12 czerwca 2013

Majowy sukces i o porażkach ani słowa.

Właśnie przeczytałam sobie komentarz M. pod moim ostatnim postem i przypomniało mi się, że teraz wszędzie o pornografii słyszę. W gazecie o tym, że kobiety zaczynają uznawać to za przejaw sztuki, koleżanka skacząc po kanałach odkryła program o kulisach kręcenia porno. Czyżby pornografia stała się teraz modna? 
Wiecie coś na ten temat, może jestem do tyłu z trendami 2013?;) 
Już nawet nie pamiętam, kiedy tutaj ostatnio zajrzałam. O Waszych wpisach nie wspominając... Wstyd i hańba. Zagubiłam się gdzieś pomiędzy. Gdybym na wykresie miała zaznaczyć poziom swoich pozytywnych i negatywnych uczuć, moja linia byłaby zbliżona do tej, którą mogłaby namalować kobieta w ciąży. Huśtawka nastrojów niezła, naprawdę. O przykrych rzeczach pisać nie chcę, zaśmiecać myśli głupotami tym bardziej. Czekam niecierpliwie na wyniki matury, rejestruję się na uczelnie i staram się optymistycznie nastawić do tego wszystkiego. A jeśli się nie uda? Plan B, nad którym powinnam posiedzieć i porozmyślać, jeszcze w głowie nie rozkwitł, liczę na jakieś wskazówki. Możliwości jest kilka, ale potrzebne mi do tego pieniądze i dość spora dawka odwagi. A tymczasem... dołączyłam do szczęśliwców i mogę już legalnie szusować autkiem po polskich drogach! Jednak maj to mój miesiąc na spełnianie marzeń. 
Oprócz tego stałam się zagorzałą fanką piłki nożnej. Taa, też w to nie wierzę. A było to tak, że po jednym meczu nawet mi się spodobało i teraz zamiast siedzieć w domu i zajmować się czymkolwiek, jeżdżę wszędzie tam, gdzie grają. I nie zaprzeczę, jeśli zapytacie, czy czyjeś urocze spojrzenie mnie zauroczyło. ;) Standardowo nie wierzę, że cokolwiek z tego wyjdzie, ale wyobraźnia działa i chociażbym miała pozostać tylko w Krainie Marzeń i Snów, nikt mi tego nie odbierze.
Dopadło mnie jakieś choróbsko, a miałam zamiar zacząć serię z moich "sportowych" postępów. Z racji tego, że rozpoczęłam dwudziesty rok życia, a kondycyjnie czuję się jak stulatka, choć pewnie i ona miałaby więcej werwy i ochoty do biegania niż ja, postanowiłam, że to wstyd i już nawet nie po to, żeby wyglądać jak Seks-Bestia, ale dla własnego zdrowia i zmuszenia organizmu do jakiejkolwiek pracy nad sobą, zarządziłam ruch co drugi dzień (na początek). Nawet dobrze mi szło, dopóki nie przyszła Pani Grypa. Tabletki i stos chusteczek higienicznych to moja deska ratunkowa w ostatnich dniach. 

Dziś wolne od pracy, więc korzystam i idę zajrzeć do Was, a potem utonąć w objęciach Morfeusza, o ile przestaną wiercić za ścianą... Lato to czas remontów w moim sąsiedztwie, aż mnie kusi, żeby też odświeżyć swoje cztery kąty.

5 komentarzy:

  1. Witaj z powrotem! Przede wszystkim - gratuluję zdania prawka :).
    W piłkę nożną wkręciłam się tak w zeszłym roku, "trzymało mnie" parę miesięcy, ale w tym roku nie obejrzałam ani jednego meczu. Kto wie, może i Twoje spojrzenie kogoś tam zauroczyło? Zwłaszcza, jeśli traficie na siebie więcej niż jeden raz ^^.
    Dobrze pamiętam, że Twoim planem A była/jest japonistyka? Oby tegoroczne wyniki Ci na nią pozwoliły :). Wskazówek odnośnie planu B Ci niestety nie dam, a już na pewnie nie jakichś konkretnych, bo sama jestem w kropce. Myślałaś o jakiejś innej filologii, czy może ciągnie Cię w jakimś innym, niekoniecznie "humanistycznym" kierunku?

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielkie gratulacje!
    Jak tak Cię czytam, to aż mi wstyd za siebie sprzed dwóch lat. Czekając na wyniki, płakałam i histeryzowałam, a plan awaryjny jawił się jako coś potwornego... W związku z powyższym nie będę się wymądrzać, ale kciuki zacisnę najmocniej.
    Spojrzenie :) Też na nie zwracam zwykle uwagę, więc wiem jak potrafi zawrócić w głowie. Niechaj do marzeń dołączy nadzieja, a powiadam, że będzie cudnie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No wiesz... w końcu z każdej strony bombardują nas fotografie roznegliżowanych pań i panów. Teraz to chleb powszedni... można powiedzieć, że otoczka TABU umknęła hen daleko! Życzę powodzenia, abyś się dostała na wymarzoną uczelnię. Jej, do piłki nożnej chyba nic by mnie nie przekonało.

    Znam ten ból. Kiedyś tam, zapytana przez obcokrajowca o to, jak dojść gdzieś tam, zdobyłam się jedynie na powiedzenie (po angielsku!), że nie znam angielskiego ;|

    OdpowiedzUsuń
  4. To smutne, że zabijamy całą tę magię intymności :(

    To się nazywa opóźniony zapłon ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie kojarzyło mi się, że "znaczki", tylko nie pamiętałam które ;). Mnie językowo ciągnie do zupełnie innych rejonów... Gdybym miała wybierać coś bardziej orientalnego to pewnie padłoby na arabistykę. No ale wyszło jak wyszło, najbardziej ciągnie mnie w kierunku ojczystego... Plan B już wspominałam, natomiast na plan C sama nie wiem kiedy wskoczyła romanistyka. Jakoś tak... zatęskniłam za tym językiem, teraz się wyleguję z serialami z francuskim dubbingiem. Nie wiem, czy nie przemianuję go na plan C, bo jednak ciągnie mnie bardziej do języków "prawdziwych", nie tych informatycznych ;). Z kolejną relacją zwlekałam, bo najpierw musiałam nabrać do tego wszystkiego dystansu.. to znaczy próbowałam, wyszło jak wyszło, nadal parę rzeczy sobie wypominam ;). Powinnam ją dzisiaj wystukać, w końcu kiedyś trzeba, tym bardziej, że do wyników coraz bliżej. Co do Twojego planu B... zdążysz go jeszcze wykombinować po otrzymaniu wyników. Albo okaże się, że w ogóle nie będziesz musiała, bo poszło rewelacyjnie.
    Mam nadzieję, że również po odebraniu prawka będzie Ci równie dobrze za kółkiem!

    OdpowiedzUsuń