13 lipca 2012

Rok w plecy.

Nie dostałam się.

Chociaż doskonale wiedziałam, że mam bardzo małe szanse to i tak przykro. Stracę rok czy go zyskam? Zobaczymy. Ode mnie teraz wszystko zależy. Po wczorajszym dniu Kamiennej Twarzy, w głowie kiełkują mi pomysły. No nic, trzeba się zebrać i je realizować, a nie rozpaczać nad rozlanym mlekiem. W głębi serca naprawdę wierzyłam, że ta szczęśliwa gwiazda, która zawsze jakoś nade mną czuwa... i tym razem mi pomoże. Muszę się jakoś porządnie zorganizować, żeby tym razem poszło dobrze.

8 komentarzy:

  1. Wiem jak to boli, oj wiem... dlatego przytulam Cię najmocniej, życząc wytrwałości. Skoro ja dałam radę, tak samo będzie z Tobą :*

    Wstyd się przyznać, ale repetytorium poszło już na makulaturę. Wiem tylko, że wyszło spod wydawnictwa McMillan, które ogólnie jest świetne. Szukaj czegoś spod ich szyldu, a na pewno będziesz zadowolona. O geografii nie mam niestety bladego pojęcia.

    Czułości już były, więc teraz masz ode mnie solidnego kopa :D Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie rok w plecy, a wykorzystaj ten rok!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zrzednie Ci mina, jak Ci powiem, że te kurczaki na rosół mają być :( Nadal się z matką kłócę, żeby je tak hodowała... dla jaj ;D Na pewno będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To może poszukaj jakiejś fajnej pracy, w której będziesz się rozwijała?

    OdpowiedzUsuń
  6. Staraj się, nie trać nadziei, lecz jeśli nie wyjdzie ucz się na błędach. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń