Nigdy nie byłam mistrzem podejmowania dobrych decyzji. Dzisiaj czeka mnie ważna rozmowa i nadal nie wiem, czy to, co chcę zrobić jest adekwatne do tego rodzaju zmian, które chcę osiągnąć. Żołądek kurczy się niemiłosiernie, w głowie więcej myśli niż mogłabym sobie wyobrazić. Próbuję wcisnąć w siebie trochę owsianki, ale opornie mi idzie. Znalazłam złoty środek czy chcę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu? Mam nadzieję, że będzie dobrze, musi być. Boję się, że pochopnie podejmuję decyzję, ale w razie czego mogę przecież odmówić, tak? Zrezygnować. Nie mogę trzymać się jak rzep psiego ogona jednej sprawy i wmawiać sobie i innym, że tak jest dobrze, nikt mnie do niczego nie zmuszał. Oprócz siebie samej. Czyżbym zamieniła się w jakiegoś filozofa od siedmiu boleści? Całą drogę będę teraz kombinować jak ubrać myśli w słowa, a pewnie i tak palnę coś, jak to mam w zwyczaju. Nie mogę podchodzić do tego, aż tak emocjonalnie. To tylko rozmowa. Czysta formalność. Rozmowa... Jak ja nie lubię rozmawiać. Wolę słuchać. To jedna z tych umiejętności, które wychodzą mi najlepiej.
Muszę oddać książki do biblioteki, bo znowu jestem po terminie... Dzisiaj znowu wygrało lenistwo, z tysiąca rzeczy do załatwienia skupiłam się na jednej - śnie. Pada, wieje, szaro, buro i ponuro, ale to nic. Dopiero 9:09 na zegarku, czas zaprzątnąć głowę czymś innym, zanim będę musiała przeprowadzić tę Rozmowę.
Dzisiaj będzie dobry dzień.
Trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńDaj znać jak poszło... i o co właściwie chodzi :).
A cóż to za ważna decyzja?
OdpowiedzUsuń