15 maja 2012

Das ist leichter gesagt als getan.

Korzystam z chwili, kiedy nie wisi nade mną żadna hiena żądna dostępu do Internetu i nie dyszy mi zapalczywie w kark, żebym już zeszła jej z komputera. Mój mózg świruje od dwóch dni. Jutro nadejdzie moment prawy... Matura z rozszerzonego j. niemieckiego coraz bardziej mnie przeraża. Nie przyłożyłam się do nauki, tak jak należało i zarywam noce, żeby chociaż spróbować nadgonić(ekhem...) 9 lat nauki. Nie ma lekko! Nie wiem sama, jaki obrać plan, czy skupić się jedynie na tym, żeby to dziadostwo zdać, czy jednak włączyć twórcze myślenie i nadal wierzyć, że mnie chociaż wezmę pod uwagę przy wyborze kandydatów na studia...? Pewnie i tak skupię się na drugiej opcji, za bardzo mi zależy! ;) Ale sobie pluję w twarz osobiście, że tyle dni zmarnowałam na błogim nieróbstwie. Wiem, że za rok mam szansę podejść do wszystkiego bardziej profesjonalnie, ale rok stracony i mi się jakieś małolaty wcisną w szereg... Podejmować się jakichkolwiek studiów nie chcę. Może to i dobrze, że mnie lekki stres motywuje? Może moje flow się podniesie jutro o 14:00? Oby, oby! Jak dotąd NIC mnie nie ruszyło. Nie mówię "hop", bo jeszcze ustny angielski, no ale z praktyki wiem, że im człowiek spokojniejszy, tym mu się to mniej opłaca. Je... desto - tak nawiasem! ;) Najgorsze jest to, że moja Rodzina naprawdę głęboko wierzy w to, że już w tym roku wyruszę w siną dal i będę walczyć ze studyjnym Potworem. Zielonego pojęcia nie mam, czy tak się tworzy przymiotnik od studiów. To nie jest tak, że ja nie wierzę, ale - bądźmy szczerzy - znam realia i nikt inny, lecz właśnie ja siedzę w salach i wylewam z siebie siódme poty, żeby "jakoś to było". Najbardziej mnie wkurza myśl, że mogłam jednak dopisać kilka przedmiotów. Och, Deklaracjo Maturalna, czemu termin Twojego złożenia tak przerażająco krótki się okazał?! Więcej przedmiotów, więcej możliwości. A tak, jeden cholerny upragniony cel. Marzenia się spełniają, ale trzeba im trochę czasu poświęcić.

5 komentarzy:

  1. Rozszerzony niemiecki? Mein Gott! Dla mnie zawsze był to najbardziej znienawidzony język świata, a co za tym idzie, nie mogłam pojąć, że ktoś uczy się go z własnej nieprzymuszonej woli :P
    Justynko... myślę, że przesadzasz z tym biadoleniem i podoknie jak Twa rodzina wierzę, że będzie dobrze :*

    Z Em nie jestem na tyle blisko, żeby cokolwiek podpatrzeć, ale postaram się, bo... możesz mieć rację :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty się rozpisałaś, a ja powiem krótko: jakakolwiek sytuacja by nie była, czasu nie cofniesz. Pozostaje Ci podejść do jutrzejszego egzaminu pozytywnie, obowiązkowo z podniesioną głową i taką wiarą, jaką wszyscy pokładają w Tobie!

    Kciuki zacisnę najmocniej jak się da :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mów już o maturze, bo to już wszystkie soki życiowe (haha ;D) ze mnie wyciągnęło :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystko na pewno poszło bardzo dobrze. Trzymam kciuki za dobre wyniki! :)

    OdpowiedzUsuń