Marznę, chociaż wiem, że będzie warto. Opycham się słodyczami, chociaż wiem, że za chwilkę tego pożałuję. Jestem przewrażliwiona, chociaż zdaję sobie sprawę, że z tymi demonami nie mam siły już walczyć. Rozprasza mnie wiele rzeczy, myśli, słów, gestów. Czekam aż dwa kochane Potwory wrócą z Krainy Wiecznej Miłości. Słucham muzyki i myślę o tym, że dzień po dniu uczę się czegoś nowego. Dzisiaj miły ktoś pomógł mi rozpracować tajniki obsługi pralki. Nie obyło się bez zawału serca, gdy wyskoczył "error", ale sytuacja opanowana, kurtka wyprana, pralka cała i wszyscy szczęśliwi.
Próbuję odnaleźć się w plątaninie ścieżek i wskazówek. Intensywnie myślę o tym, że za kilka miesięcy będę musiała w końcu wybrać, określić się konkretnie, co chcę w życiu robić. Zegar nieubłaganie tyka, a ja mam wrażenie, że nie mam planu na życie. Priorytety odrobinę się pozmieniały. W moim sercu zamieszkał ktoś, bez kogo nie wyobrażam sobie życia. Teraz już jest mniej miejsca na "ja", więcej na "my". Staram się to ogarnąć i znaleźć słuszne rozwiązanie. Prawda jest taka, że wielkiego wpływu na swoje wybory nie mam, bo nie wiem, czy ten rok wystawi mnie na próbę i dostanę się na sinologię, a tym samym czekają mnie ogromne zmiany w życiu, czy znów się okaże, że jednak mnie tam nie chcą. Dlatego konkretne wyjście awaryjne przyda się jak najbardziej.
Podoba mi się to, że ostatnimi czasy mniej myślę, a więcej robię. Dużo małych kroczków i cały czas do przodu. Oby jak najdłużej i oby jak najdalej! ;)