Jeden z moich projektów wakacyjnych dotyczył tego, aby powrócić na chwil kilka do zatrzymywania mojej codzienności w formie migawek, zdjęć. Miałam ambitny plan, żeby zgapić odrobinę od Magicznego Domku i zamieścić chociaż jeden post, który przedstawiałby dzień z mojego życia.
Ot tak, dla uatrakcyjnienia nudy. Wstałam dzisiaj z pozytywnym nastawieniem, zapobiegawczo włączyłam wczoraj wieczorem ładowarkę z bateriami, żeby aparat kolejnego dnia śmigał jak zaczarowany. Całą noc się to ustrojstwo ładowało, a rano...
Pierwsza próba sfotografowania śniadania spełzła na niczym. Na wyświetlaczu pojawia się uparcie napis "Baterie wyczerpane.". Jestem trochę zawiedziona, bo miałam zamiar pstryknąć kilka naprawdę fajnych ujęć. Najgorsze jest to, że wczoraj wszystko pięknie działało, a dzisiaj jak na złość! Mam nadzieję, że chociaż Wasz poniedziałek udany. Mój, pomimo tego porannego incydentu nie jest wcale najgorszy, odpoczywam sobie, wcinam naleśniki... Jakoś leci. Chciałabym, żeby ten dzień trwał troszkę dłużej. Jutro muszę włączyć akumulatory mocy i... do pracy Rodacy! ;) Znowu się łapię na tym, że czas płynie zadziwiająco szybko, gdy jestem w domu, a powolutku się ciągnie, gdy odliczam niecierpliwie minuty do końca zmiany.
Wnioski na dziś? Wszelkie urządzenia podłączane do kontaktu to zło! ;)
W ogóle złośliwość rzeczy martwych bywa niepojęta :P
OdpowiedzUsuńOstatnio laptop spłatał mi podobnego psikusa - kupiliśmy, wracamy do domu, zadowolona podłączam do prądu... Czarny ekran. Mija godzina, później jeszcze pół dnia, resetuję, cuduję, a tu wiecznie ten czarny ekran i tylko jedna migająca kreska. Żadnego "przygotuj się do pierwszego uruchomienia systemu".
OdpowiedzUsuńNastępnego dnia w sklepie włączył się za pierwszym razem...
...a po powrocie znów w niczym nie chciał mnie słuchać. Teraz jakoś poskromiłam złośliwca i nawet się dogadujemy ;).
Złośliwość rzeczy martwych ;)
OdpowiedzUsuń