarywam noce, żeby chociaż spróbować nadgonić(ekhem...) 9 lat nauki. Nie ma lekko! Nie wiem sama, jaki obrać plan, czy skupić się jedynie na tym, żeby to dziadostwo zdać, czy jednak włączyć twórcze myślenie i nadal wierzyć, że mnie chociaż wezmę pod uwagę przy wyborze kandydatów na studia...? Pewnie i tak skupię się na drugiej opcji, za bardzo mi zależy! ;) Ale sobie pluję w twarz osobiście, że tyle dni zmarnowałam na błogim nieróbstwie. Wiem, że za rok mam szansę podejść do wszystkiego bardziej profesjonalnie, ale rok stracony i mi się jakieś małolaty wcisną w szereg... Podejmować się jakichkolwiek studiów nie chcę. Może to i dobrze, że mnie lekki stres motywuje? Może moje flow się podniesie jutro o 14:00? Oby, oby! Jak dotąd NIC mnie nie ruszyło. Nie mówię "hop", bo jeszcze ustny angielski, no ale z praktyki wiem, że im człowiek spokojniejszy, tym mu się to mniej opłaca. Je... desto - tak nawiasem! ;) Najgorsze jest to, że moja Rodzina naprawdę głęboko wierzy w to, że już w tym roku wyruszę w siną dal i będę walczyć ze studyjnym Potworem. Zielonego pojęcia nie mam, czy tak się tworzy przymiotnik od studiów. To nie jest tak, że ja nie wierzę, ale - bądźmy szczerzy - znam realia i nikt inny, lecz właśnie ja siedzę w salach i wylewam z siebie siódme poty, żeby "jakoś to było". Najbardziej mnie wkurza myśl, że mogłam jednak dopisać kilka przedmiotów. Och, Deklaracjo Maturalna, czemu termin Twojego złożenia tak przerażająco krótki się okazał?! Więcej przedmiotów, więcej możliwości. A tak, jeden cholerny upragniony cel. Marzenia się spełniają, ale trzeba im trochę czasu poświęcić.