7 marca 2014

Przegrałam z kretesem ćwicząc swoją słabą - silną wolę, czyli przerwa w postanowieniach.

Nieśmiało stukam w klawisze, owinięta kocem i błądzę myślami gdzieś daleko. W mieszkaniu bałagan, muszę się w końcu wziąć do sprzątania, kiepsko mi to wychodzi... Oddaję się błogiemu nieróbstwu i szperam w głębinach Internetu w poszukiwaniu lektur do pracy maturalnej. Miły poranek zamienia się w jakieś takie smutne popołudnie. Tęskno mi. Powinnam zrobić dzisiaj kilka rzeczy, zmusić się do postawienia kilkunastu małych kroków do przodu, ale mi się totalnie nie chce. Chyba pozostanę w tym stanie odrętwienia, nie mam ochoty z tym walczyć. Wytrzymałam aż 2 dni w moim postanowieniu postnym. Tak, tak - znowu próbowałam nie jeść słodyczy i bach, przegrałam sromotnie... Znowu trochę mieszam w mojej "edukacji", zapisałam się na masaż i teraz muszę wybrać, gdzie będę dojeżdżać. Do poniedziałku mam czas, zobaczymy co to będzie. Liczę na to, że mi się będzie podobało. Znowu czuję, że chciałabym coś w swoim życiu pozmieniać. Coś z pracą. Z jednej strony dobrze mi tu, gdzie jestem, widzę się ze swoją drugą połówką non stop, bo praca na miejscu i do zbyt ambitnych nie należy, z drugiej świadomość, że wakacje się zbliżają, co do których mam ciekawe plany i muszę zacząć faktycznie oszczędzać i jeszcze to, że marzy mi się, żeby przyjść z pracy z uśmiechem na ustach i satysfakcją, że zrobiłam dzisiaj coś dobrego. Ktoś uświadomił mi ważną sprawę i naprawdę muszę skupić się na tym, czego chcę i czy NAPRAWDĘ tego chcę. Koniec, kropka. Zwalczam mentalnego lenia i idę posprzątać, odkładam te cholerne orzechy na bok, zjem śniadanie, poukładam sobie kilka spraw w głowie, wypiję herbatę, zamówię bilety na koncert, przekopię cały Internet w poszukiwaniu ćwiczeń z angielskiego, wyślę je do mojej współtowarzyszki doli i niedoli w nauce, poczekam, aż ktoś się odezwie i powie, że bezpiecznie dojechali do domu. 

Udanego piątku!

28 lutego 2014

Nie mam zielonego pojęcia, co jest nie tak.

Chciałabym dać upust emocjom. Nie potrafię. Dlaczego jest tak, że mnie coś denerwuje i aż się we mnie gotuje ze złości, a ja nic. Zero. Null. Komuś udało się poluzować we mnie ten korek emocjonalny i już jest lepiej niż było, ale nadal nie jest idealnie. Gdy nie żyjemy w zgodzie z samym sobą, nie potrafimy dogadać się z otoczeniem. Słucham jakiejś durnej piosenki. 
Nie śpię. Myślę, porównuję, stukam ze złością w klawisze. Zaglądam z obrzydzeniem w głąb własnej duszy i zastanawiam się, o co mi do cholery chodzi? To nie jest normalne, że nie jestem w stanie zasnąć przez natłok myśli. Złych, niedobrych myśli. 

Nie wiem sama, skąd we mnie ta skłonność do wyolbrzymiania nieistniejących problemów? Powinnam zacząć ćwiczyć jogę, porozciągać odrobinę te nieruchliwe ciało, oddychać głęboko i uporządkować wszystkie sprawy w głowie. Gdzieś słyszałam o metodzie "szufladkowania". Wyższa szkoła jazdy. Złe myśli do jednej szuflady, dobre do drugiej. Opanować sztukę lawirowania pomiędzy dobrymi a złymi. Nie umiem się na niczym skupić. Wszystko mnie nudzi. Zaczynam czytać książkę i łapię się na tym, że gdzieś w połowie strony nie wiem, co czytam. Wczoraj miałam trzy podejścia do jednej lektury, przewertowałam z dwadzieścia babskich gazet w nadziei, że jakikolwiek artykuł mnie zachwyci, zaczęłam rozwiązywać krzyżówkę i bach... Zniechęcenie. Nuda. Rozproszenie. 

I to cholerne pytanie w głowie - o co mi tak naprawdę chodzi???

6 lutego 2014

Sleepless night.

Wcinam rurki z nadzieniem kakaowym i myślę intensywnie o wielu sprawach. Z głośnika tym razem pozytywne brzmienie reggae. Nie potrafię zasnąć, jak człowiek, o przyzwoitej godzinie, tylko siedzę po nocach i myśli krążą mi gdzieś tam po głowie. Okulary na nosie... Ciężko się przyzwyczaić, ale już nie chcę męczyć wieczorem oczu soczewkami. Przeglądam stare zdjęcia, wspominam i kombinuję, jak odzyskać zaufanie. Przeraża mnie myśl, że nawaliłam na całego. Nie cierpię niedomówień. Kiedy nie było tych cholernych telefonów, komputerów, itd., człowiek potrafił ruszyć te spłaszczone od siedzenia cztery litery i wyjść naprzeciw drugiego. Zabiegać, starać się, żeby porozmawiać, przeprosić. A teraz? Wszystko zwala się na te elektroniczne sprzęty. Ktoś nie odpisał, nie odebrał telefonu, to po co się starać i próbować jeszcze raz? Przecież ma na mnie wyje*ane. A skąd możesz wiedzieć, czy to prawda? 
Mętlik, mętlik, mętlik. 

Zostałam wczoraj pełnoprawną tutorką/wolontariuszką w programie "Akademia Przyszłości". Pierwsze spotkanie z chłopcem, z którym mam się widzieć przez  godzinkę raz w tygodniu, przebiegło chyba w miarę sprawnie i spokojnie. Muszę się przyzwyczaić do tego, że to ja pociągam za sznurki w tym duecie! Mam nadzieję, że razem osiągniemy niejeden sukces. Małymi krokami, cały czas do przodu. Pewnie za jakiś czas będę pisać o zwycięstwach i porażkach, zobaczymy jak to będzie, ile uda nam się osiągnąć i czy sprawdzę się w tej nowej roli.

Wypłynął temat wakacji i to skłoniło mnie do rozmyślania o tym, co dalej? Plan jest taki, że wybieramy się gdzieś, gdzie jest słońce, plaża, woda i nie robimy kompletnie nic, oprócz smażenia się całymi dniami i odpoczywania. Wiadomo, przede wszystkim muszę skupić się na tym, czy mnie będzie stać na taki wyjazd. Po drugie jest jeszcze kwestia pracy, szkoły, rekrutacji na studia, pracy po powrocie i tego programu, w który się zaangażowałam. Do rana jeszcze daleko, także jak mi się uda poukładać to wszystko w głowie, to już będzie jakiś powód do radości.

3 lutego 2014

Sztuczki psychologiczne wśród potoku myśli, słów i serca przepełnionego tęsknotą.

Podobno się zmieniłam. Na lepsze. Czy tak jest? Nie wiem, nie potrafię tego ocenić. Chciałabym znaleźć w sobie wytrwałość w dążeniu do spełnienia wszystkich marzeń, której ostatnio mi brakuje. W czwartek czeka mnie spotkanie, na które czekam niecierpliwe, aczkolwiek z nutką niepokoju. Mam nadzieję, że odnajdę w sobie wystarczająco dużo pokładów dobrej energii i pierwsze lody zostaną przełamane. Wskazówka zegara zbliża się do magicznej godziny drugiej. Słucham Lady Punka i "włóczę" się po sieci. Chłód na dworze wyczynia straszne rzeczy z moimi dłońmi. Muszę kupić jakiś porządny krem do rąk, bo nie cierpię tej szorstkości. Miałam zamiar wstać rano i pozałatwiać kilka spraw na mieście, ale słabo widzę tę pobudkę. Zostawię to na środę. 

Podobno mózg człowieka można w miarę łatwo oszukać. Chodzi mi o pozytywne wykorzystanie tego aspektu. Zamiast ciągłego używania słowa "nie", można formułować zdania tak, abyśmy nie odebrali tego negatywnie i udało nam się dostosować do danej prośby, do wykonania jakiegoś konkretnego zadania bez poczucia obowiązku czy wręcz przymusu, czy to wewnętrznego, czy zewnętrznego. Wiem, że wielu ludzi uważa, że te wszystkie gierki psychologiczne to jedna wielka bujda, ale ja lubię sprawdzać niektóre z nich w praktyce. Słowa mają ogromną moc, taka jest prawda. Warto o tym pamiętać, zanim wyrządzi się drugiemu człowiekowi krzywdę, mówiąc coś, co sprawi przykrość. 

Powinnam w końcu ogarnąć bałagan w pokoju. Kupić korektor pod oczy. Wyczyścić umorusane buty. Dążyć do małych sukcesów i powoli zbliżać się do tego jednego, konkretnego, wymarzonego. 
Czuję w kościach, że zbliża się wiosna. Dwa udane spacery w promieniach słońca. 

I świadomość, że ktoś jest obok. 

Do Walentynek zostało mało czasu, jeszcze nie mam w głowie konkretnego planu, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Moje pierwsze święto zakochanych, jestem podekscytowana jak przedszkolak, ale co tam! Kto mi zabroni? W końcu 14 lutego nie będzie dla mnie kolejnym, zwykłym dniem i pomimo tego, że każda spędzona z Nim chwila jest magiczna, to naprawdę się cieszę, że podaruję kartkę komuś, kto tak wiele dla mnie znaczy.

26 stycznia 2014

"I tylko w Twoje oczy spojrzę..." - próby ogarnięcia tego, co nieuniknione.

Marznę, chociaż wiem, że będzie warto. Opycham się słodyczami, chociaż wiem, że za chwilkę tego pożałuję. Jestem przewrażliwiona, chociaż zdaję sobie sprawę, że z tymi demonami nie mam siły już walczyć. Rozprasza mnie wiele rzeczy, myśli, słów, gestów. Czekam aż dwa kochane Potwory wrócą z Krainy Wiecznej Miłości. Słucham muzyki i myślę o tym, że dzień po dniu uczę się czegoś nowego. Dzisiaj miły ktoś pomógł mi rozpracować tajniki obsługi pralki. Nie obyło się bez zawału serca, gdy wyskoczył "error", ale sytuacja opanowana, kurtka wyprana, pralka cała i wszyscy szczęśliwi.

Próbuję odnaleźć się w plątaninie ścieżek i wskazówek. Intensywnie myślę o tym, że za kilka miesięcy będę musiała w końcu wybrać, określić się konkretnie, co chcę w życiu robić. Zegar nieubłaganie tyka, a ja mam wrażenie, że nie mam planu na życie. Priorytety odrobinę się pozmieniały. W moim sercu zamieszkał ktoś, bez kogo nie wyobrażam sobie życia. Teraz już jest mniej miejsca na "ja", więcej na "my". Staram się to ogarnąć i znaleźć słuszne rozwiązanie. Prawda jest taka, że wielkiego wpływu na swoje wybory nie mam, bo nie wiem, czy ten rok wystawi mnie na próbę i dostanę się na sinologię, a tym samym czekają mnie ogromne zmiany w życiu, czy znów się okaże, że jednak mnie tam nie chcą. Dlatego konkretne wyjście awaryjne przyda się jak najbardziej.

Podoba mi się to, że ostatnimi czasy mniej myślę, a więcej robię. Dużo małych kroczków i cały czas do przodu. Oby jak najdłużej i oby jak najdalej! ;)

21 stycznia 2014

Przy dźwiękach "Happysad(u?)".

Jak tam postanowienia noworoczne? U mnie do końca niesprecyzowane, ale realizuję, co się da. Oddałam dzisiaj krew i nie zemdlałam. Pękam z dumy! Tak mnie straszyli tą igłą, że mi żyłę rozwali, że będzie tak bolało, że się słabo robi, że... A jak było? Miło, sympatycznie i tylko lekko szczypało, jak się pani Pielęgniarka wkłuła. Jeszcze 151 razy i pokonam pana, który w tym momencie jest rekordzistą w oddawaniu krwi w moim szpitalu. Ciekawy dzień w sumie. Troszkę mi się spać chce i troszkę za dużo myślę o tym, że muszę iść przebadać tarczycę, bo tak mi powiedziano, ale co tam! A na głowie mam dzisiaj taki kosmos, że szkoda gadać, nie wiem, co się dzieje z moimi włosami ostatnio. Już po studniówce, cudnie było. Tańce do białego rana i powroty z Lubym we mgle. Uśmiech mi nie schodzi z twarzy. 

Magia miłości...? Ach, co ci faceci potrafią z nami, kobietami zrobić, to się w głowie nie mieści! Nie śpimy, nie jemy, oddychamy gorącym od namiętności powietrzem, uśmiechamy się częściej i szerzej niż dotychczas i jeszcze nam ludzie mówią, że jakoś tak ładniej wyglądamy, że te oczy takie błyszczące, że twarz rozpromieniona, że tracimy na wadze w oczach, że takie jakieś szczęśliwe i w ogóle! ;) A w głowie jakoś tak więcej pozytywnych myśli...

Czytałam ostatnio ciekawy artykuł w... "Wysokich Obcasach" (chyba). Autor zachwycał się tym, że zakochanym jest zawsze cieplej w dłonie. 
Ja - największy zmarzluch świata - mogę się z tą dziką teorią zgodzić. ;) 
Jak to się dzieje, że palce zakochanych uprawiają swoją własną, osobistą gimnastykę i zawsze jest ciepło, mnie nie pytajcie.

24 grudnia 2013

Normalna to rzecz i filozoficzne bzdety o tym, co będzie albo czego nie będzie.

Słucham sobie GrubSona i snuję się bez celu po różnych stronach. Wracam do życia, które jakiś czas temu ktoś mi przewrócił do góry nogami, w bardzo pozytywny sposób. Wracam powolutku, małymi kroczkami, przyzwyczajam się do tego, że można tak cholernie tęsknić i marzę o tym, żeby tych kilka dni jak najszybciej minęło... Cieszę się świętami, beztroską, wolnością i odpoczynkiem, ale myślami gdzieś tam błądzę daleko, łapię się na tym, że jestem tutaj, ale jakby mnie nie było. Czyżby to ten stan, o którym marzyłam, śniłam, a w rzeczywistości jest lepszy niż w tych moich sennych mrzonkach? 

Niech to trwa i nigdy się nie kończy, nigdy. 

Dzisiaj wstałam o świcie. Siedzę na dyżurze w pracy i tylko liczę minuty do końca zmiany. Przede mną cudny widok za oknem. Łąka otoczona nagimi drzewami, delikatnie poruszające się źdźbła na wietrze... Święta bez śniegu, ale jest dobrze. Szukam inspiracji i motywacji do działania. Nie chcę myśleć o tym, co będzie, o przyszłości, na to jeszcze nadejdzie pora. Wtedy wezmę w ręce życie i jakoś to ogarnę. Tylko... czuję, że zmieniają mi się priorytety. Nie chodzi mi o zatracenie siebie i rezygnację z marzeń, ale gorąco zastanawiam się nad tymi studiami. Minęły 2 lata i pomimo tego, że bardzo, bardzo chciałabym studiować chiński, boję się, że znowu się nie dostanę albo nie dam rady. Każdy uczeń wie, jak ciężko jest ''rozruszać się'' po wakacjach, które trwają 2 miesiące. A nie ukrywam, że mój mózg potrzebowałby teraz bardzo konkretnego rozruchu (o ile się dostanę). Myślę, rozważam i próbuję wykombinować plan B, który byłby wyjściem awaryjnym. Bo na cokolwiek nie pójdę, nie ma szans. 

Dobraaaaa, koniec z takimi smutami w pierwszy dzień świąt! 

Ogarnę to jakoś powolutku. Na razie czas na herbatę i rozejrzenie się, co tam u Was słychać, bo dawno nie byłam, a tęsknię przeokropnie. Czas na relaks przy lekturze i nadrabianie w komentowaniu. Wesołych Świąt i wystrzałowego Sylwestra!!!

"Normalna to rzecz, kiedy dniami i nocami nie umiesz nic jeść,
Normalna to rzecz, kiedy tygodniami próbujesz na ziemię zejść,
Normalna to rzecz, kiedy w dzień i w nocy nie chcesz już spać"
(GrubSon "Kochana")

10 grudnia 2013

Pure happiness.

Cały czas z głową w chmurach. Uczy mnie patrzeć na świat z innej perspektywy. Dostrzega rzeczy, których ja nie widzę. Tak niewiele o nim wiem, a tak swobodnie się przy nim czuję. Nie nudzą mi się wcale te uśmiechy, wspólnie spędzone chwile. Mogłabym słuchać godzinami jak opowiada, uwielbiam ten głos. 

I lubię, kiedy jest obok. Trzyma mnie za dłoń, rozśmiesza i mówi miłe rzeczy. 

Przewrócił mój świat do góry nogami i chociaż jest totalnym przeciwieństwem mnie, nie przeszkadza mi to ani trochę, nie potrafię się na niego gniewać.

"Chwila, która trwa
Może być najlepszą z Twoich chwil..." 
(Dżem - Do kołyski)

12 listopada 2013

Part III: Od spotkania do refleksji

Nadal w strefie marzeń i pozytywnych myśli. Listopad chyba będzie miesiącem fantazjowania o nierzeczywistości. Ostatnio jest jakoś tak miło wokół mnie. Dużo uśmiechów, dobrych słów. "Love is in the air..." i takie tam? Czuję tę energię i blask bijący od tych wszystkich ludzi wokół. Mam czas na spotkania, lenistwo, robienie setek rzeczy naraz i nierobienie niczego. Lawiruję wokół książek do nauki, powolutku zbliżam się do tego, żeby odkurzyć w pamięci te szufladki, które pomogą mi przygotować się do matury, bo w końcu... do trzech razy sztuka? 

A teraz posłuchajcie, jakież to moja wybujała wyobraźnia podsuwa ostatnio obrazy, myśli, słowa.

***

Spotkałam go dzisiaj… Dwa razy! Tak mieszanych uczuć chyba nigdy w sobie nie nosiłam. Muszę oduczyć się tego głupiego machania. Od razu widać, że jakoś inaczej niż inne na niego reaguję, a nie chcę, żeby się dowiedział. Nie jest mi to teraz do szczęścia potrzebne. Najpierw uśmiech, chwila konsternacji i… nie dość, że byłam zakręcona gorzej niż zwykle, to uciekłam. Musiałam odetchnąć głęboko, ogarnąć się chociaż odrobinę. Obłęd. Jakby mi ktoś położył cegły na klatce piersiowej. Oddychasz, ale ci ciężko, serce bije jakby inaczej, krew w żyłach pulsuje. O co tak naprawdę chodzi? Za drugim razem było lepiej. Krótka pogawędka, ale… Pamiętam jego słowa jak przez mgłę. Nie przeszkadza mi, gdy rozmawia z innymi, ale czuję się źle, gdy jego wzrok wędruje częściej w kierunku drugiego rozmówcy, jestem jakby zepchnięta na drugi plan. To dlatego, że wszyscy mówią mi, że jestem zbyt miła? Naprawdę trzeba pokazać charakterek, żeby facet cię zauważył? Nie wiem, nie rozumiem, nie chcę wiedzieć. Ale przykro, że w momencie można stać się niewidzialnym. Nie prosiłam o pelerynę – niewidkę, więc o co w tym wszystkim chodzi? 

Zrezygnowanie. To uczucie skumulowało się w ostatnich minutach spotkania. Odrzucenie? To chyba za duże słowo. Bo nic takiego się nie stało, wciągnął się w rozmowę z kimś, kto go bardziej zainteresował, kto ma coś ciekawego do powiedzenia, zaśmieje się w odpowiednim momencie. O co ja się złoszczę? O co mi tak naprawdę chodzi? Zbyt poważnie odbieram niektóre sygnały, analizuję, błądzę myślami nie tam, gdzie powinnam. I porównuję. O wiele za często. A obiecuję sobie ciągle, że się poprawię, że przestanę wiecznie użalać się nad sobą i w końcu zmienię w sobie te cechy, które tak cholernie mi przeszkadzają! Czy to naprawdę tak trudno ruszyć cztery litery i zacząć działać? Motywacja! Potem determinacja i prosto do celu… Dlaczego po tym, jak go spotkam nachodzą mnie takie życiowe refleksje? Niemożliwe, że działa na mnie w ten sposób. A w mojej głowie tylko myśli o tym, że mogłabym być chudsza, bardziej zmobilizowana, odważniejsza, otwarta, zabawna… Szlag mnie trafia, gdy pomyślę o tym, ile osób na świecie ma ten sam problem. Marudy. Wieczne marudy, które nie chcą nawet rozpocząć pracy nad sobą. Co powstrzymuje nas przed działaniem? Strach, lenistwo. A te dwa czynniki połączone razem tworzą Armagedon. Już od początku zakładamy, że nie potrafimy, nie damy rady, to nie dla nas, jesteśmy zbyt słabi, zbyt niepewni siebie. Widząc szczupłą dziewczynę na plaży, w głowie zapala mi się czerwona lampka. „Też chciałabym tak wyglądać.” I teraz pytanie, co mnie powstrzymuje? Wiem, ile wysiłku trzeba włożyć, żeby osiągnąć taką sylwetkę? Nie, bo nie próbowałam. Mogę sobie tylko to WYOBRAZIĆ. A jak bardzo moja wyobraźnia odbiega od rzeczywistości, o tym wiedzą chyba tylko najstarsi Indianie. „Dopóki nie poczujesz potu spływającego po czole i plecach, bólu mięśni, zakwasów i tego uczucia, że wstając rano, nie możesz sobie wyobrazić dnia bez treningu, nie mamy o czym mówić.” Dlatego nie jestem gotowa na żaden związek. Nie akceptuję siebie, swojego wyglądu, charakteru. Dopóki będę tak bardzo niepewna siebie, wstydliwa i nieśmiała, nie poznam nikogo z kim chciałabym się związać. Smutne, ale prawdziwe.


2 listopada 2013

Part II: Scenariusze w mojej głowie.

 Poprzednia część, ta poniżej i te, które jeszcze tutaj się pojawią to tylko fikcja. Pisane pod wpływem chwili, stety czy niestety nie mają pokrycia w moim życiu osobistym. Ale lubię i chcę czasem popuścić wodze fantazji.

***
 
Długo go nie widziałam. Nie wiem, gdzie jest, co robi. Chciałabym zobaczyć, przekonać się czy jest tak samo spontaniczny i wesoły, jak mi się wydaje. Poznać jego przyjaciół, podziwiać wspólnie wschody i zachody słońca, spędzić razem dzień i noc. Obudzić się w pościeli obsypanej płatkami róż… Jestem niepoprawną romantyczką? Wymarzyłam sobie Rycerza na białym koniu i teraz ciężko jest mi przestawić się na „zwykłe” znajomości. A kim ja jestem, żeby tyle wymagać? No nic, nie warto użalać się nad sobą i wierzyć, że ta znajomość przeniesie się na inny poziom. Nie chciałabym pewnego dnia usłyszeć z jego strony, że powinniśmy zostać tylko przyjaciółmi. To mogłoby zaboleć, nawet bardzo. Lawirując pośród marzeń i rzeczywistości, nie dopuszczam do siebie myśli o tym, że mogłabym stworzyć z kimś porządny, szczęśliwy związek. Naprawdę. Chyba do tego nie dojrzałam. Widzę zakochane pary, pragnę dotyku jego dłoni na skórze i cudownych pocałunków, słodkich słów, komplementów, ale nie widzę siebie jako partnerki, dziewczyny, narzeczonej, żony? Powiedzieć komuś, że go kocham? To nie dla mnie, jeszcze nie ten etap, nie to stadium. Boję się, że przeoczę ten odpowiedni moment. Dopiero wtedy będę żałować tych straconych, wspólnych chwil. Teraz wystarczy mi to, co mam albo czego nie mam i mieć nie mogę. Śmieszą mnie rady podawane w gazetach, o tym, jak poderwać faceta, jak stać się bardziej cool. Jeśli na co dzień taka nie jestem, to jak mogę ukryć się pod taką maską, wejść w rolę, której ciężko będzie się później pozbyć? Jednego wieczoru stanę się pewną siebie kocicą, przeistoczę się w kobietę ociekającą seksapilem, żądną pochwał i spojrzeń wielu mężczyzn, a później zapali się światło, promyki słońca rozrzedzą mrok nocy i… czar pryśnie. Znowu zamienię się w szarą myszkę, miłą, pomocną, ot taką przyjaciółkę z sąsiedztwa. Męczy mnie to strasznie. Z jednej strony chcę, pragnę tej odwagi, zmiany wizerunku, ale wiem, że wtedy nie będę miała czasu na gorsze dni, nie zamknę się w pokoju i nie odgrodzę od świata. Powrót do dawnego „ja” będzie zbyt prosty, zbyt bezpieczny. Jest wiele opcji, które sprawią, że ludzie zaczną mnie postrzegać inaczej. Wystarczy schudnąć, zacząć się modnie ubierać, bywać tu i tam. Nie wiem sama, czy czekać aż ktoś pokocha mnie taką, jaka jestem, czy zacząć lepiej dbać o wizerunek, który ludzie lubią, do którego lgną. Porządne buty, modna torebka, mocniejszy makijaż, proste plecy i można iść przed siebie.

25 października 2013

Garść pięknych słów.

Nie nadaję się do picia kawy. Albo sobie wmawiam, albo jakimś cudem kofeina sieje takie spustoszenie w moim organizmie, że nie śpię po nocy. Niby tak to powinno działać, ale znowu bez przesady! Zerkam na zegarek i wierzyć mi się nie chce, że tyle by mnie to kawowe ożywienie trzymało. No nic, Adaś odtransportowany do Krainy za górami, za lasami, spędza czas z Ukochaną, a ja mogę walczyć z bezsennością tak, jak lubię i korzystając z okazji, przeglądam stare pliki w komputerze. Natrafiłam na jakiś przedwieczny dokument z kilkoma cytatami. Wydaje mi się, że już je tutaj kiedyś umieszczałam, ale tak mi się podobają, że muszę je mieć zapisane, nawet jeśli się powtarzam – z góry przepraszam. Kilka lat temu miałam nawet zeszyt z cytatami, ale nie potrafię go znaleźć. Mam nadzieję, że za jakiś czas gdzieś na niego natrafię, fajny był.  

Tak dla odświeżenia szarych komórek, co tam mi kiedyś w duszy grało!

*** 
"Tylko idiota nie czuje strachu. Prawdziwa dzielność polega na tym, by przezwyciężyć swą bojaźń."

"Bo żyć z pragnieniem, by wyglądać inaczej, to chyba najstraszniejsza z piekielnych mąk. Jak to musi człowieka wyniszczać!"

"Bardziej się lękam chłodu w twoich oczach,
Niż zimnych kling dwudziestu wrogich mieczy!
Ciepłe spojrzenie starczy mi za pancerz."
(Romeo&Juliet)

"Gdy kobieta mówi do ciebie - słuchaj tego, co mówią jej oczy." (W. Hugo)

"Patrz, tam na ławce chłopiec z dziewczyną siedzą objęci.
I na nich księżyc rzuca odpryski astralnej rtęci." (J. Brzostowska)

"Wiadoma to w Rumunii rzecz, że po miejscu, na którym wytarza się koń nie wolno chodzić. Kto by zlekceważył wiedzę przekazywaną na ten temat musi liczyć się z przykrymi konsekwencjami. Konie biegają nocami swobodnie po górach, bywa, że dopadane są przez demony, czasem ociera się o nie sama śmierć. Tarzając się rankiem, chcą się oczyścić, lecz kalają w ten sposób ziemię, po której nie wolno w tym miejscu stąpać człowiekowi."

"Coś ci powiem, Dickie. Dobrze to zapamiętaj. Nikt nikogo nie może uwolnić z klatki, nawet lwa. Najważniejsze, żeby nie patrzeć na kraty, a tylko między kratkami. Bo jeżeli będziesz patrzył na kraty, to nigdy niczego nie dokonasz i nigdy nie będziesz szczęśliwy." (Stado, W. Wharton)

 "Że przez to mieli zwichrowane dusze i pokrętne serca..."


21 października 2013

Part I: A gdyby to była prawda...?

Potraktujcie poniższy tekst z przymrużeniem oka. 
Ktoś mnie tutaj po cichutku mocno motywuje do pisania, 
za co z całego serca dziękuję! :)

***

Myśli... wiele myśli kłębi mi się w głowie. Podświadomie kieruję swoje kroki tam, gdzie mogę go spotkać. Czekam na ten szczery uśmiech, luźno rzucone „cześć”. Czuję, że moja twarz rozpromienia się w mgnieniu oka, zmęczenie mija jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Odwzajemniam uśmiech, odgarniam niesforne kosmyki włosów z twarzy i dziwię się, że ta chwilka, ten moment ciągle towarzyszy mi w ciągu dnia. Przewijam obrazy w głowie, jakby w zwolnionym tempie. Złudna nadzieja, zdziwienie, że może mi się AŻ tak dobrze z kimś rozmawiać. Więcej słucham, pytam i śledzę wzrokiem po jego twarzy, czekam na wybuch serdecznego śmiechu, któremu wtóruję po wysłuchaniu jakiejś śmiesznej anegdotki. Zachwycam się zdjęciami czworonożnego przyjaciela. Słucham, obserwuję i uśmiecham się. Czasem dużo za dużo. Lubię tę jego otwartość, swobodę, żarty, brak ograniczeń. Mimo że niewiele o nim wiem, wychwytuję istotne informacje… Przyjaciele stoją zawsze na pierwszym miejscu, nie można bać się wyciągnąć pomocnej dłoni w kierunku potrzebującego. Facet ideał? Widocznie i tacy chodzą po świecie, czasem nawet są bliżej niż myślimy. 

Nie pojawia się w moich snach. Może to i dobrze? Poprzednio obiekty westchnień w snach były mi bliższe od rzeczywistych postaci. Wyobraźnia działała na najwyższych obrotach, a potem nadchodził moment przebudzenia i totalne rozczarowanie, pogoń za nieosiągalnym. Teraz wolę nie ryzykować. Siedząc w autobusie i podziwiając mijane za oknem krajobrazy, słucham muzyki i kreuję dialogi, które mogłyby okazać się rzeczywistością. Gdybym tylko była odrobinę odważniejsza… Wiem, że jakiekolwiek hasło zostanie rzucone, on podejmie wyzwanie i rozwinie temat. Wesoła gaduła. Cechuje go optymistyczne podejście do życia. Ludzie lgną do takich postaci. Sama bym tak chciała. Nie chodzi o popularność, tylko tą łatwość w nawiązywaniu kontaktów, odpowiednie podejście do ludzi. No, ale w życiu nie można mieć wszystkiego, trzeba zacząć nad sobą pracować. 

Chciałam zapytać, czy jedzie na Woodstock. Może tam odważyłabym się być taką, jaką zawsze chciałam być, jaki obraz siebie kreuję w wyobraźni, w głowie, kiedy zaczynam myśleć, wyobrażać sobie te „nasze” rozmowy? Nie mam zielonego pojęcia, czy to jego klimaty. W końcu część ludzi podchodzi specyficznie do tej imprezy. Niektórym Woodstock kojarzy się tylko z ćpunami leżącymi na każdym rogu… Szkoda, bo samo przesłanie imprezy, dobra zabawa i muzyka to nieodłączna część tego wydarzenia. Nie miałam okazji zapytać, długo się nie widzieliśmy. Nawet przestałam o nim tyle myśleć. Ale to wszystko do czasu. Wiadomo, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, ale… Odzywają się we mnie dwa sprzeczne bieguny. Każde zafascynowanie drugą osobą tak się przejawia. Wiadomo, nic nie jest takie proste, gdy hormony szaleją, krew w żyłach szybciej płynie, a serce bije jak oszalałe… Aj, znowu uruchamiam te sfery w mózgu, które powinny sobie spokojnie odpoczywać, pozostać w stanie uśpienia, przynajmniej do kolejnego spotkania. 

Szkoda, że nie znam konkretnych dni, kiedy mogę go spotkać. To trochę jak w rosyjskiej ruletce. Dziś, jutro? Czasem już daję sobie spokój z tym oczekiwaniem, a tu nagle pojawia się Pan X i „już mi niosą suknię z weloneeem!”. A tak serio, to wiem, że muszę przestać roić sobie bzdury w głowie, bo on dla wszystkich jest jednakowo miły. Nic mnie spośród innych nie wyróżnia na tyle, żeby zawrócić mu w głowie. Smutne, ale prawdziwe.